Reklama

Rozpoczął się proces Joanny i Krzysztofa S. z Izdebek. Są oskarżeni o znęcanie się fizyczne i psychiczne nad dziećmi

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Gdyby 12-letni Daniel nie uciekł z domu 14 listopada 2018 roku, światła dziennego nie ujrzałyby straszne sceny, jakie rozgrywały się za zamkniętymi drzwiami domu w Izdebkach. Dziecko wyszło wtedy po południu od swojej babci i nie wróciło do domu. W jego poszukiwania zaangażowanych było wiele jednostek i osób prywatnych.

Poszukiwania na szeroką skalę

Działania poszukiwawcze prowadzone były wspólnie z rodziną, lokalnymi mieszkańcami, strażakami Państwowej Straży Pożarnej w Brzozowie i Ochotniczych Straży Pożarnych, ratownikami Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, członkami Stowarzyszenia Cywilnych Zespołów Ratowniczych STORAT, funkcjonariuszami Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu, funkcjonariuszami Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych Komendy Głównej Policji, funkcjonariuszami Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie oraz członkami Stowarzyszenia Quad Team Pogórze z Izdebek. Do odnalezienia dziecka wykorzystywane były psy trapiące, śmigłowiec i dron z kamerą termowizyjną, quady i inny sprzęt specjalistyczny.

Szczęśliwe odnalezienie dziecka obnażyło horror

Na drugi dzień (15 listopada 2018 roku) po godzinie 15, chłopiec został odnaleziony w lesie, około 5 km od swojego domu. Na jego ślad natrafił mieszkaniec Izdebek, który zauważył psa, który towarzyszył chłopcu. Mężczyzna dotarł do ratowników Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i wspólnie udali się w miejsce, gdzie zauważył zwierzę. Pies poszukiwawczy z grupy Podhalańskiej doprowadził do miejsca, gdzie znajdował się chłopiec. 12-latek trafił pod opiekę lekarzy.

Wydawało się wtedy, że wraz z odnalezieniem chłopca koszmar rodziny się zakończył. Nic bardziej mylnego. Dopiero wówczas okazało się jaki horror rozgrywał się za zamkniętymi drzwiami. W trakcie działań poszukiwawczych służby obecnie na miejscu przyjrzały się warunkom, w jakich mieszkał chłopiec i dziewięcioro jego rodzeństwa, a policjanci nabrali podejrzeń, że jedna z dziewczynek mogła być wykorzystywana seksualnie. Wtedy ojciec dzieci został aresztowany, a matka trafiła do szpitala w ciężkim stanie psychicznym. 

Dom zły

Śledztwo w sprawie Krzysztofa S. toczyło się od jesieni 2018 roku i było wielowątkowe. Jeden z wątków dotyczył niedopełnienia obowiązków ze strony pracowników Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nozdrzcu, którzy nadzorowali rodzinę S. z Izdebek. Rodzina miała założoną "Niebieską Kartę". Ojciec był wcześniej karany, m.in. za jazdę pod wpływem alkoholu, a rodzice nie pracowali i utrzymywali się ze świadczeń rodzinnych, w tym programu "Rodzina 500+". Dom odwiedzali pracownicy socjalni, asystent rodzinny i kurator. Jednak ten wątek został umorzony.

W sprawie Krzysztofa S. z uwagi na dobro postępowania śledztwo przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Tam też powstał akt oskarżenia, skierowany do Sądu Rejonowego w Brzozowie, przed którym zeznają obecnie najbliżsi Krzysztofa S., sąsiedzi i inne osoby zaangażowane w sprawę.

Początkowo prokuratura postawiła 39-letniemu Krzysztofowi S. zarzut molestowania jednej z córek. W trakcie śledztwa prowadzonego w Lublinie na jaw wyszły okoliczności świadczące o tym, że również dwie inne córki mężczyzny mogły być przez niego wykorzystywane seksualnie. Zdaniem prokuratury miało to miejsce, gdy dziewczynki miały po kilka lat. Jak informowała wtedy Rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie – Agnieszka Kępka w trakcie trwania śledztwa nie były to jednorazowe przypadki, a czynności, które mogły powtarzać się wielokrotnie.

"Nie wierzę w winę męża"

Krzysztof S. nie przyznawał się do winy. W niewinność męża wierzyła też jego żona, która zeznawała w brzozowskim sądzie w charakterze świadka.

Po wielu miesiącach zeznań świadków, w tym znajomych i rodziny Krzysztofa S. zapadł wyrok. Jak poinformował sędzia Artur Lipiński, sąd uznał Krzysztofa S. za winnego czynów z art. 200 paragraf 1 Kodeksu karnego oraz art. 201, które odnoszą się do wykorzystywania seksualnego osoby poniżej 15. roku życia.

Krzysztof S. miał odbywać karę w systemie terapeutycznym, który przeznaczony jest dla sprawców przestępstw na tle seksualnym. Ponadto sąd zakazał Krzysztofowi S. kontaktowanie się z pokrzywdzonymi, zarówno w sposób osobisty, jak i listownie i telefonicznie – również po odbyciu kary. Sąd nakazał ponadto, że skazany Krzysztof S. ma zachować odległość od pokrzywdzonych nie mniejszą niż 50 metrów, a każdej z wykorzystywanych seksualnie dziewczynek zapłacić po 10 tys. zł. nawiązki.

Bili ich po głowie, twarzy i ciele ręką, paskiem, drutem, patykiem i metalową rurką

Równolegle do śledztwa w sprawie molestowania prokuratura prowadziła postępowanie o znęcanie się nad dziećmi, wobec obojga rodziców. To śledztwo zakończyło się aktem oskarżenia i procesem, który właśnie się rozpoczął. Rodzice dziesięciorga dzieci, Joanna i Krzysztof S. są oskarżeni o znęcanie się fizyczne i psychiczne nad dziećmi. Krzysztof S. odsiaduje wyrok za molestowanie córek. Proces toczy się z wyłączeniem jawności. Oskarżeni są pozbawieni praw rodzicielskich, a dziesięcioro rodzeństwa przebywa w DPS-ie w Starej Wsi, który prowadzą siostry zakonne. 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy