Reklama

Duszpasterz prawdy. Ksiądz, który chciał być matematykiem

Opublikowano:
Autor:

Duszpasterz prawdy. Ksiądz, który chciał być matematykiem - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Do rozmowy z nowym proboszczem parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Sanoku, księdzem dr. Romanem Froniem, zainspirowali nas czytelnicy, którzy z ogromnymi nadziejami wyczekiwali następcy. Na zasłużoną emeryturę, po 20 latach posługi duszpasterskiej, odszedł bowiem ksiądz dr Andrzej Skiba.

Wielokrotnie przewijały się rozmowy na temat, jakim duszpasterzem będzie jego następca. Mając szczególnie na uwadze znaczenie parafii i rolę jej poprzedników, chociażby niezłomnego księdza Adama Sudoła czy wspominanego księdza Skibę. Obaj są honorowymi obywatelami Sanoka.

Ksiądz Roman Froń był swojego rodzaju zaskoczeniem, ale w rozmowach z mieszkańcami nie wyczuło się żadnych obaw, wręcz nowy duszpasterz fary mógł liczyć na ich przychylność. Wiele osób z zasłyszenia budowało sobie wiedzę o nowym proboszczu, inni zasięgali zdania jego parafian. Nam udało się z księdzem spotkać i zamienić kilka ważnych zdań. Nowy proboszcz głównej sanockiej parafii jawi się jako człowiek skromny, powiedzieć można nawet onieśmielony nową funkcją. Nade wszystko dał się poznać jako osoba otwarta i gotowa do działania.

Proszę opowiedzieć o swojej przeszłości.

Pięknie i z rozrzewnieniem wspominam moje dzieciństwo. Urodziłem się w Brzozowie w 1967 roku. Pochodzę z Jasienicy Rosielnej, w tamtejszej parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny mocno zżyliśmy się z kultem maryjnym. Teraz Matka Boska towarzyszy mi przez całe życie, tym bardziej że mojej ziemskiej mamy już nie mam, taty zresztą też. Maryja więc zastępują mi oboje rodziców. Na ziemi pozostała mi kochana siostra, która pracuje jako nauczycielka. Obecnie mieszka w Mielcu.

W Brzozowie zdawałem maturę, każdy chyba wspomina z utęsknieniem czas kwitnących kasztanów. Nim jednak Pan powołał mnie na drogę duszpasterstwa, chciałem zostać nauczycielem matematyki. Bo matematyka to moja "młodzieńcza miłość". W 1992 roku, 11 czerwca przyjąłem święcenia kapłańskie i tak oto 26 lat służę już ludziom. Moja droga kapłańska wiodła przez parafię: Pruchnik (jako wikariusz w parafii przez trzy lata), Łańcut (siedem lat), Brzozów (cztery lata), Golcowa (rok), później pierwsze probostwo w parafii Pielnia, następnie Jaćmierz i w końcu Sanok. W okręgu sanockim jestem zatem jedenaście lat.

Trochę pokrętne były te drogi. Skąd w ogóle wziął się Sanok w życiu księdza?

Sanok poznałem, będąc w Pielni... Często jeździłem stamtąd do sanockiej fary, by z okazji świąt spowiadać wiernych. W końcu polubiłem gród Grzegorza. Ale kiedyś na to miasto patrzyłem z dystansem, moje szlaki biegły raczej w stronę Krosna, Jasienicy, Brzozowa i dalej już się nie zapuszczałem. Jednak kiedy odkryłem Sanok, przekonałem się, że to piękne miasto. Zadbane i rozwijające się.

Żal było opuszczać Jaćmierz?

Szczególnie ostatnie lata wspominam cudownie. Bardzo mili i sympatyczni ludzie, chętni do współpracy, choć parafia specyficzna. Przyznam, prowadziłem tam tryb życia iście wiejski, a teraz muszę przestawić się na tryb miejski.

Co ksiądz przez to rozumie?

Zwyczajnie prócz pracy duszpasterskiej gospodarowałem w polu. Do tego stopnia, że warzywnictwo stało się moim hobby, polubiłem także pszczelarstwo, którego to fachu uczyłem się od mistrza pszczelarstwa pana Brodzika. Mimo pewnych przyzwyczajeń wszelkie zmiany traktuję jak wolę Pana Boga. Jemu ślubowałem, więc jestem posłusznym duszpasterzem wypełniającym polecenia moich przełożonych. Ksiądz musi świecić przykładem dla swoich parafian.

Gospodarzył ksiądz pełną parą jak z przypowieści biblijnych.

A tak to chyba nie. Oczywiście taki rodzaj pracy człowieka wycisza i nastraja do pracy duszpasterskiej. Lubię także hodować wszelkie znane w kuchni staropolskiej zioła. Zdradzę, że herbaty prawie nie kupowałem, składniki do niej miałem dosłownie na wyciągnięcie ręki.

W rozmowie wspomniał ksiądz, że jaćmierska parafia była specyficzna, na czym to polegało?

Przed stu laty tamtejsza społeczność została wstrząśnięta podziałem, który odbija się echem po dziś dzień. Nie było jednak żadnych problemów ze współdziałaniem i współistnieniem pomiędzy wiernymi Kościoła rzymskokatolickiego (którego byłem reprezentantem), a wiernymi Kościoła polskokatolickiego. Szanowaliśmy się nawzajem i zawsze modliliśmy się o jedność, to był niejako cel naszej koegzystencji. Razem też przygotowywaliśmy imprezy, wspólne spotkania. Oby tak dalej pozostało.

Ziemia jaćmierska to również mocne korzenie patriotyczne, świadczą o tym silne związki z Armią Krajową w czasie drugiej wojny światowej.

Dlatego pielęgnowaliśmy te tradycje, przecież wiemy, że człowiek bez przeszłości jest człowiekiem bez przyszłości. Ale przyznam się panu, że teraz wspominam z nostalgią, ile pięknych chwil tam spędziłem, ile trudnych.

Przed Jaćmierzem była Pielnia, debiutancka parafia dla księdza.

Moje pierwsze probostwo, co tu dużo mówić, moja pierwsza miłość duszpasterska. Na początku wielka dla mnie niewiadoma, nowy cel, wszystko pierwsze. Otaczali mnie jednak przesympatyczni ludzi. Z łezką w oku opuszczałem tamtejszy kościół. Do dzisiaj pielnianie mnie szczerze pozdrawiają, lubimy sobie też powspominać. Wszystkich ich pamiętam mimo tego, że ludzie przecież się zmieniają.

Pielnia, potem dwa razy większa parafia, a teraz naprawdę głęboka woda, sanocka fara.

Faktycznie wyzwanie i prawdziwie głęboka woda. Moi poprzednicy to przecież ikony historii Sanoka i Kościoła katolickiego. Wobec nich jestem po prostu onieśmielony i trochę zawstydzony. Wierzę i ufam Bogu, że nie zepsuję ich dzieła bożego i że będę umiał je mądrze kontynuować.

Widocznie arcybiskup Adam Szal miał do księdza zaufanie, powierzając główną parafię w mieście.

Byłem zaskoczony propozycją arcybiskupa. Ja, skromny duszpasterz z wiejskiej parafii. Wydawać by się mogło, że do kościoła pw. Przemieniania Pańskiego trafi jakaś szanowana persona z seminarium duchownego w Przemyślu. Wszyscy byli zaskoczeni, nawet tutejsi wikariusze. Osobiście nie miałem żadnych argumentów, żeby odmówić arcybiskupowi. To jest wyczuwalne działanie Boga. Z każdej mojej parafii, nawet tej najmniejszej, wyniosłem potrzebne mi doświadczenie.

Jak ksiądz wspomina swoje kontakty z księdzem Andrzejem Skibą?

Ksiądz proboszcz był moim ojcem duchownym i wykładowcą (uczył teologii duchowości) w seminarium w Przemyślu. My jako alumni i księża bardzo szanowaliśmy i lubiliśmy księdza Skibę. Był on taką... ostoją mądrości, człowiekiem, który w niebywały sposób potrafił jednoczyć ludzi, umiał stwarzać przyjazną atmosferę wikarym, bez sztuczności i pompatyczności.

Nie boi się ksiądz wyzwania prowadzenia kościoła w czasach, kiedy następuje sekularyzacja kościoła? Chociaż patrząc na frekwencje w sanockich świątyniach, można chyba spać spokojnie.

Każdy z nas jest dzieckiem swojej epoki. Rzeczywiście nasze kościoły są pełne ludzi uczestniczących w eucharystii, szczerze oddanych modlitwie. Ale czy tak będzie, zależy w pewnym sensie od tego, w którą stronę skieruje się Stary Kontynent, a wraz z nim Polska.

Pomimo wielu pięknych symptomów nasza młodzież jest z pokolenia dobrobytu, przez to nastawiona na łatwy konsumpcjonizm. Proszę mnie źle nie zrozumieć, zdaję sobie sprawę z ubóstwa w kraju i z tego, że nie każdy z tego dobrobytu korzysta. Niemniej tak wygodnie i dobrze do tej pory jeszcze ludziom nie żyło się w kraju. I to jest pocieszające. Jednak ludzie pamiętający wojnę, reżim komunistyczny umieją docenić i zobaczyć z perspektywy to, co dzisiaj mają i skonfrontować z tym, jak było kiedyś. Świat nie zamyka się na jednym kliknięciu w smartfonie, wokół jest ciekawa rzeczywistość, choć miejscami trudna. Czy nasza młodzież będzie umiała wyciągnąć wnioski z własnej teraźniejszości, chcę wierzyć, że tak. Że przyjdzie czas odkrycia przez nich wartości, odnalezienia autorytetów, dostrzeżenia tego, jak istotne są więzi i wzajemne relacje. Dlatego myślę, że kościoły nie opustoszeją.

Posiada ksiądz doświadczenie w pracy z młodzieżą?

Między innymi poprzez naukę w szkołach średnich. Przeszło jedenaście lat. Trochę z niepewnością, ale na pewno z ogromną radością będą uczył młodzież w II Liceum Ogólnokształcącym w Sanoku. Chciałem nie wyzbywać się kontaktu z młodymi ludźmi, na nich obecnie stoi świat. Mam nadzieję, że uda się im przekazać ten system wartości, w którym byłem wychowany. Pomóc im w dorastaniu, wskazać trudną lecz owocną drogę Jezusa Chrystusa. Także pokazać konsekwencje cudzych błędów tak, żeby sami ich nie popełniali. Przyznam się do tego, że moją pasją jest katecheza i umacnianie wiary w młodych ludziach.

A w parafii, jakie ksiądz zadania sobie wyznacza?

Wejście w społeczność parafialną. Poznać tutejsze środowisko, spotkać się z człowiekiem, nawet jeżeli zajdzie potrzeba, twarzą w twarz. Moja nieżyjąca mama powiedziała mi, że mam być księdzem, NAPRAWDĘ. Bez taryfy ulgowej. W życiu kieruję się prawdą, ale prawda nie istnieje bez miłości. Nie istnieje bowiem droga do prawdy bez miłości.

Dlatego m.in. wchodząc w środowisko parafialne, chcę ludziom pokazać, że priorytetem jest wspólnota, ponieważ razem można wiele osiągnąć. Bez jedności jest tylko chaos.

Pragnę być otwarty na wszystkich, także na współpracę z urzędnikami i gospodarzem miasta, bo zdaję sobie sprawę, że będę uczestniczył w uroczystościach kościelnych i państwowych wespół z samorządowcami. Nikomu nie odmawiam mojej posługi, nikomu. Każdy bowiem powołany jest do świętości.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE