Niespotykany charakter i poczucie humoru
Tomek wyróżniał się uporem i charakterem – bywał uparty jak „tysiąc osłów”, a jednocześnie pełen ciepła i życzliwości. Miał w sobie niespotykane, oryginalne poczucie humoru. Potrafił żartować ze wszystkiego, także z samego siebie. Słynął z ciętych ripost i wyjątkowych powiedzonek, które na długo zapadały w pamięć.
Znane były również jego rozmowy z urzędami. Kiedy odbierał telefon, zdarzało mu się powitać rozmówców słowami: „Wyrzutnia rakiet, bunkier B – słucham?”. Zdezorientowane panie często rozłączały się w pośpiechu, a Tomek uśmiechał się i mówił: „Zaraz zadzwonią znowu, zobaczysz”, po czym wymyślał kolejne, równie zaskakujące powitania.
Od mechanika do fotoreportera
Zanim na dobre oddał się fotografii, przez wiele lat zajmował się motoryzacją. Do jego warsztatu przyjeżdżali ludzie z najtrudniejszymi, wręcz „niemożliwymi” przypadkami, które Tomek potrafił zdiagnozować… na słuch. Był znany z tego, że jeśli ktoś nie miał pieniędzy na naprawę, wystarczyło zapłacić uśmiechem. Charakter miejsca dopełniało hasło, które od lat wisiało w jego warsztacie i stało się jego znakiem rozpoznawczym: „zabrania się głupio gadać”.
Fotografia stała się jednak jego największą pasją. Co można zobaczyć na jego fanpage, który ma w prezentacji opis "Sowim Okiem". Powtarzał często, że fotografuje, bo „jeszcze nie zrobił tego jednego zdjęcia”. Dokumentował życie miasta, jego codzienność, zimowe i letnie oblicze Sanoka, wydarzenia sportowe i kulturalne. Szczególne miejsce w jego sercu zajmował hokej – był na wszystkich meczach, a jego galerie budziły zachwyt kibiców i zawodników.
Przez cztery lata współpracował z naszą redakcją jako fotoreporter, zostawiając po sobie tysiące zdjęć i wspomnień, które dziś nabierają szczególnej wartości.
Muzyka, która była częścią jego życia
Tomek kochał muzykę. Słuchał jej z niezwykłą uważnością, potrafił wychwycić w utworach frazy i dźwięki, które większości osób umykały. W domu, w pracy czy w samochodzie – zawsze towarzyszyły mu najlepsze głośniki, bo jak powtarzał, tylko tak można naprawdę słuchać muzyki. Kiedyś podzielił się ze mną swoją playlistą, która dziś stała się dla mnie bezcenną pamiątką – relikwią przypominającą jego obecność.
Człowiek wielu pasji
Tomek kochał Sanok całym sercem. Znany był z upodobania do koloru pomarańczowego, który towarzyszył mu na co dzień i stał się jego znakiem rozpoznawczym. Pasjonowała go motoryzacja i wyścigi górskie, fascynowała dzika przyroda, dla której potrafił godzinami czekać w trawie, by uchwycić sarnę czy jelonka. W ostatnich latach z entuzjazmem zajmował się uprawą bonsai, ciesząc się każdym nowym listkiem, martwiąc się, gdy drzewka chorowały.
Na co dzień pracował w Przedsiębiorstwie Robót Drogowo-Mostowych, gdzie zajmował się corocznymi przeglądami samochodów.
Mentor, kolega, przyjaciel
Tomek był dla wielu mentorem – zarówno w fotografii, jak i w motoryzacji. Nie owijał w bawełnę: jeśli coś było źle, mówił to wprost, ale oczekiwał tego samego od innych. Z przyjaciółmi potrafił żartować i droczyć się do granic, tak że dla obcych wyglądało to na ostrą kłótnię. W rzeczywistości była to przyjaźń pełna szczerości i śmiechu.
Na swoim profilu w mediach społecznościowych regularnie przypominał o tych, którzy odeszli. Teraz my pielęgnujemy pamięć o nim.
Do zobaczenia, Tomku
Trudno pisać o Tobie w czasie przeszłym. Zawsze mówiłeś „dasz radę”, gdy ktoś chciał się poddać. Dziś nam tych słów bardzo brakuje.
Nie mówimy „żegnaj”, ale „do zobaczenia”. A jednocześnie – jesteśmy źli, że odszedłeś tak nagle. Ale wiemy, że zrobiłeś to, jak zawsze, po swojemu.
Rodzinie i bliskim składamy najszczersze kondolencje, łącząc się z Wami w bólu w tym trudnym czasie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.