Reklama

Psychologowie biją na alarm! Czeka nas lawina samobójstw

Opublikowano: 13 grudnia 2020 14:43
Autor: RB/MK | Zdjęcie: Archiwum

foto Archiwum

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

wiadomosci Z psychologiem społecznym, doktorem Henrykiem Pietrzakiem (dyrektorem Instytutu Psychologii Kolegium Humanum w Rzeszowie) rozmawialiśmy o wpływie stanu pandemii na psychikę ludzi. Okazuje się, że sprawy, które na pierwszy rzut oka mają niewielkie znaczenia, w dalszej perspektywie mogą być tragiczne w skutkach.

Rafał Bolanowski: Ktoś z Pana bliskich chorował? 



Dr Henryk Pietrzak: Z moich bliskich nie. Wśród znajomych w służbie zdrowia już tak. Były to łagodne formy. Kilka osób zgłaszało mi też kwarantannę. Nie miałem poważnych zdarzeń w stylu, że ktoś z moich znajomych umarł. 


RB: Jeszcze kilka miesięcy temu o takim spotkaniu mogliśmy pomarzyć. To powód do radości czy do zmartwień, bo zakażeń dookoła jest coraz więcej?

HP: Przede wszystkim tęsknimy za tym co było. Chodzi o to, żebyśmy wrócili do normalności, którą pamiętamy z czasów przed pandemii. Na początku, gdy był lockdown i wszyscy siedzieli w domach, i wyglądali przez okno, mówiłem o dwóch rzeczach. Po pierwsze, nie wrócimy już do tego co było, bo pojawiły się nowe zasady zachować. Mało tego. Te zachowania, które przed epidemią ocenialiśmy negatywnie, teraz zaczynają być wartością samą w sobie, jak np. sposób powitania, trzymanie dystansu czy zasiadanie przed komputerem. Teraz to wszystko staje się wartością. Zamiast otwartości wobec innych ludzi budzi się podejrzenie „ a nóż jest nosicielem, a może mi zagraża”. Ta ostrożność działa na psychikę. Każde ograniczenie powoduje reakcje paradoksalne, np. nadmierny optymizm, niedocenianie zagrożenia i zaklinanie rzeczywistości. Ostatnio usłyszałem nawet o podziemnych dyskotekach. Bagatelizując zagrożenie ludzie próbują bronić się przed stresem, przed presją. Ludzie będą podejmować zachowania ryzykowne, będą poddawać w wątpliwość wszystkie fakty i informacje, bo w ten sposób wyrównują poziom emocjonalności. Odzyskują komfort psychiczny. Ktoś kto był w Łańcucie i widział pacjentów ma świadomość tego co się dzieje. Ktoś kto nie był mówi, że nie zna nikogo w swoim otoczeniu kto by zachorował. To myślenie magiczne, bo gdy udaje, że zagrożenia nie ma, to ono w jego oczach znika. 


RB: Czy introwertycy w obecnym czasie mają lepiej?

HP: Ludzie którzy osobowościowo byli niemili, uważali innych za zagrożenie albo psychopaci, którzy uważali, że innymi należy się wysługiwać i trzymać się na dystans. Oni wszyscy są nagle usprawiedliwieni. U introwertyków w tym czasie może nastąpić wzmocnienie istniejących zaburzeń i objawy się zaostrzają. Na początku pandemii dziennikarze pytali jak to wpłynie na życie rodzinne i aktywność społeczną. Teraz okazuje się, że awantur domowych i aktów agresji jest coraz więcej. Te zjawiska się potęgują. Występuje także zaostrzenie objawów chorób psychicznych. Proszę sobie wyobrazić człowieka z depresją w ciągłym odosobnieniu.


RB: Czego boimy się bardziej: zakażenia czy ewentualnej kwarantanny?

HP: Tu są dwa aspektu. Pierwszy to lęk o swoje życie i zdrowie. Drugi to obawa przed wykluczeniem społecznym, przed napiętnowaniem całej rodziny. Najczęściej winą za zakażenie obarcza się samą ofiarę. Nie jest to jakaś naturalna przypadłość, która może każdego z nas dotknąć... CZYTAJ DALEJ

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.