Reklama

Reklama

„Niedźwiadki”, bo drapieżne [ZDJĘCIA]

Opublikowano: 26 marca 2021 05:30
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Tylko zwycięstwo nad Zagłębiem Sosnowiec dawało im przepustkę do półfinałów. Wyszli na lód z przekonaniem, że muszą zwyciężyć. Mistrzostwa Polski w Sanoku, a oni mieliby odpaść w fazie grupowej… Postanowili do tego nie dopuścić. A że rywal był naprawdę mocny i też nie miał zamiaru tak szybko opuścić Sanok, od pierwszego gwizdka sędziego było na co popatrzeć!

UKS NIEDŹWIADKI SANOK – ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC  4-3 (1-0, 1-2, 2-1)

-0 Bartosz Florczak-Karol Biłas-Marcin Dulęba (19.56, 5/3)

2-0 Damian Ginda-Sebastian Bar (27.27, 5/4)

2-1 Jakub Ślusarczyk-Andrei Dubinin-Jakub Blanik (33.24, 5/4)

2-2 Artur Senkevich-Artsiom Senkevich (39.28, 5/4)

2-3 Jakub Ślusarczyk-Michał Naróg-Jakub Blanik (40.46)

3-3 Maciej Witan-Karol Biłas (45.45, 5/4)

3-4 Marcin Dulęba (57.01)

 

- Oni grają bez hamulców! Jak długo wytrzymają takie tempo – zastanawiał się sprawozdawca transmisji telewizyjnej. Po raz pierwszy zapachniało bramką w 12 minucie, gdy krążek wycofany przez Witana dopadł Stanko i strzelił … w słupek. W 19 minucie w ten sam słupek trafił Biłas. Sanoczanie naciskali, zagłębiacy bronili się, nie zawsze czysto. Na 57 sekund przed końcem pierwszej tercji „Niedźwiadki” rozpoczęły kanonadę, grając z przewagą dwóch zawodników. Piękną indywidualną akcją popisał się Witan, ale bramkarz Zagłębia interweniował znakomicie. Gdy do końcowej syreny brakowało już tylko 4 sekundy, Florczak, otrzymawszy podanie od Biłasa, huknął jak z armaty i krążek zatrzepotał w siatce bramki przeciwnika! 

Drugą tercję „Niedźwiedzie” (bo to naprawdę nie były „Niedźwiadki”) zaczęły z wielką werwą. Grając w osłabieniu, mieli szansę, aby zdobyć kolejnego gola. Przechwycił krążek Bar, ostro ruszył w kierunku bramki Kotuły, oddał dobry strzał, ale bramkarz Zagłębia nie dał się zaskoczyć. Chwilę po nim, idealnie wyszedł na pozycję sam na sam Dobosz, ale i tym razem górą był Kotuła. W tym momencie sanoczanie pomyśleli: do trzech razy sztuka! Grając w przewadze, mocny, celny strzał oddał Bar. Goalkeeper rywala zdołał odbić krążek, ale przy dobitce Witana, był już bezradny.

Ślązacy ruszyli do odrabiania strat. Mocno strzelali: Ślusarczyk i Blanik, jednak bramkarz „Niedźwiadków” interweniował znakomicie. W kontynuowaniu ataków pomogła im niepotrzebna kara Gindy. W 33 minucie, w zamieszaniu podbramkowym krążek trafił na kij niepilnowanego przez nikogo Ślusarczyka, który nie miał problemów, by z metra trafić do pustej prawie bramki. Kontaktowy gol wyraźnie rozkręcił przeciwników. Gdy w 38 min. Ginda ponownie wylądował na ławce kar, Białorusin Artur Senkevich strzelił wyrównującego gola, a wpadł on do sanockiej bramki na 32 sekundy przed zakończeniem drugiej tercji. To nie był jeszcze koniec emocji. Na 10 sekund przed końcową syreną idealnej sytuacji bramkowej nie wykorzystał Stanko, a mogła to być piękna odpowiedź na gola rywala.

Dramatyczny był początek trzeciej tercji. W 46 sek. pierwszej minuty po ładnej, zespołowej akcji, Zagłębie objęło prowadzenie 3-2. Strzelcem gola był po raz drugi w tym meczu Ślusarczyk. Bramka nie podcięła skrzydeł sanoczanom, choć miała prawo to uczynić. W 45 min. brutalnym natarciem „popisał się” Dubinin, za co powinien dostać podwójną karę, ale skończyło się na 2 minutach. Ale też na wyrównującej bramce, co miało największą wartość. W 46 min. mocny strzał na śląską bramkę oddał Biłas. Krążek zdołał odbić Kotuła, ale dobitka Witana była już nie do wybronienia.

Od tego momentu walka rozgorzała jeszcze bardziej Sporo było kar, ale żadnej ze stron nie udało się przekuć im w celne trafienie do bramki. Zagłębiu, aby awansować do półfinałów, a tym samym wypchnąć z nich sanoczan, remis wystarczył. „Niedźwiadkom” potrzebny był jeszcze jeden gol! Rozpoczęła się 57 minuta spotkania. Przy krążku znalazł się Stanko, który błyskawicznie wypuścił w bój Dulębę. Młody zawodnik przejął krążek w okolicach środka lodowiska i z impetem ruszył w kierunku bramki Zagłębia.

Chcąc wywalczyć sobie jak najlepszą pozycję, świetnym zwodem minął jednego z obrońców, podjechał z boku bramki Kotuły, oddając fantastyczny strzał w długi róg, po którym krążek zatrzepotał w siatce bramki rywala. Znakomita akcja, jakich niewiele ogląda się nawet na ekstraligowych taflach. Do zakończenia spotkania pozostało niespełna trzy minuty. Nie wolno było stracić bramki. Można było za to dostać zawału, kiedy w 58.05 sekundzie sędzia dopatrzył się przewinienia jednego z „Niedźwiadków”, nakładając nań karę. Przeciwnicy zrozumieli, że to dla nich ostatnia szansa, mogąca dać im sukces. Ale wiedzieli też, że sanoczanie nie dadzą sobie wyrwać tak ciężko wywalczonego zwycięstwa. I nie dali! 

Cóż można powiedzieć, kiedy emocje nie pozwalają na nic. Wyszli na lód z wiarą, że nie mogą odpaść z turnieju, że muszą wygrać z Zagłębiem! I wygrali! Po morderczej walce wygrali. W wielkim stylu, bo trzeba powiedzieć, że to był mecz godny finału, w którym stawką są złote medale i tytuł mistrza Polski juniorów. 

Gramy dalej! Jutro zasłużony odpoczynek, a w sobotę bój o finał! Tym razem przeciwnikiem „Niedźwiadków” będą „Sokoły” z Torunia. I pewnie znów na lód wyjadą „Niedźwiedzie”!

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 4 miesiące temu | ocena +0 / -0

    jatowiem1

    Pięknie napisane.To fakt że emocji w tym meczu nie brakowało:)