Widmowy powóz i tragiczna miłość burgrabiego
Najsłynniejsza legenda zamkowa dotyczy wydarzeń rozgrywających się o północy. To właśnie wtedy z dziedzińca warowni ma wyjeżdżać powóz zaprzężony w cztery czarne konie. Wewnątrz siedzi para ubrana w żałobną czerń – kobieta i mężczyzna, których historia zakończyła się tragicznie.
Według przekazów pasażerką jest żona dawnego burgrabiego, którą mąż przyłapał na zdradzie z kochankiem. Rozwścieczony urzędnik zabił oboje na miejscu. Od tamtej pory duchy kochanków mają odbywać swoją niemą podróż przez miasto, kierując się w stronę starego cmentarza przy kościele Najświętszej Marii Panny, gdzie znikają bez śladu za miejskimi murami.
Miejsce straceń i czarny pies z dzwonnicy
Kolejnym punktem na mapie „nawiedzonego” Sanoka jest okolica dzisiejszej dzwonnicy cerkiewnej. W przeszłości wznosiła się tam miejska szubienica, na której wykonywano wyroki sądu grodowego. Miejsce to owiane jest złą sławą – świadkowie przez lata donosili o spotkaniach z ogromnym, czarnym psem z dzwoniącym łańcuchem na szyi, który zagradzał drogę spóźnionym przechodniom.
Inna opowieść wspomina o białych królikach wybiegających spod dzwonnicy, które miały być duszami pokutujących skazańców. Choć brzmi to jak ludowe podania, historia Sanoka przypomniała o sobie w bardzo realny i brutalny sposób podczas prac w latach 80. ubiegłego wieku.
„Wampir” z Sanoka: Makabryczne odkrycie archeologiczne
W 1986 roku, podczas badań poniżej prawosławnego soboru katedralnego, archeolodzy natrafili na cmentarzysko liczące 40 pochówków. Jeden ze szkieletów, należący do mężczyzny poniżej 25. roku życia, wywołał prawdziwą sensację. Zwłoki nosiły ślady celowego okaleczenia – brakowało kości prawej ręki oraz obu stóp.
Najbardziej przerażający był jednak fakt, że głowa zmarłego nie znajdowała się na karku, lecz została odcięta i umieszczona między jego nogami. Eksperci nie mają wątpliwości: był to tzw. pochówek antywampiryczny. W dawnych wierzeniach odcięcie głowy i zmiana jej położenia miały uniemożliwić „upiorowi” wyjście z grobu i dręczenie żywych. To odkrycie potwierdziło, że strach przed nieumarłymi był w Sanoku obecny jeszcze w niedalekiej przeszłości.
Tekst powstał na podstawie opowiadania z ksiąki Arkadiusza Komskiego "Możliwe, że to imię demona... i inne sanockie historie"
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.