W sobotę, 13 czerwca, miało dojść do kluczowego przełomu w sprawie makabrycznego odkrycia w Lutoryżu. Zatrzymana w zamojskim hotelu 57-letnia lekarka patomorfolog, Magdalena H., miała zostać przewieziona z policyjnej izby zatrzymań wprost przed oblicze rzeszowskich prokuratorów. Jak ustalił portal "Fakt", stało się coś niespodziewanego.
Tuż przed wyjazdem
Jak przekazał portalowi "Fakt" prokurator Krzysztof Ciechanowski, zatrzymana kobieta w godzinach porannych zgłosiła pilnującym ją policjantom złe samopoczucie. W związku z tym została natychmiast przetransportowana do szpitala w celu przeprowadzenia niezbędnych badań diagnostycznych. Śledczy wyjaśniają, że podejrzana już wcześniej borykała się z problemami zdrowotnymi, a dalszy harmonogram czynności procesowych i termin jej przesłuchania będą w całości uzależnione od decyzji lekarzy.
Trzy scenariusze prokuratury
Jak ustalił portal "Fakt", obecne problemy zdrowotne 57-latki mają charakter wyłącznie fizyczny i nie dotyczą jej zdrowia psychicznego. Śledczy już wcześniej wiedzieli o jej chorobach, a kobieta przechodzi teraz badania w szpitalu.
Jak przekazał "Faktowi" prokurator Krzysztof Ciechanowski, dalsze kroki zależą teraz tylko od opinii medycznej, a prokuratura bierze pod uwagę trzy rozwiązania. Jeśli lekarz pozwoli, Magdalena H. zostanie przesłuchana w budynku prokuratury lub bezpośrednio w szpitalu. W przypadku gdy stan zdrowia całkowicie uniemożliwi rozmowę, śledczy od razu wyślą do sądu wniosek o jej tymczasowe aresztowanie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.