Onkologia w Brzozowie hitem w skali kraju. Aż 93 procent pacjentów z Polski
Podkarpacki Ośrodek Onkologiczny w Brzozowie stale zwiększa skalę swojej działalności. Jak wylicza starosta brzozowski Jacek Adamski, w 2022 roku placówka hospitalizowała 15 400 pacjentów, w 2024 roku liczba ta wzrosła do 22 700, a obecnie przekracza już 30 tysięcy osób. Po realizacji projektu SIS Onko, na który ogłoszono przetarg, liczba hospitalizowanych może sięgnąć od 50 do 70 tysięcy rocznie.
Aż 93 procent pacjentów leczonych w brzozowskim ośrodku pochodzi spoza powiatu brzozowskiego – nie tylko z Podkarpacia, ale również z województw świętokrzyskiego, małopolskiego i lubelskiego. Rozwój placówki wspierają pozyskane dotacje i zaakceptowane wnioski opiewające na kwotę 300 milionów złotych. Wybitna kadra medyczna, w tym profesorowie i uznani specjaliści, przyciąga chorych poszukujących wyspecjalizowanej opieki blisko domu.
Zyski z leczenia raka łatają dziury w porodówce. Dramatyczna wycena procedur
Mimo sukcesów finansowych i medycznych sekcji onkologicznej, wypracowane przez nią środki nie mogą w pełni służyć zakupom nowoczesnego sprzętu czy wprowadzaniu innowacyjnych technik leczenia. Szpital zmuszony jest przeznaczać wypracowane nadwyżki na pokrywanie strat generowanych przez oddziały nieonkologiczne.
Głównym problemem są drastycznie niskie wyceny świadczeń medycznych przez NFZ. Szczególnie krytyczna sytuacja dotyczy oddziału ginekologiczno-położniczego. Po zamknięciu porodówek w okolicznych miejscowościach, w tym w Sanoku, Lesku i Ustrzykach Dolnych, szpital w Brzozowie przyjął na siebie ciężar obsługi całego subregionu. Mimo że w Brzozowie przyszło na świat 729 dzieci, co stanowi drugi wynik na Podkarpaciu, porody nieinwazyjne generują ogromne straty. Tylko na tym jednym oddziale tegoroczny deficyt sięgnie 12 milionów złotych.
Starosta ostrzega przed konsekwencjami. Co stanie się z pacjentami?
Samorządy i dyrekcja stale inwestują w bazę lokalową, przeznaczając od 500 tysięcy do miliona złotych na modernizację poszczególnych oddziałów. Niskie wyceny procedur powodują jednak, że wkrótce może pojawić się konieczność zamykania kolejnych jednostek.
Brak lokalnej porodówki oznaczałby dla kobiet w ciąży, m.in. z miejscowości takich jak Bieszczadzkie Lutowiska czy Czarna, konieczność pokonywania od 150 do niemal 200 kilometrów do Rzeszowa.
Choć starosta Jacek Adamski wyraża nadzieję, że do zamknięcia Podkarpackiego Ośrodka Onkologicznego nigdy nie dojdzie, zwraca uwagę na potencjalne konsekwencje systemowego kryzysu. O ile wysoko wykwalifikowana kadra lekarska bez problemu znajdzie zatrudnienie w innych wiodących ośrodkach w kraju, o tyle pacjenci z regionu zostaną pozbawieni dostępu do ratującego życie leczenia w swojej okolicy.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.