TEXOM STS SANOK – GKS TYCHY 2-5 (0-2, 1-2, 1-1)
0-1 Filip Komorski-Rasmus Heljanko (3.04)
0-2 Rasmus Heljanko-Bartłomiej Jeziorski-Joona Monto (13.13, 5/4)
1-2 Marek Strzyżowski-Konrad Filipek (20.11)
1-3 Olli Kaskinen-Mateusz Gościński (29.17)
1-4 Mateusz Gościński-Mark Viitanen (32.33)
1-5 Mateusz Ubowski-Bartłomiej Pociecha-Mateusz Gościński (41.10)
2-5 Jakub Musioł-Konrad Filipek-Karol Biłas (56.26)
TEXOM STS SANOK: Salama – Biłas, Florczak; Bukowski, Karnas, Huhdanpaa – Karlsson, Tamminen; J. Musioł, Strzyżowski, Filipek – Rocki, D. Musioł; Dulęba, Sienkiewicz, Dobosz – Ginda, Niemczyk; Gurshman, Bryzgałow, Fus.
GKS TYCHY: Lewartowski – Kaskinen, Ahola; Łyszczarczyk, Komorski, Heljanko – Viinikainen, Kakkonen; Lehtonen, Monto, Jeziorski – Pociecha, Bryk; Viitanen, Ubowski, Gościński – Sobecki; Larionovs, Kucharski, Krzyżek.
SĘDZIOWIE: Wojciech Czech i Michał Baca oraz Dariusz Pobozniak i Piotr Kot.
KARY: 4-4 minuty. STRZAŁY: 15-29. WIDZÓW: 1.500.
Wprawdzie na mecz w Sanoku w drużynie GKS-u wolne dostali: Fuczik, Ciura, Paś i Turkin, ale i tak były obawy, że skończy się na tęgim laniu. Zwłaszcza, że już w 3.04 min. Komorski otworzył wynik, strzelając spomiędzy bulików, z nadgarstka, pięknego gola. Chwilę po tym Kakkonen próbował zaskoczyć bramkarza gospodarzy atakiem od zachrystii, ale Salama zachował pełną czujność.
W odpowiedzi strzałem z prawego bulika sprawdził Lewartowskiego Florczak, jednak goalkeeper GKS-u wykazał się dobrym refleksem. W 5 min. świetne podanie pod bramkę STS-u dostał od Pociechy Viitanen, ale szybszym okazał się Salama. Grę w osłabieniu (za 6 na lodzie) sanoczanie przetrwali bardzo dzielnie, ale już po karze dla Biłasa (11.52, za zahaczanie) było gorzej, gdyż skończyło się utratą drugiej bramki.
Po wznowieniu krążek dostał od Jeziorskiego pozostawiony sam przed bramką gospodarzy Heljanko, który nie miał żądnych problemów, aby umieścić go w siatce. Nic natomiast nie dała gra w przewadze sanoczanom (14.57 Pociecha, za spowodowanie upadku). Goście na nic sobie nie pozwolili. W końcówce tercji (19 min.) potężną bombą popisał się Ahola, ale Salama pewnie schwytał krążek do rękawicy. Tercja zakończona wynikiem 0-2, w pełni zasłużonym dla tyszan.
Ależ początek tercji!
Zaczęło się od wygranego przez Filipka wznowienia, po którym krążek powędrował do środka, wprost na kij Strzyżowskiego. Po jego strzale Lewartowski zdołał odbić gumę przed siebie, ale ta wróciła do „Fryzjera”. Ten przymierzył, trafiając do siatki. Była to 11 sekunda II tercji, zakończona kontaktową bramką.W tej samej minucie groźny strzał oddał na bramkę GKS-u Huhdanpaa, ale Lewartowski wybił krążek łyżwą. Nie koniec na tym. W 23 min. mocno strzelił na bramkę rywala Karlsson, jednak ofiarnie zablokował krążek Krzyżek. W 25 min. uciekł lewym skrzydłem przy bandzie J. Musioł. Swój rajd zakończył strzałem, minimalnie niecelnym.
W 28 min. ze środka tercji obronnej gości uderzył Filipek, Lewartowski odbił krążek do boku, ale do dobitki sanoczanin nie zdążył. Fragment dobrej, aktywnej gry sanoczan zepsuł w 29.17 min. Kaskinen, który otrzymał zza bramki idealne podanie, a mając przed sobą połowę odsłoniętej bramki, nie miał żadnych problemów, aby skierować krążek do siatki. Zwłaszcza, że nikt mu w tym nie przeszkadzał.
W 32 min. goście przeprowadzili dynamiczną trójkową akcję, na szczęście kończący ją Bryk z bliska nie trafił do bramki. W tej samej minucie padł jednak gol dla tyszan. Tym razem goście zaatakowali 2 na 1. Z bliska strzelił Viitanen, krążek zatańczył na przedpolu bramki Salamy, lecz dokończył dzieła Gościński, pakując go do siatki.
W 35 min. przed szansą na strzelenie drugiego gola stanął Strzyżowski. Po uderzeniu z niebieskiej Florczaka, krążek odbity przez bramkarza gości dopadł „Fryzjer”, uderzył, niestety, niecelnie. W trzech ostatnich minutach goście zademonstrowali koncert gry w tercji obronnej przeciwnika. Stworzyli 4-5 sytuacji bramkowych, jednak sanoczanie bronili się dzielnie i szczęśliwie.
Z liderem na remis
Trzecia odsłona zaczęła się źle i pechowo dla gospodarzy. W 41.10 min. z niebieskiej strzelił na bramkę Pociecha, a tam z dwóch pracujących na bramkarzu napastników GKS-u jeden (Ubowski) trącił krążek, który wpadł do siatki.Prowadząc 5-1 goście wyraźnie się rozluźnili, zdecydowanie panując na tafli. W ciągu kilkunastu minut stworzyli co najmniej pięć sytuacji, z których powinny paść kolejne gole. I tak w 46 min. Łyszczarczyk z najbliższej odległości nie zdołał pokonać Salamy.
Dwie minuty później rozpędzony Larionovs został powstrzymany przez Florczaka, a zaraz po tym Sobecki kropnął z dystansu, ale prosto w bramkarza STS-u. Jedyną odpowiedzią na te ataki była ładna indywidualna akcja Karnasa, ale strzał oddany w jej zakończeniu został zablokowany przez Pociechę.
Potem znów przeszła nawałnica w tercji sanoczan. W 53 min. krążek, po potężnym uderzeniu Aholi z dystansu, wylądował na słupku. W 55 min. strzał Heljanki cudem wybronił Salama. W tej samej minucie 100-procentową sytuację bramkową zmarnował Monto.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. W 56.26 min. Filipek posłał krążek do środka do najeżdżającego J. Musioła, który oddał strzał z dystansu, trafiając w samo okno bramki GKS-u. W ostatnich dwóch minutach goście dwukrotnie zagrozili sanockiej bramce, ale strzały Sobeckiego i Aholi pięknie wybronił Salama.
No cóż, było ciężko, ale nieźle. Liderzy THL grali płynniej, momentami mocno kręcili rywalami, ale ci walczyli ambitnie. Przegrana 2-5 wstydu im nie przynosi. W niedzielę wyjazd do Jastrzębia. Też będzie ciężko!
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.