reklama

„Transparentność została tylko na papierze”. Radni miażdżą sposób zarządzania spółką Sportowy Sanok

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

„Transparentność została tylko na papierze”. Radni miażdżą sposób zarządzania spółką Sportowy Sanok - Zdjęcie główne
Autor: Patryk Oberc | Opis: Wczorajsza nadzwyczajna sesja Rady Miasta Sanoka obnażyła nie tylko finansową ruinę, ale przede wszystkim kryzys prawdy w miejskiej spółce

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościWczorajsza nadzwyczajna sesja Rady Miasta miała przynieść odpowiedzi, a przyniosła jeszcze więcej pytań i narastający gniew samorządowców. Radni, z którymi rozmawialiśmy, nie przebierają w słowach: mówią o braku szacunku do zawodników, kompromitacji zarządczej i „pustych obietnicach wyborczych”. Publikujemy obszerną analizę ich stanowisk, które obnażają kulisy funkcjonowania spółki Sportowy Sanok.
reklama

Sławomir Miklicz: „Transparentność została tylko w słowach”

Radny Sławomir Miklicz w swojej analizie skupia się na fundamentalnym problemie: braku rzetelnej informacji ze strony osób odpowiedzialnych za miejski majątek. Jak podkreśla, mechanizm unikania odpowiedzi na sesji był wręcz uderzający.

Z przykrością muszę stwierdzić, że nie otrzymaliśmy merytorycznej i szczegółowej informacji. Burmistrz jako właściciel poinformował nas, że nie ma wiedzy na ten temat, bo nie jest informowany. Rada Nadzorcza poinformowała nas, że nie może udzielać żadnych informacji, bo mogłoby to zadziałać na szkodę spółki, a Pani Prezes powiedziała, że nie ma bieżącej informacji od księgowej… Niestety bardzo źle to wygląda

reklama

– wylicza Miklicz.

Radny przypomina, że spółka nie jest prywatnym biznesem, lecz podmiotem powołanym z pieniędzy podatników.

Kapitał akcyjny został pokryty z budżetu miasta, a przecież nie są to prywatne pieniądze, tylko publiczne. Dlatego też uważam, że taka informacja należy się mieszkańcom. (...) Ostatni sezon pokazał wyraźnie, że zarówno Rada Miasta, jak i kibice zostali wprowadzeni w błąd, a wszystkie obietnice burmistrza stały się pustymi obietnicami wyborczymi bez pokrycia. Pytam zatem burmistrza: który pion nie zadziałał?

Miklicz uważa, że obecna formuła współpracy na linii zarząd–drużyna po prostu przestała istnieć:

Format współpracy pomiędzy zarządem a zawodnikami i trenerem wyczerpał się całkowicie. Brak zaufania, wzajemne animozje i brak wyników sportowych musi pociągnąć za sobą decyzje o niezbędnych zmianach.

reklama

Grzegorz Pasztyła: „Kryzys zarządczy i brak szacunku do sportowców”

W podobnym, choć jeszcze ostrzejszym tonie, wypowiada się radny Grzegorz Pasztyła. Dla niego sytuacja, w której prezes spółki chwali się dokładaniem do klubu z własnej kieszeni, jest patologią systemu, a nie powodem do dumy.

Jeżeli prezes mówi, że wspiera klub prywatnymi pieniędzmi, to nie jest dowód sukcesu – tylko dowód, że systemowo zabrakło planu, zabezpieczeń i realnego finansowania. (...) To już nie jest moment na emocje i opowieści, że 'coś się robi' – tylko na konkrety i odpowiedzialność. To, co wypłynęło podczas obrad, pokazuje jasno, że mamy do czynienia z kompromitacją: wycofaniem drużyny z ligi, chaosem i utratą zaufania

reklama

– punktuje Pasztyła.

Radny zwrócił uwagę na coś, co umknęło w ferworze cyferek a jest bardzo ważne – na styl komunikacji z ludźmi, którzy tworzą klub.

Trzecia sprawa, którą uważam za niedopuszczalną, to sposób traktowania zawodników. Jeżeli prezes spółki pozwala sobie na ton i zachowanie, w którym zwraca się do zawodników z góry — jak matka do syna albo jak do dzieciaka — to jest to po prostu nieprofesjonalne. To są dorośli sportowcy reprezentujący miasto. Bez zachowania standardu szacunku nie ma mowy o zdrowych relacjach.

Pasztyła domaga się jasnych konsekwencji:

Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jakie decyzje doprowadziły do tej sytuacji i kto za co odpowiada. W takich przypadkach samorząd ma obowiązek rozważyć także konsekwencje personalne i zmianę modelu działania spółki. Musimy przestać traktować hokej jak temat emocjonalny, a zacząć jak odpowiedzialność publiczną.

reklama


Anna Szpiech: „Niezbędne jest natychmiastowe rozliczenie”

Dopełnieniem obrazu kryzysu jest krótkie, ale konkretne stanowisko radnej Anny Szpiech, która stawia twarde warunki dotyczące jakiegokolwiek dalszego finansowania hokeja z kasy miasta.

Wczorajsza sesja obnażyła krytyczny stan finansowy Spółki Sportowy Sanok oraz brak transparentności w dotychczasowym zarządzaniu środkami. Niezbędne jest natychmiastowe szczegółowe rozliczenie dotacji oraz publikacja raportu o stanie zadłużenia

– zaznacza Szpiech.

Radna widzi tylko jedną drogę wyjścia:

Wprowadzenie profesjonalnego planu działania Spółki powinno być warunkiem jakiegokolwiek wsparcia z budżetu miasta.

Krótka pamięć zarządu? Protokół z 26 stycznia kontra rzeczywistość

Podczas wczorajszej sesji radny Krzysztof Wronkowicz przywołał fakty, które rzucają nowe, kompromitujące światło na wiarygodność władz spółki. Radny odczytał fragment transkrypcji protokołu z posiedzenia Komisji Oświaty, Kultury, Sportu i Turystyki, które odbyło się zaledwie kilkanaście dni wcześniej – 26 stycznia 2026 roku. Z zapisu wynika, że na wprost postawione pytanie o zaległości płacowe wobec zawodników i sztabu trenerskiego, prezes Marta Przybysz odpowiedziała kategorycznie: „Na ten moment nie ma żadnych zaległości”.

Rzeczywistość, która wyłoniła się podczas wczorajszych obrad, drastycznie odbiega od tych deklaracji. Radny Wronkowicz nie kryje zdumienia faktem, że radni mogli zostać wprowadzeni w błąd:

Na komisji uzyskałem zapewnienie od Pani prezes, że wynagrodzenia są wypłacane terminowo. Na wczorajszej sesji okazało się, że to nie była pełna informacja. W moim odczuciu jest to sytuacja niedopuszczalna. Rada Miasta nie może być wprowadzana w błąd, szczególnie w sprawach dotyczących finansów i funkcjonowania klubu.

– podkreśla Krzysztof Wronkowicz.

Zestawienie tych faktów jest porażające: 26 stycznia prezes zapewnia o braku długów, a już 28 stycznia klub publikuje oświadczenie o braku możliwości dalszej gry w sezonie. Ta 48-godzinna przepaść między „brakiem zaległości” a faktycznym upadkiem drużyny staje się teraz jednym z najmocniejszych argumentów radnych domagających się rozliczenia zarządu.




Systemowa ślepota i koniec „modelu zaufania”

Z zebranych głosów radnych wyłania się obraz struktury, która przestała spełniać swoje funkcje. Analizując te wypowiedzi, trudno nie dostrzec trzech fundamentalnych pęknięć w zarządzaniu sanockim sportem:

  1. Fikcja nadzoru właścicielskiego: Najbardziej uderzającym wnioskiem z analizy odpowiedzi radnych jest fakt, że burmistrz jako właściciel spółki oraz Rada Nadzorcza – powołana do kontroli – publicznie przyznają się do braku wiedzy o bieżących sprawach finansowych. To stan skrajnie niebezpieczny dla finansów publicznych, w którym podmiot obracający milionami złotych funkcjonuje w informacyjnej próżni.

  2. Kryzys profesjonalizmu: Relacje na linii zarząd–zawodnicy przestały opierać się na profesjonalizmie, a weszły w sferę „prywatnych animozji”, co zauważają niemal wszyscy radni. Publiczne wytykanie zawodnikom życia prywatnego czy „matkowanie” dorosłym sportowcom przez prezes spółki to w ocenie samorządowców bariera, której przekroczenie uniemożliwia dalszą współpracę.

  3. Pułapka „tajemnicy przedsiębiorstwa”: Radni słusznie diagnozują, że zasłanianie się tajemnicą w spółce, której jedynym udziałowcem jest miasto, jest nadużyciem. System, w którym radni (reprezentujący podatników) nie mogą dowiedzieć się o skali długu, jest systemem patologicznym, budującym atmosferę podejrzeń zamiast współpracy.

Konkluzja: Sanok na krawędzi – czas na reset

Konkluzja płynąca z rozmów z sanockimi radnymi jest bezlitosna: spółka Sportowy Sanok w obecnej formule organizacyjnej i personalnej całkowicie utraciła zdolność do sprawnego funkcjonowania i profesjonalnego zarządzania. Zmiany są nieuniknione. 

Wypowiedzi Sławomira Miklicza, Grzegorza Pasztyły i Anny Szpiech pokazują jasno, że „kredyt zaufania” wobec zarządu spółki i burmistrza został definitywnie wyczerpany. Radni nie żądają już „poprawy sytuacji”, lecz twardego resetu: pełnego audytu, wyciągnięcia konsekwencji personalnych i całkowitej zmiany modelu komunikacji. Jeżeli władze miasta nie zareagują na te postulaty natychmiast, sanocki hokej – marka budowana przez dekady – może nie przetrwać zbliżającego się lata, grzebiąc pod gruzami nie tylko sportowe marzenia, ale i wiarygodność decydentów.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo