„Tak wiele na świecie jest miast...” – te słowa zna niemal każdy sanoczanin. Kultowa „Piosenka o Sanoku” Marka Dzioka powraca w całkowicie nowej, hip-hopowej odsłonie. Z okazji 660. rocznicy włączenia miasta do Korony Polskiej sanocki raper Harpi M.U.R połączył znany motyw muzyczny z nowoczesnym bitem i historią regionalną. W szczerej rozmowie opowiada o wspomnieniach z przedszkola na Posadzie, kulisach realizacji teledysku na zamku oraz o lokalnym patriotyzmie, którego nie wymaże nawet kilkaset kilometrów odległości.
fot. Patryk Oberc/Exposed Studio
Skąd pomysł, by wziąć na warsztat akurat utwór Marka Dzioka i połączyć dawnego ducha Sanoka ze współczesnym bitem? Co takiego niezwykłego usłyszałeś w tej klasycznej piosence, że poczułeś: „Muszę dać jej drugie życie”?
Myślę, że przede wszystkim dlatego, że „Piosenka o Sanoku” Marka Dzioka, to dla wielu mieszkańców Sanoka coś więcej niż zwykła piosenka. Z tego, co pamiętam, śpiewało się ją w przedszkolach, szkołach, na akademiach. Chyba każdy sanoczanin zna przynajmniej pierwsze słowa: „Tak wiele na świecie jest miast…”. Ja również znam ten utwór praktycznie od dziecka. I kiedy po latach do niego wróciłem, usłyszałem w nim przede wszystkim wspomnienia. Dzieciństwo, przedszkole na Posadzie, kolegów, szwendanie się po zamarzniętych potokach, budowanie baz w krzakach i na drzewach. Takie zwykłe dziecięce rzeczy, które wtedy były całym naszym światem.
Dzisiaj człowiek jest setki kilometrów od Sanoka, a wystarczy usłyszeć kilka pierwszych dźwięków i nagle te obrazy wracają. To właśnie usłyszałem w tej piosence - swoje dzieciństwo i swój Sanok. Przedyskutowałem pomysł z Marcinem, który stworzył nowy bit na bazie starego utworu Pana Marka i ruszyliśmy z kopyta. Co ciekawe, już kiedy mieszkałem w Sanoku i chodziłem na Sanockie Wierchy, miałem pomysł, żeby przerobić ten utwór na hymn Stali Sanok. Wtedy jednak nie udało mi się zrobić tego tak, jak sobie to wyobrażałem. Pomysł gdzieś we mnie został i po latach wrócił w zupełnie innej formie. Od dawna interesuję się historią Polski, ale oczywiście również historią Sanoka. Kiedy więc uświadomiłem sobie, że teraz przypada 660. rocznica włączenia miasta do Korony Polskiej, pomyślałem, że to jest bardzo dobry moment, żeby zrobić coś właśnie dla Sanoka. I uznałem, że nie ma większego sensu wymyślać wszystkiego od początku.
Lepiej sięgnąć po coś, co mieszkańcy już znają, co ma swoją historię i emocje, i dać temu nowe życie. Stąd właśnie pomysł na połączenie tego starego, sanockiego ducha ze współczesnym bitem. Chciałem zachować to, co w oryginale jest najważniejsze, emocje i rozpoznawalność - ale jednocześnie nadać temu nową energię i opowiedzieć przez ten utwór również kawałek historii miasta. Jest w tym oczywiście sporo lokalnego patriotyzmu. Bo można dzisiaj mieszkać 100, 200 czy 500 kilometrów od Sanoka, ale to nadal jest nasze miasto. To tutaj się urodziliśmy, tutaj dorastaliśmy, tutaj mamy rodziny, przyjaciół, pierwsze wspomnienia. Każdy ma swój Sanok - jedni wspominają go przez pryzmat dzieciństwa, inni szkoły, sportu, rodziny czy pierwszych miłości.
Są wspomnienia dobre, są też trudne, ale wszystkie są częścią naszej historii. A Sanok ma również swoją historię dużo starszą niż nasze osobiste wspomnienia. Był ważnym ośrodkiem Korony Polskiej i o tym też warto przypominać, szczególnie przy takiej rocznicy. Dlatego dla mnie to nie jest po prostu remix starej piosenki. To jest spotkanie kilku rzeczy - mojego dzieciństwa, wspomnień mieszkańców, historii Sanoka, lokalnego patriotyzmu i współczesnej muzyki. Chciałem sprawdzić, czy można wziąć utwór, który dla jednych jest wspomnieniem z dzieciństwa, i przedstawić go młodszemu pokoleniu w taki sposób, żeby również poczuło, że ta historia jest jego. Jeżeli ktoś po usłyszeniu tego numeru przypomni sobie swoje „Piosenkę o Sanoku”, swoją szkołę, podwórko, kolegów albo po prostu zatęskni za Sanokiem, to dla mnie będzie najlepszy dowód na to, że warto było dać tej piosence drugie życie.
Zdradzasz, że klip będzie dosłownie napakowany historią naszego miasta. Jakie sanockie tajemnice, legendy czy miejsca postanowiłeś w nim zilustrować i jak trudnym wyzwaniem było przełożenie podręcznikowych faktów na język obrazu i rapowej wrażliwości?
Zdradzam i nie zdradzam, (hehe). Ale tak - utwór rzeczywiście będzie mocno napakowany historią Sanoka. Głównym założeniem było pokazanie osób, które w jakiś sposób zapisały się w historii naszego miasta, były z nim związane, a swoją działalnością wyniosły Sanok poza jego granice - w Polskę, a czasem i w świat. Oczywiście nie da się w jednym utworze wymienić wszystkich ważnych postaci związanych z Sanokiem, dlatego trzeba było dokonać pewnego wyboru. Wybrałem te osoby, które w moim odczuciu są szczególnie ważne. Nie chciałbym jednak zdradzać tutaj wszystkiego.
Powiem tylko, że pojawią się miejsca, które dla Sanoka są bardzo charakterystyczne. Będzie oczywiście sanocki zamek, będzie pomnik Grzegorza z Sanoka, a ważną częścią będą również obrazy Zdzisława Beksińskiego i oczywiście sam Sanok - jego ulice, architektura i klimat. Przy tworzeniu całości nie opierałem się tylko na własnych wyobrażeniach. Poszczególne kwestie historyczne były konsultowane, bo jeżeli podejmujemy się opowiadania o historii miasta, to trzeba to zrobić możliwie rzetelnie. Szczególnie kiedy mówimy o konkretnych osobach i wydarzeniach. Ale nie chcę za dużo zdradzać. Wolałbym, żeby widz zobaczył te obrazy po raz pierwszy podczas premiery i sam odkrywał kolejne postacie, miejsca i nawiązania. Dlatego serdecznie zapraszam na premierę teledysku - myślę, że będzie tam kilka rzeczy, które mogą sanoczan pozytywnie zaskoczyć.
Tworzenie utworu zakorzenionego w lokalnej historii wymaga sporej odwagi i wyczucia. Czym dla Ciebie osobiście – jako artysty i mieszkańca – jest Sanok i co z tego lokalnego klimatu najmocniej zdeterminowało brzmienie oraz wizualną stronę tego projektu?
Sanok to moja mała ojczyzna. To mój dom. To tutaj pisałem swoje pierwsze teksty, choć patrząc z perspektywy czasu, niektórych pewnie w ogóle bym już nie napisał. Ale człowiek uczy się przez całe życie - rozwija się, czasem progresuje, czasem regresuje. Ja należę raczej do tych osób, które jeśli robią krok w tył, to tylko po to, żeby nabrać rozpędu. Jeśli chodzi o wizualną stronę tego projektu, to chyba najmocniej zdeterminowała ją miłość do miasta.
Człowiek mieszka na drugim końcu Polski, a jednak pewne miejsca cały czas nosi w sobie. W Szczecinie czasem żartuje się, że pochodzę z „Polski C”, a zdarzały się też jeszcze bardziej dosadne komentarze w stylu: „wszystko, co za Wisłą, to ruskie”. Można się z tego śmiać, ale dla mnie to właśnie jest moje miejsce - Sanok, moje Podkarpacie, moje wspomnienia. I choć teraz rzadko odwiedzam miasto przez pracę i odległość, to cały czas miło się wraca w odwiedziny. I chyba właśnie z tego połączenia tęsknoty, wspomnień i świadomości, że Sanok jest po prostu pięknym miastem, powstał zarówno ten numer, jak i jego wizualna strona.
Podczas realizacji tak rozbudowanego i ambitnego wideo na pewno nie brakowało niezwykłych momentów. Czy na planie wydarzyło się coś niespodziewanego albo czy udało Wam się uzyskać dostęp do miejsc na co dzień niedostępnych dla mieszkańców?
Tak naprawdę realizacja klipu zaczęła się jeszcze zanim przyjechałem do Sanoka. Ułożyliśmy sobie plan działania - co chcemy pokazać, jakie miejsca odwiedzić i jak opowiedzieć tę historię, a Patryk z Exposed Studio zaczął działać na miejscu. Na początku wszystko opierało się głównie na telefonach, wiadomościach i załatwianiu kolejnych rzeczy. Sama wiesz, jak to wyglądało, haha. Bardzo dużo w kwestii faktów, dostępu do archiwalnych zbiorów, a także możliwości wejścia do zamku i spokojnego zrealizowania tam ujęć pomógł nam Pan Andrzej Romaniak, któremu z tego miejsca bardzo dziękuję. Tym bardziej, że sam również pojawił się w klipie, więc miał w nim swój udział.
Świetną sprawą była też grupa rekonstrukcyjna. Skontaktowałem się z Panem Piotrem Kitą, z którym miałem już przyjemność rozmawiać kilka lat temu właśnie w kontekście teledysków. Tutaj również nie było żadnej bariery. Razem z kolegą zdecydowali się wziąć udział w klipie i moim zdaniem wyszło naprawdę świetnie. Były też pomysły, których ostatecznie nie udało się logistycznie zrealizować. Próbowałem na przykład przez znajomego skontaktować się z synem Antoniego Żubryda, ale finalnie nie udało nam się tego wszystkiego odpowiednio zorganizować, więc nie chciałem też niepotrzebnie angażować kolejnych osób.
Takich sytuacji, które pozytywnie mnie zaskoczyły, było naprawdę sporo. Natomiast jeśli chodzi o same nagrania i to, co działo się już bezpośrednio na planie, to chyba najwięcej mógłby powiedzieć Patryk, bo to on działał jeszcze przed moim przyjazdem i również po nim. Ja w dużej mierze „wisiałem” na telefonie, ogarniałem kontakty i całą organizację zdalnie, a do Sanoka przyjechałem już po to, żeby nakręcić finalne ujęcia z moją nawijką. I chyba właśnie to było w tym wszystkim najciekawsze, że ten klip nie powstał wyłącznie dzięki ekipie, ale też dzięki ludziom z Sanoka, którzy chcieli dołożyć do niego swoją cegiełkę.
Realizacja tak szeroko zakrojonego przedsięwzięcia to ogromne wyzwanie logistyczne i finansowe. Kto uwierzył w Twój pomysł i wsparł produkcję tego projektu? W jaki sposób lokalne instytucje, firmy czy osoby prywatne dołożyły swoją cegiełkę?
Jeśli chodzi o logistykę, to tak jak wspominałem wcześniej, przede wszystkim dużo „wiszenia” na telefonie, uruchamiania kontaktów, planowania i później realizacji tego wszystkiego krok po kroku. Jeżeli natomiast chodzi o finanse, to tak, ten projekt kosztował sporo. Sam przyjazd, realizacja, sprzęt, ekipa… To nie jest tak, że można zadzwonić do człowieka, który zajmuje się produkcją teledysków i powiedzieć: „Słuchaj, przyjeżdżam, zrobisz mi klip za darmo”. Nic z tych rzeczy. Wszystko kosztuje. Taki jest ten świat, każdy pracuje, każdy ma swoje umiejętności i każdy musi z czegoś żyć. Ja pracowałem nad muzyką, ktoś inny włożył swoją pracę w obraz i produkcję wideo. To jest normalna wymiana pracy, czasu i pieniędzy.
W sam pomysł uwierzyło jednak kilka osób, którym naprawdę chciałbym podziękować. Ty byłaś w tym od samego początku, była cała ekipa Street Autonomy Sanok, Fundacja Apex, no i Rafał Chmielewski - mój sąsiad, przyjaciel i człowiek z głową na karku w jednym (haha). To, jakie ruchy wykonał i ile rzeczy udało mu się ogarnąć, naprawdę zasługuje na oklaski. Momentami po prostu brak słów. Swoją cegiełkę dołożyło również kilka sanockich firm i za to jestem im naprawdę bardzo wdzięczny. Każdy, kto wsparł ten projekt, ma swój logotyp na początku teledysku, więc nie trzeba się domyślać, kto rzeczywiście pomógł - każdy, kto obejrzy klip, będzie mógł to zobaczyć.
Były też osoby, które bardzo dużo mówiły, podpowiadały, sugerowały, co powinno znaleźć się w teledysku, ale kiedy przyszło do realnego wsparcia, nagle robiło się zdecydowanie ciszej. I to też jest część tej historii. Łatwo jest powiedzieć: „pokaż to”, „zrób tamto”, „fajnie byłoby, gdyby znalazło się jeszcze to i to”. Dużo trudniej dołożyć swoją cegiełkę, kiedy projekt faktycznie zaczyna powstawać. Zobaczymy też, kto później będzie chciał się tym teledyskiem chwalić w swoich social mediach. Na pewno będę pamiętał, kto był przy tym projekcie od początku, kto realnie pomógł, a kto tylko mówił. Ale póki co nie chcę nikogo publicznie rozliczać ani robić nikomu złego PR-u. Myślę, że sam teledysk i napisy na jego początku powiedzą wystarczająco dużo.
Gdybyś miał w kilku słowach opisać to, co zobaczymy na ekranie – na jakie emocje i doznania powinien nastawić się widz? Dlaczego ten teledysk zmieni sposób, w jaki patrzą na Sanok zarówno młodsi, jak i starsi mieszkańcy?
Na ekranie przede wszystkim zobaczymy historię, miłość do miasta, nowoczesność i zmiany, jakie przez lata zaszły w Sanoku. Usłyszymy też o ludziach, którzy przez lata to miasto kształtowali i mieli wpływ na jego historię. Chciałem połączyć to, co było, z tym, co jest dzisiaj. Jeśli chodzi o emocje, to ciężko mi jednoznacznie powiedzieć, jakie powinien poczuć widz, bo każdy odbiera muzykę i obraz inaczej. Jednych może trochę „kłuć w uszy” nowe wydanie, szczególnie jeśli przez lata byli osłuchani z oryginalną wersją Pana Marka Dzioka. Inni z kolei mogą powiedzieć: „Wow, świetne połączenie”.
I obie reakcje będą dla mnie okej, bo właśnie o emocje i dyskusję też w tym wszystkim chodzi. Mam jednak nadzieję, że przede wszystkim będą to pozytywne emocje. Pokazywałem wcześniej utwór i fragmenty teledysku kilku osobom z Sanoka i reakcje były naprawdę bardzo dobre - pojawiało się „wow!”, „kozackie!” i autentyczne zainteresowanie tym, co z tego powstanie. Co ciekawe, nawet mój producent, Marcin, po pracy nad tym utworem powiedział, że chciałby odwiedzić Sanok. I to jest dla mnie chyba najlepszy dowód na to, że można pokazać swoje miasto komuś z zupełnie innej perspektywy.
Mam nadzieję, że starsi mieszkańcy zobaczą w tym kawałek swojej historii i wspomnień, a młodsi - coś, co pokaże im, że historia ich miasta nie musi być czymś odległym i nudnym. Można ją opowiedzieć współczesnym językiem, w nowoczesnej formie, a jednocześnie nie zgubić tego, co w Sanoku najważniejsze — jego charakteru, ludzi i historii.
Od autorki: Razem z Patrykiem serdecznie zapraszam na premierę klipu! Wydarzenie zaplanowano na 17 września na godzinę 17:00 na kanale Youtube Harpi M.U.R. Bądźcie z nami i przekonajcie się, jak brzmi Sanok w nowej odsłonie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.