Absurdalny system. Im więcej pacjentek, tym większy dług
Sytuacja w brzozowskim szpitalu jest paradoksalna. Oddział nie narzeka na brak pacjentek – po likwidacji porodówek w sąsiednich powiatach, takich jak Sanok, Lesko czy Ustrzyki Dolne, to właśnie do Brzozowa masowo trafiają ciężarne kobiety z całego regionu. Szpital przyjmuje ponad 700 porodów rocznie.
Głównym źródłem problemów finansowych jest jednak skandaliczna wycena porodów drogą cięcia cesarskiego. W Brzozowie aż 55% wszystkich rozwiązań ciąży stanowią właśnie „cesarki”. Choć to pełnoprawne operacje chirurgiczne wymagające zaangażowania sali operacyjnej, anestezjologa oraz licznego zespołu, Narodowy Fundusz Zdrowia wycenia je niemal tak samo jak poród naturalny.
Dyrektor szpitala Tomasz Kondraciuk jasno wskazuje, że zarządzający placówką nie mają żadnego wpływu na to, który poród zakończy się naturalnie, a który na bloku operacyjnym. Podkreśla przy tym, że lekarz w swojej pracy nie może kierować się tabelami wycen i finansami, lecz wyłącznie dobrem i bezpieczeństwem matki oraz dziecka.
Milionowe straty położnictwa. Starosta ostrzega przed wygaszeniem oddziału
Podczas gdy ginekologia bilansuje się bez problemów, samo położnictwo przynosi ogromne straty. Starosta brzozowski Jacek Adamski ujawnia zatrważające dane finansowe: za sam 2025 rok strata na tym oddziale wyniosła okołu 8,6 miliona złotych. Prognozy na kolejny rok są jeszcze gorsze i mówią o deficycie rzędu nawet 12 milionów złotych.
Władze powiatu przygotowują oficjalne wystąpienia do wojewody oraz parlamentarzystów, by ukazać realną skalę kryzysu. Starosta mówi wprost, że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, samorządu po prostu nie będzie stać na dokładanie do oddziału i konieczne stanie się rozpoczęcie procesu wygaszania działalności porodówki.
Rosnące koszty i widmo odcięcia Bieszczadów od opieki
Sytuację pogarszają rosnące koszty stałe. Obecnie szpitalowi brakuje ponad milion złotych miesięcznie na bieżące funkcjonowanie. Dyrekcja z ogromną obawą czeka na 1 lipca 2026 roku, kiedy w życie wejdą kolejne ustawowe, odgórnie narzucone podwyżki wynagrodzeń dla personelu medycznego, na które państwo nie przekazało odpowiednich środków.
Ewentualna likwidacja oddziału położniczego w Brzozowie oznaczałaby logistyczną katastrofę dla mieszkanek Bieszczadów. Kobiety z okolic Lutowisk już teraz mają do pokonania ponad 100 kilometrów do najbliższego szpitala. W warunkach zimowych dojazd do odległego Rzeszowa mógłby zagrażać życiu matek i ich nowo narodzonych dzieci. Władze powiatu i szpitala zgodnie podkreślają, że ich celem nie jest zamknięcie oddziału, lecz walka o jego sprawiedliwe finansowanie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.