reklama

Play-off. Tyski GKS po raz drugi lepszy od Marmy Ciarko STS Sanok

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: | Zdjęcie: M.Korzeniowska

Play-off. Tyski GKS po raz drugi lepszy od Marmy Ciarko STS Sanok - Zdjęcie główne

foto M.Korzeniowska

reklama
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

SportO ile w pierwszym meczu walka o zwycięstwo toczyła się do samego końca, to w drugim wygrana przyszła tyszanom nieco łatwiej. Prowadząc w połowie meczu 3-0, mieli ten luksus, aby nie drżeć przed porażką. Hokeiści z Sanoka dysponowali mniejszą siłą rażenia od przeciwnika, a pod własną bramką pozostawiali mu za dużo swobody, co ten potrafił brutalnie wykorzystać. Przegrana 2-4, nie mówiąc o 4-5 we wczorajszym spotkaniu, wstydu gościom nie przynoszą, ale dwa zwycięstwa GKS-u bardzo przybliżają ten zespół do półfinału play-off.
reklama

GKS Tychy - Marma Ciarko STS Sanok 4:2 (1:0, 2:1, 1:1)


1:0 August Nilsson
- Roman Szturc, Christian Mroczkowski (8:54, 5/4)
2:0 Bartłomiej Pociecha - Ondřej Šedivý (23:14)
3:0 Alexandre Boivin - Christian Mroczkowski, Jean Dupuy (31:24)
3:1 Sebastian Harila - Bartosz Florczak (37:41, 5/4)
4:1 Filip Komorski - Bartłomiej Jeziorski (50:57, 4/5)
4:2 Sami Tamminen - Niko Ahoniemi, Kalle Valtola (58:48, 5/4)

SĘDZIOWIE: Tomasz Radzik i Sebastian Kryś oraz Andrzej Nenko i Wiktor Zień. KARY: 10-4 minut. STRZAŁY: 30-15

GKS Tychy: T. Fučík - B. Pociecha, O. Kaskinen, O. Šedivý, F. Komorski (2), B. Jeziorski - O. Jaśkiewicz, O. Bizacki (2), M. Gościński, F. Starzyński (2), S. Marzec (2) - A. Younan, A. Nilsson, C. Mroczkowski, A. Boivin, J. Dupuy (2) - E. Bagin, J. Bukowski, J. Juhola, R. Galant (2), R. Szturc. Trener: Andriej Sidorienko.

Marma Ciarko STS Sanok: D. Salama - J. Karlsson, K. Valtola, N. Ahoniemi (2), S. Tamminen, K. Filipek - J. Höglund (2), W. Łysenko (4), J. Lorraine, L. Miccoli, S. Harila - K. Biłas, B. Florczak, V. Heikkinen, J. Mäkelä (4), K. Mocarski (2) - B. Rąpała, M. Wróbel, M. Dulęba, D. Ginda, F. Sienkiewicz. Trener: Miika Elomo.

reklama



Sanoczanie rozpoczęli mocno, wierząc, że „jak nie wczoraj, to dziś”. Dzięki temu mecz od samego początku był emocjonujący, toczony w szybkim tempie, a akcje przenosiły się z jednej strony na drugą. W 7 min. Heikkinen wychodził z krążkiem sam na sam z Fucikiem, lecz w ostatnim momencie skutecznie zablokował go Younan. Chwilę potem Florczak trafił na ławkę kar (zahaczanie) i gospodarze ruszyli na rywala z wielkim impetem. Po minucie szukania miejsca na zdobycie gola, z okolic bulika mocno uderzył obrońca Nilsson i krążek wylądował pod poprzeczką bramki przeciwnika. Goście zrewanżowali się kilkoma strzałami w wykonaniu Ahoniemiego, Heikkinena (14 min.) i Florczaka, ale krążek zawsze padał łupem obrońców, bądź bramkarza GKS-u. W 17 min. za uderzanie kijem karę otrzymał Filipek, lecz poza strzałem z nadgarstka Dupuya, wyłapanym przez Salamę, gospodarzom nie udało się nic więcej. Tercja 1-0 dla GKS-u po dobrej grze obydwu zespołów.

reklama

Początek tercji i znów stracona bramka

Pierwszą groźną akcję przeprowadzili gospodarze w 24 min, kończąc ją zdobyciem drugiego gola. Z okolic bulika krążek wrzucił pod bramkę Sedivy, tam pierwszy dopadł go Pociecha i strzałem między parkanami Salamy umieścił w siatce rywala. Chwilę potem na ławkę kar powędrował Boivin, ale poza mocnym uderzeniem spod niebieskiej Valtoli, po którym krążek przeleciał ponad bramką, nic więcej nie udało się gościom zmontować. Mało tego, niewiele brakło, a straciliby gola, gdyż wyjeżdżający z boksu kar Boivin dostał krążek na kij, oddał strzał, ale trafił prosto w bramkarza. W 31 min. przed szansą na kontaktowego gola stanął Harila. Uderzył pewnie z bliskiej odległości, jednak Fucik instynktownie obronił strzał barkiem. Minutę później padł gol, ale dla gospodarzy.

Mroczkowski idealnie zagrał krążek do czatującego pod sanocką bramką Boivina, który dostawił patkę i guma wylądowała pod poprzeczką świątyni gości. Gdy wydawało się, że sanoczanie stracą wiarę w możliwość odwrócenia losów spotkania, sędziowie nałożyli podwójną karę (2+2) na Nilssona, więc postanowili to wykorzystać. W 38 min. sztuka ta udała się Harili, który zachował najchłodniejszą głowę w kotle, jaki powstał pod bramką GKS-u. Miał przy tym sporo szczęścia, gdyż krążek przetoczył się po Fuciku i wpadł do bramki. Gol do szatni wlał nadzieję, że jeszcze „wszystko się może zdarzyć”.

reklama

Gospodarze pewni swego

Kto wie jak by się potoczyła gra, gdyby w 42 minucie Harila zdobył kontaktowego gola. Dobijał krążek z najbliższej odległości i wszyscy widzieli go już w bramce. Tymczasem ten obił tylko parkan bramkarza GKS-u. W 44 min. z ostrego kąta mocno uderzył Valtola, jednak krążek minął bramkę. Próbował zza bramki rozwinąć akcję Filipek, ale po ostrym wejściu Pociechy przez dłuższą chwilę zwijał się z bólu. Sędzia nie dopatrzył w tym przewinienia. W 50.03 min. dostrzegł go w zagraniu Galanta, posyłając go na 2 minuty za zahaczanie. Znów ożyły nadzieje na kontaktową bramkę. Tymczasem po szkolnym błędzie Valtoli, krążek trafił do Komorskiego, który pojechał sam na sam z Salamą, objechał bramkę i strzałem „od zachrystii”, tuż przy nieupilnowanym słupku, zdobył gola, dającego gospodarzom 3-bramkową przewagę. W tym momencie było już wiadomo, że żaden cud nie może się już zdarzyć.


Mimo to, sanoczanie nie odpuszczali. W 55 min. pojechał z szybką kontrą Heikkinen, jednak tyscy obrońcy zdołali go powstrzymać. Dwie minuty później Mocarski mocno uderzył z okolic bulika, ale Fucik zamroził krążek. Z kolei kontra gospodarzy, powstrzymana w sposób nieprawidłowy, przyniosła im rzut karny. W pojedynku Bagina z Salamą górą był bramkarz STS-u. Gdy w 58.11 min. na ławkę odesłany został Pociecha, opuścił bramkę Salama i goście zaatakowali 6 na 4. Manewr ten przyniósł oczekiwany efekt. W 58.48 min. z okolic prawego bulika potężnie uderzył Tamminen i krążek wylądował w siatce bramki Fucika. Dzięki temu trafieniu sanoczanom udało się nie przegrać trzeciej tercji (1-1), ale w meczu triumfowali gospodarze i było to ich drugie zwycięstwo nad rywalem. Teraz, w poniedziałek i wtorek, kolejne konfrontacje tych drużyn w Sanoku!

reklama

No cóż, nie udała się sanoczanom wyprawa do Tych. Wierzyli w jakąś punktową zdobycz, walczyli, ale przeciwnik okazał się mocniejszy. I tego można było, a nawet należało się spodziewać. Tyszanie zaprezentowali większą siłę ognia, o czym najlepiej świadczy różnica w oddanych w obydwu meczach strzałach. Nie błysnęli pod bramką przeciwnika ci, na których można było więcej liczyć: Johan Lorraine (Elliot nie wystąpił na skutek urazu ręki, być może pojawi się na tafli już w poniedziałek), Valtola, Heikkinen. Nie najlepiej radzili sobie sanoczanie przy grze w przewagach. Jedna bramka zdobyta (dość przypadkowo) podczas 10 minut gry w przewadze to nie jest wynik, którym można byłoby się chwalić.


Zwłaszcza, że w tym czasie STS-iacy stracili jedną bramkę. Za grę w defensywie też trudno wystawić im najwyższe oceny. Zbyt często do podań w kierunku sanockiej bramki dochodzili przeciwnicy i kilka takich sytuacji bez litości wykorzystali. Jednak generalnie, w Tychach sanoczanie zagrali ambitnie, walecznie, z wiarą do końca. Z pewnością tak samo, a może jeszcze lepiej, zagrają w Sanoku, przed swoją ukochaną widownią, która zechce im w tym pomóc. Do zobaczenia w Arenie w poniedziałek i wtorek o godz. 18!

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo