TEXOM STS Sanok – JKH GKS JASTRZĘBIE 1-4 (1-0, 0-1, 0-3)
1-0 Domenic Gurshman-Joona Tamminen-Marcin Dulęba (15.20)
1-1 Szymon Kiełbicki-Taneki Ronkainen-Alexi Makela (38.53)
1-2 Teemu Pulkkinen-Szymon Kiełbicki (42.15)
1-3 Teemu Pulkkinen-Hannu Kuru (52.07)
1-4 Kamil Górny-Roman Rac-Maciej Urbanowicz (57.27, 5/3)
TEXOM STS: Salama (od 56.57 Wiszyński) – Florczak, Biłas; J. Bukowski, Karnas, K. Bukowski – D. Musioł, Tamminen; J. Mazur II, Filipek (do 25 min), Dobosz – Niemczyk, Rocki; Dulęba, Bryzgałow (do 23 min), Fus – Gurshman, Ginda.
JKH GKS: Heikkinen – Ronkainen, Makela; Szczerba, Kuru, Pulkkinen – Żurek, Górny; Kasperlik, Rac, Petras – Kunst, Hanzel; Urbanowicz, Kiełbicki, Ślusarczyk – Onak, Zając; Ł. Nalewajka, R. Nalewajka.
SĘDZIOWIE: Główni: Mateusz Krzywda-Patryk Pyrskała, liniowi: Maciej Waluszek, Eryk Szwiertnia.
KARY: 38 (w tym 22 min. dla Filipka) – 14.
WIDZÓW: 1.000.
Początek meczu zupełnie nie wskazywał, że goście, opromienieni rozbiciem Zagłębia 9-1, przyjechali zrobić to samo z STS-em. Mecz był wyrównany, akcje obustronne i do połowy tercji żadnej z drużyn nie udało się poważnie zagrozić bramce rywala. Dopiero w 12 min, gdy goście grali w przewadze (kara Karnasa), „setkę” Petrasa wybronił Salama. Chwilę po tym Ł. Najlewajka znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem STS. Uderzył, ale trafił w kask Salamy, po czym sam staranował bramkę, do której wpadł, a za nim krążek. Goście domagali się uznania gola, ale sędziowie, po analizie nagrania video, byli innego zdania.
W 16 min. mieli gola, ale w swojej bramce. Dulęba zza bramki JKH wycofał krążek na niebieską do Tamminena, ten uderzył, Heikkinen odbił go przed siebie, ale trafił on na kij Gurshmana, który bez problemów umieścił go w mocno odsłoniętej części bramki gości. Górnicy zrewanżowali się mocnym atakiem, korzystając, że w 16 min. na ławce kar wylądował Rocki. Po jednej z akcji krążek po strzale Górnego próbował dobić Urbanowicz, ale znakomita interwencja Salamy zapobiegła najgorszemu.
W 18 min, podczas gdy sanoczanie grali w przewadze (w boksie kar siedział Zając), kontra gości o mało nie przyniosła im wyrównania. Czyhający pod bramką STS-u Pulkkinen zmienił lot krążka, lecz z niemożliwej sytuacji obronną ręką wyszedł bramkarz STS. W końcówce zaatakowali sanoczanie. Najpierw J. Bukowski precyzyjnie uderzył z nadgarstka, po chwili huknął z niebieskiej Gurshman, ale w obydwu przypadkach poradził sobie Heikkinen. Tercja nieoczekiwanie 1-0 dla gospodarzy, choć bardziej sprawiedliwym odzwierciedleniem tego co się działo na tafli byłby remis.
Najważniejsze: nie stracić!
Początek II tercji wskazywał, że sanoczanie będą chcieli grać wysokim pressingiem, żeby nie pozwolić rywalom rozpędzać się i zagrażać swojej bramce. W 21 min. z bliskiej odległości strzelił J. Bukowski, ale Heikkinen zdołał odbić krążek do boku. Chwilę po tym, po wygranym buliku, Biłas wrzucił krążek pod bramkę przeciwnika, lecz nikt go nie przejął.W 23 min. w starciu przy bandzie mocno ucierpiał Bryzgałow. Długo leżał, wijąc się z bólu, w końcu przy pomocy służb medycznych opuścił taflę, już na nią nie wracając.
W 24 min. z bulika strzelił Karnas, lecz krążek pewnie schwytał bramkarz gości. W odpowiedzi strzał jednego z obrońców JKH dobijał z bliska Kasperlik, na szczęście szybszy był Salama.
W 25 min. za bramką STS-u doszło do ostrego spięcia, w której to szarpaninie udział wzięli Rac i Biłas, a dołączyli do nich Petras i Filipek. Solidarnie wszyscy dostali od sędziów po 2 minuty, przy czym dodatkowo karę meczu otrzymał Filipek za niesportowe zachowanie się.
Od 30 minuty zaczęła zarysowywać się przewaga gości. Hokeiści JKH na dużej szybkości odważnie wchodzili w tercję przeciwnika, a na bramkę Salamy strzelali: Kuru, Kasperlik, Urbanowicz i Kunst. Wyrównujący gol wisiał w powietrzu, a kibice nerwowo spoglądali na zegar, zastanawiając się: wytrzymają, czy nie wytrzymają? Nie wytrzymali. Na 1 min. i 7 sekund przed syreną kończącą II tercję wrzutkę Makeli przejął Ronkainen, zagrał do Kiełbickiego, a ten błyskawicznie uderzył, trafiając w sam róg bramki rywala. Piękny gol „do szatni”, który dał gościom wyrównanie.
Pod dyktando gości, z bijatyką na zakończenie
Goście zorientowali się, że rywal, który przystąpił do meczu osłabiony brakiem Huhdanpy, Strzyżowskiego, J. Musioła i Czopora, a który w trakcie stracił jeszcze dwóch zawodników – Bryzgałowa i Filipka, ma prawo odczuwać zmęczenie.Od początku III odsłony podkręcili tempo i całkowicie opanowali sytuację na tafli. Na bramkę Salamy strzelali: Kiełbicki i Żurek, ale górą z pojedynków z nimi wychodził bramkarz STS-u. Jednak w 43 min. był bezsilny przy drugiej dobitce Pulkkinena. Tym samym goście objęli prowadzenie 2-1 i widać było, że chyba na tym się nie skończy.
Przez moment jeszcze zerwali się do walki sanoczanie i jeden z kontrataków mógł i powinien przynieść im wyrównanie. Z krążkiem pojechał na bramkę Heikkinena J. Bukowski. W sukurs mu ruszył brat Krzysztof. Otrzymał idealne podanie od Kuby, ale z bliska nie trafił do celu. Jeszcze większy kiks zanotował chwilę po tym Kasperlik, nie trafiając w bramkę i marnując „setkę”. Z kolei w 49 min. przekombinował Rac, nie strzelając kolejnego gola, a w następnej minucie jego „wyczyn” powielił Górny.
Trzeci gol padł w 52.07 i był dużej urody. Kuru świetnie obsłużył czekającego na środku bez opieki Pulkkinena, który huknął z pierwszego krążka, trafiając w samo okno bramki Salamy. Między 54, a 56 min. goście zmarnowali dwie kolejne sytuacje bramkowe (Rac i Pulkkinen). W 57 min. dwóch broniących się faulem sanoczan – Rockiego i Karnasa (ten drugi poszedł za J. Bukowskiego, czego sędziowie nie zauważyli) wylądowało na ławce kar i goście ruszyli 5 na 3.
W międzyczasie Salamę zmienił w bramce Wiszyński. Po 30 sekundach padł czwarty gol. Krążek wystrzelony z okolic bulika przez Górnego przepuścił nierozgrzany jeszcze bramkarz STS-u. Była ostatnia minuta meczu, gdy na tafli znów zamiast hokeja zaserwowano widzom boks. W jednej parze z Ł. Nalewajką walczył Niemczyk, w drugiej Ginda z Kunstem. I tym niemiłym akcentem zakończył się pojedynek z JKH GKS, mimo wszystko hokejowy.
Dziwny to był mecz. Pierwsza jego połowa nie potrafiła wskazać faworyta, choć przed meczem sanoczanom nie dawano wielkich szans na sprostanie rywalowi. A gdy się okazało, że nie ma w składzie Huhdanpy, Strzyżowskiego, J. Musioła i Czopora, że nie ma też współpracujących z STS-em braci Baidów i Stensona, te obawy były jeszcze większe. Potem z trzech piątek zrobiło się dwie, gdy wypadli z gry Bryzgałow i Filipek. Doszło zmęczenie, co natychmiast wykorzystali doświadczeni goście. Wygrali, bo się im to należało.
Szkoda, że próbowano im się rewanżować na pięści, bo to pozostawiło tylko niesmak. Przegrywać też trzeba umieć. A naprawdę było już mnóstwo okazji, by się tego nauczyć.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.