Reklama

Reklama

Lekcja pokory. Łukasz Łagożny, himalaista z Sanoka wydał książkę

Opublikowano: śr, 26 wrz 2018 10:58
Autor:

Lekcja pokory. Łukasz Łagożny, himalaista z Sanoka wydał książkę - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - Każda podróż uczy nas czegoś nowego, niektóre pozwalają nam otworzyć oczy na siebie samych. Uczą nas o naszych słabościach i granicach. "Jak długa jest noc" to książka o podróży i górach - tak po prostu. Ale również o sztuce rezygnacji, zdrowym rozsądku i docenianiu rzeczy ważnych. O wielkiej przygodzie, która staje się stylem życia, o codzienności w górach i uroku, który wodzi za nos...

To cytat z Twojej pierwszej książki, w której opisujesz wyprawę w 2016 roku na Chan Tengri i Pik Lenina. Czego dowiedziałeś się o sobie podczas tej wyprawy?

- Że nie warto za wszelką cenę. Chan Tengri to pierwsza i jedyna w moim życiu góra, której nie zdobyłem. Pogoda podczas wyprawy była fatalna, nie mieliśmy ze sobą wystarczającej ilości sprzętu, żeby bezpiecznie się poruszać i asekurować. W ogóle nie widzieliśmy przysypanych śniegiem szczelin. Nie było innej możliwości, jak tylko się wycofać. Gdybyśmy wtedy podjęli inną decyzję, wyprawa mogła skończyć się tragicznie.

Podjęliście jednak drugą próbę zdobycia szczytu.

- Tak. Jednej nocy o mało nie zamarzliśmy w namiocie. Kolejnej prawie się spaliliśmy... Pogoda cały czas się pogarszała, dodatkowo teren był lawinisty.

Mimo wszystko chciałeś iść dalej.

Tak, ale w pewnym momencie podszedł do mnie inny uczestnik wyprawy ze Szwajcarii, złapał za ramię i powiedział "Łukasz, nie warto. Ja już tylu przyjaciół straciłem w górach, że nie warto". Popatrzyłem jeszcze raz na szczyt góry, założyłem plecak i zeszliśmy na dół. Decyzja o zawróceniu była jedyną słuszną.

Czy dla człowieka tak ambitnego jak Ty to była przegrana?

- To była lekcja życia. Zawsze kiedy ktoś mnie pytał, czy będę w stanie zawrócić z ataku szczytowego odpowiadałem, że będę. Sam w to jednak nie do końca wierzyłem, ale wtedy poczułem, że sytuacja na prawdę zaczyna robić się niebezpieczna. Zdecydowałem, że zawracam. Po co kusić los, góra poczeka. Żeby była jasność - nie odpuściłem - na pewno tam wrócę i na pewno na nią kiedyś wyjdę. 

Co czułeś kiedy schodziłeś z góry?

- Czułem się pokonany, że ta góra się ze mnie śmieje. Schodziliśmy z podkulonymi ogonami...

Całą rozmowę z Łukaszem Łagożnym o książce, wyprawach i życiu przeczytasz w jutrzejszym numerze Korso Gazety Sanockiej.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 3 lata temu | ocena +1 / -1

    Doliniarz

    Lukasz! Gratulujemy wytrwałośći, zaparcia i pasji! Dla nas lokalnych szaraczków, wdrapanie się do miasta, na górę parkową albo 'pod górkę do szkoły' to takie mini Himalaje codziennego życia. Twoja książka zapowiada się na ciekawą lekturę! Napewno spodoba się wielu. Nie wiem dlaczego, ale czytając ten artykuł zaraz pomyślalem o naszym burmistrzu... 'decyzja o zawróceniu była jedyną słuszną'... ;) Powodzenia i zozsławiaj Sanok na wszystkich szczytach!