Reklama

Joe Biden odleciał, wojna trwa

Opublikowano: ndz, 27 mar 2022 19:07
Autor: | Zdjęcie: Adam Szłapka

Joe Biden odleciał, wojna trwa - Zdjęcie główne

foto Adam Szłapka

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Prezydencki Air Force One jeszcze był w powietrzu, jak światowe media już wypowiadały się na temat wizyty Joe Bidena w Polsce. Wszystkie były zgodne, że miała ona historyczny charakter. Na plan pierwszy wysuwane były słowa o wspólnej odpowiedzialności świata za pomoc uchodźcom z Ukrainy oraz zapewnienie Polski, iż gwarancje bezpieczeństwa USA i NATO są „święte”. „Washington Post” podkreślał, że w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę, zmienia się rola Polski w Europie, a także relacje Polski z USA, które przeistoczyły się w bliskie partnerstwo.

Najgłośniej i najszerzej komentowane jest wystąpienie Joe Bidena na Zamku Królewskim w Warszawie. Niemal wszystkie media zwracają uwagę, iż przemówienie amerykańskiego przywódcy przesiąknięte było odniesieniami do trudnej historii Europy Środkowo-Wschodniej pod sowiecką okupacją. Przypomniał on polską drogę do wolności, mówiąc: „Polacy, jak mało który naród, rozumieją konieczność walki z autokracją…” Wystąpienie miało przesłanie zaczerpnięte od św. Jana Pawła II, którego rola w pokonaniu komunizmu i zburzeniu berlińskiego muru jest niepodważalna. To papież Polak w Warszawie w 1979 roku tchnął w Polaków nadzieję, pamiętnymi słowy: „Nie lękajcie się”. Mówiąc o walce autokracji z demokracją, która toczy się od dziesiątków lat, Joe Biden podkreślił, że wojna nie dotyczy tylko Ukrainy. 

Dla polskiego obozu władzy wizyta prezydenta USA była szansą na poprawę wzajemnych relacji. Wojna w Ukrainie wiele bowiem zmieniła, choć nie na tyle, by Joe Biden nie wspomniał o wartościach, na których opiera się demokracja. Wśród nich wymienił wolność mediów oraz przejrzystość działań rządu. „Polska jest niezbędnym sojusznikiem, ale to nie zwalnia jej od przestrzegania wspólnych wartości demokratycznych Zachodu…” – mówił. 

Wypowiadając te słowa, doskonale wiedział do kogo to mówi. Wszak doskonale pamięta, że politycy PiS jednoznacznie stawiali na Trumpa, a kiedy ten przegrał, długo nie potrafili się z tym pogodzić, jawnie to demonstrując. „Washington Post” wspominał, że jeszcze podczas kampanii wyborczej w USA, Biden wymieniał Polskę w gronie „reżimów totalitarnych”. Gazeta wypomniała też, iż wcale nie tak dawno w Polsce było głośno za sprawą nieugiętej polityki wobec uchodźców, mniejszości LGBT oraz trudnych relacji z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. 

Toteż dla polityków PiS było jasne, że prezydent USA, wywodzący się z Partii Demokratycznej, nie pominie milczeniem tematu łamania praworządności i prób eliminowania niezależnych mediów. Jeszcze krótko przed wybuchem wojny w Ukrainie, PiS chciało przepchnąć „lex TVN”, zmuszając amerykańskich właścicieli stacji do zbycia części udziałów. Sprawę ucięło dopiero weto prezydenta Andrzeja Dudy.

Nie mylili się. Wątek o wartościach, o demokracji, o wolności wielokrotnie przewijał się w wystąpieniach amerykańskiego prezydenta. Nadzieją na rychłe i niezbędne zmiany napawały słowa Joe Bidena, w których określił prezydenta Polski Andrzeja Dudę jako „brata”. Cytowany wcześniej „Washington Post” także dostrzegł zachodzące w Polsce zmiany, stwierdzając, że teraz polscy przywódcy widzą się w roli obrońców europejskiej jedności i wartości, a Polska pełni centralną rolę w obecnym kryzysie humanitarnym. 

Za wspaniałą postawę w dziele pomocy uchodźcom i walczącej Ukrainie prezydent Joe Biden wielokrotnie dziękował Polsce i Polakom. Nie ograniczył się do samych podziękowań, patrząc na problem w szerszym jego kontekście. - „Zdajemy sobie sprawę, że Polska bierze na siebie wielką odpowiedzialność, która - moim zdaniem – nie powinna spoczywać wyłącznie na Polsce. Powinna to być odpowiedzialność całego świata, całego NATO” – stwierdził. 

Wystarczyło niespełna dwa dni, aby Polacy polubili amerykańskiego prezydenta. Z ogromną uwagą śledzili przebieg wizyty dostojnego gościa w Polsce, podziwiając jego swobodę, naturalność i bezpośredniość. Z nieukrywaną sympatią patrzyli, gdy ten siedząc wśród amerykańskich żołnierzy jadł z nimi pizzę, swobodnie rozmawiając, jak podczas spotkania z uchodźcami na Stadionie Narodowym przytulał spłakaną kobietę, obiecując, że USA pomogą odbudować jej kraj, czy jak wziął na ręce małą ukraińską dziewczynkę, pocieszając, żeby się nie martwiła. To wszystko miało m.in. pokazać różnice między dwoma światami, tym demokratycznym i autorytarnym, gdzie rozmowy odbywają się na odległość 5-6-metrowego stołu. 

Wizyta prezydenta USA Joe Bidena tchnęła nadzieję w zwycięskie zakończenie rosyjskiej agresji, w rozwój demokracji w krajach, które jeszcze muszą o nią walczyć, w pokój na świecie. Ale te nadzieje ciągle zasłaniały obrazy umierających z głodu i zimna dzieci, strzelających do bezbronnych konwojów humanitarnych rosyjskich najeźdźców, płonących i zamienianych w gruzy domów mieszkalnych, szkół i szpitali. Jak długo jeszcze?

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy