Reklama

Sanok w KORONIE

Opublikowano: sob, 24 paź 2020 22:59
Autor:

Sanok w KORONIE - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Z dniem 21 października br. szpital w Sanoku przeznaczony wyłącznie dla pacjentów z potwierdzonym zakażeniem wirusem SARS-COV-2. Tak zadecydowała Ewa Leniart, wojewoda podkapacki, działając na podstawie ustawy z 2 marca br. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem i przeciwdziałaniem COVID-19. Decyzja wprawiła sanoczan w osłupienie. – Czy to oznacza, że pozbawieni zostaliśmy szpitala dla „normalnych” chorych? Kto nam teraz zapewni ochronę zdrowia? – pytają.

To nie to, że jesteśmy bezduszni, że patrzymy na czubek własnego nosa, gdy wokół rozgrywa się tyle dramatów, gdy karetki jeżdżą od szpitala do szpitala i nikt nie chce przyjąć ciężko chorych, bo brakuje miejsc, a każdy dzień przynosi nowe rekordy zakażeń i ofiar śmiertelnych.


Na szczęście, nikt już nie mówi, że wszystko jest pod kontrolą, a coraz częściej słyszy się, że pandemia wymyka się spod kontroli. W tej sytuacji rząd podejmuje działania, zmierzające do zwiększenia liczby łóżek tzw. covidowych. Jednym ze sposobów ma być powstanie w każdym województwie nowego szpitala jednoimiennego, do czego zobowiązani zostali wojewodowie.

- Dlaczego Sanok? – pytają jego mieszkańcy. – Dlaczego nie Ustrzyki Dolne, czy Lesko, albo w drugą stronę Krosno czy Jasło? Dlaczego nie Rzeszów albo Tarnobrzeg? – O wyborze szpitali jednoimiennych zadecydowało głównie dwa czynniki: dostępność komunikacyjna i stan rozwoju epidemii na danym terenie – odpowiada Michał Mielniczuk, rzecznik prasowy wojewody. Nie zgadzają się z tym, twierdząc, że dostępność komunikacyjna jest w całym województwie bardzo podobna, podobnie rzecz ma się ze stanem rozwoju epidemii.

Dla złagodzenia niepokojów rzecznik dodaje: „Oprócz Sanoka, także szpitale w Dębicy i Jarosławiu staną się placówkami wspierającymi pracę szpitala koordynacyjnego, czyli Centrum Medycznego w Łańcucie”.

W wypowiedzi rzecznika nie ma ani słowa czy pani wojewoda przy podejmowaniu decyzji brała pod uwagę negatywne skutki ograniczenia działalności sanockiego szpitala wyłącznie do pacjentów „covidowych”. Można domniemywać, że nie. Bo gdyby tak było, raczej nie decydowałaby się na ograniczenie działalności placówki bądź co bądź specjalistycznej, z takimi oddziałami jak: neurologia, kardiologia, chirurgia (w tym naczyniowa, urologiczna), intensywna terapia, laryngologia, pediatria, ortopedia czy pulmonologia.

Nie można też nie uwzględnić na tej liście szpitalnego oddziału ratunkowego, spieszącego z pomocą w nagłych przypadkach, często ratującego ludzkie życie. Jeśli weźmie się pod uwagę, że większości tych specjalności nie ma w okolicznych szpitalach, obawy sanoczan na kogo teraz będą mogli liczyć, stają się całkowicie zrozumiałe i zasadne. A trzeba też pamiętać, że z usług sanockiego szpitala korzystało też wielu pacjentów z okolicznych powiatów: bieszczadzkiego i leskiego, innymi słowy z całych Bieszczadów. Wśród nich było wielu turystów przebywających w górach.

Liczba ponad 1200 pacjentów korzystających każdego roku z Szpitala Specjalistycznego w Sanoku mówi sama za siebie. Gdzie teraz znajdą ratunek? Czy ktoś się nad tym zastanawiał? – pyta oburzony jeden z radnych powiatowych.

Inny radny nie wyklucza, że Sanok sam się podłożył. – Już wcześniej zamykali przyjęcia na kilku oddziałach, wysyłając pacjentów do domu. Znamiennym była likwidacja oddziału kardiologii i zamienienie go na „covidowy”. Z takim trudem tworzona kardiologia, jednym ruchem została zmieciona z powierzchni. Znam lekarzy, którzy za głowę łapali się na wiadomość o tej decyzji. Pytali: - dlaczego kardiologia, a nie na przykład pulmonologia, zajmująca piętro tego samego, oddzielnego budynku, w którym mieści się oddział zakaźny? Takie rozwiązanie, przynoszące zwiększenie liczby łóżek „covidowych” byłoby zrozumiałe. Tymczasem wymyślono kardiologię. Po co? Chyba po to, żeby specjaliści kardiolodzy uciekli do Brzozowa, gdzie nie tak dawno utworzono oddział kardiologiczny?”

- „Trudno się dziwić, że w województwie, jak zorientowano się, że w Sanoku likwidacja oddziałów tak dobrze idzie, pomyślano: oto i mamy gotowe rozwiązanie problemu pn. szpital jednoimienny! Genialne w swej prostocie!”

stwierdza jeden z samorządowców. Wtóruje mu inny, zwracając uwagę na finansowy aspekt przedsięwzięcia.

 „Szpitale jednoimienne mają znacznie lepsze finansowanie, a problemy finansowe sanockiego szpitala to jego specjalność. Długi sięgają już 70-80 milionów złotych! Dlatego nie zdziwiłbym się, gdyby zgoda na szpital jednoimienny była sposobem na oddłużenie placówki”. Na te słowa z oburzeniem reaguje dyrektor sanockiego szpitala Grzegorz Panek: „My ratujemy ludzi, nie myślimy o pieniądzach. Taka jest decyzja, musimy ją wykonać. To wszystko! Komu potrzebne są te teorie spiskowe, czemu mają służyć?”

Robert Płaziak, dyrektor szpitala w Lesku, rozumie decyzję pani wojewody.

„Szpital jednoimienny w tym regionie jest potrzebny. Tu chcę zaznaczyć, że będzie on służył pacjentom zakażonym koronawirusem, ale też obarczonych innymi schorzeniami. Opieka specjalistów z dziedziny neurologii, chirurgii, kardiologii, laryngologii czy pediatrii będzie miała ogromne znaczenie. A Sanok potrafi ją zapewnić! Dlatego nie krytykowałbym decyzji wojewody. Poza tym uważam, że szpital sanocki zyska na niej, nie straci!”

Tomasz Kondraciuk, dyrektor Szpitala Specjalistycznego – Podkarpackiego Ośrodka Onkologicznego w Brzozowie decyzję o utworzeniu szpitala jednoimiennego w Sanoku także ocenia pozytywnie. Podkreśla jednak, że jest ona opóźniona o co najmniej trzy tygodnie.

Zarówno on, jak i dyrektor szpitala w Lesku, obawiają się jednak sytuacji, że będziemy mieli doskonały szpital „covidowy” w Sanoku, ale żadnego innego w pobliżu. Zarówno Lesko, jak i Brzozów borykają się bowiem z opieką nad pacjentami „covidowymi”.

– Muszą zacząć funkcjonować, i to od zaraz, klarowne reguły gry. Szpital w Sanoku winien przyjmować na SOR-ze także pacjentów z podejrzeniem zakażenia, bo jeśli my to będziemy robić, bardzo szybko będziemy mieć kolejki karetek przed szpitalami oraz chory personel. A w takiej sytuacji kto będzie przyjmował pacjentów z wszelkimi innymi schorzeniami, nie związanych z Covidem? – pyta dyr. Robert Płaziak. – Dziś sytuacja jest taka, że mamy 4 łóżka podejrzanych o zakażenie, a na nich leczymy 7 pacjentów z covidem. Jutro może tylko gorzej – dodaje.

Potwierdzeniem tych obaw jest rekordowa liczba zakażeń na Podkarpaciu w dniu 24 bm. Nowych przypadków zanotowano 891, z czego aż 96 odnosi się do powiatu sanockiego. To najwyższy wynik w całym województwie. Dla porównania: powiat krośnieński – 48, dębicki – 61, mielecki – 82, rzeszowski – 52, jarosławski – 55, przemyski – 40, tarnobrzeski – 14, stalowowolski – 7, leski – 5.

Kiedy w rozmowie przywołuję temat szpitali w Sanoku, Lesku i Ustrzykach Dolnych, dyrektor Płaziak nie kryje, że od dawna jest zwolennikiem połączenia sił i utworzenia jednego organizmu, dzięki czemu można by nim lepiej zarządzać, oszczędniej funkcjonować i osiągać lepsze efekty w opiece nad chorymi. Nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego idea ta do tej pory nie znalazła zrozumienia, obciążając tym samorządowców.

W sanockim szpitalu trwają pospieszne działania, których celem jest przekształcenie go w szpital jednoimienny. Z dnia na dzień zmniejsza się liczba pacjentów „niecovidowych”. Jedni przewożeni są do domów, inni do szpitali okolicznych, w których kontynuowane będzie ich leczenie. Z precyzyjnych wyliczeń wynika, że na koniec października br. szpital będzie dysponował 257 łóżkami (covidowymi).

Co przyniesie jutro? Sanoczanie są bardzo zaniepokojeni, pełni obaw o los tych wszystkich, którzy znajdą się w potrzebie skorzystania z pomocy służby zdrowia. Mówią wprost: straciliśmy szpital! Przywołują tu zawieszenie funkcjonowania oddziału położniczego i noworodków. Miało być czasowe, skończyło się likwidacją. Nie udało się go odtworzyć, mimo kilku podejmowanych prób. Skompletowanie obsady lekarskiej okazało się zadaniem niewykonalnym. Boją się, że podobny los spotka kardiologię, a może też inne specjalności. Dla nich „Szpital Specjalistyczny” to nie to samo co „Szpital Jednoimienny”. – Mamy „Szpital w Koronie”, ale nie cieszymy się z tego! – mówią.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE