Interwencja policji pod Areną Sanok
W środę rano sanoccy policjanci oficjalnie potwierdzili przyjęcie zawiadomienia dotyczącego incydentu przed siedzibą klubu hokejowego. Powodem interwencji był zapalony znicz ustawiony w miejscu ogólnodostępnym pod budynkiem MOSiR. Funkcjonariusze podjęli już stosowne czynności, a sprawa zyskała poważny wymiar prawny.
Jak informuje asp. szt. Anna Oleniacz, oficer prasowy KPP w Sanoku, zawiadomienie zostało wstępnie zakwalifikowane z art. 164 § 1 Kodeksu karnego. Dotyczy on usiłowania sprowadzenia niebezpieczeństwa pożaru. Całe zdarzenie zostało zarejestrowane przez kamery monitoringu, a sprawcy – jak wynika z relacji władz klubu – zostali już zidentyfikowani.
Prezes STS: „Mogę to odebrać jako życzenie mi śmierci”
Decyzję o powiadomieniu służb podjęła prezes STS Sanok, Marta Przybysz, w porozumieniu z dyrektorem obiektu. W jej ocenie sytuacja była niedopuszczalna nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale także ze względu na mocny przekaz symboliczny. Prezes podkreśla, że w czasie zdarzenia na obiekcie trwały ogólnodostępne ślizgawki, w których uczestniczyły rodziny z dziećmi.
Marta Przybysz nie ukrywa, że incydent odebrała bardzo osobiście:
– Na szczęście policja przyjechała bardzo szybko i zainterweniowała, za co serdecznie dziękuję. W mojej ocenie był to bardzo złośliwy akt i absolutnie nie zgadzam się na takie zachowania. Dla mnie to jest przekroczenie granicy. Równie dobrze mogę to odebrać jako życzenie mi śmierci, a na to nie ma żadnego przyzwolenia. Na takie rzeczy trzeba reagować i nie zamiatać ich pod dywan
– dodaje prezes STS dla brzozowinfo.pl
Dyrektor MOSiR tonuje nastroje: „Temat powinien być zakończony”
Co ciekawe, mimo wspólnej decyzji o wezwaniu służb, po analizie nagrań wideo pojawiły się wyraźne różnice w ocenie skali zagrożenia. Bogusław Rajtar, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Sanoku, przyznaje, że początkowe informacje o ogniu pod budynkiem brzmiały niepokojąco, jednak po zobaczeniu zapisu monitoringu jego stanowisko uległo zmianie.
Dyrektor MOSiR wprost ucina sensacyjność zdarzenia:
– Pierwsze informacje telefoniczne jakie dostałem, mówiły o zniczach i ogniu pod budynkiem MOSiR. Nie byłem w tym czasie w Sanoku, stwierdziłem, aby zgłosić sprawę odpowiednim służbom, jeżeli sytuacja zagraża w jakiś sposób bezpieczeństwu ludzi czy budynkom. (...) Po zobaczeniu nagrań chce jednoznacznie stwierdzić, że według mnie nie jest to temat, który powinien mieć dalszy bieg. I na zdmuchnięciu znicza temat powinien być zakończony
– podkreśla Bogusław Rajtar w rozmowie z brzozowinfo.pl
Kryzys w STS Sanok. Tło głośnego protestu
Incydent ze zniczem to pokłosie dramatycznej sytuacji sanockiego hokeja. Przypomnijmy, że pod koniec stycznia STS Sanok oficjalnie wycofał się z rozgrywek Tauron Hokej Ligi, nie kończąc sezonu 2025/2026. Decyzja ta była zwieńczeniem wielomiesięcznego kryzysu, problemów kadrowych oraz narastającego niezadowolenia zawodników, którzy m.in. w grudniu opóźnili wyjście na mecz w ramach protestu przeciwko brakom wypłat.
Obecny incydent pod biurem klubu jest postrzegany jako kolejna odsłona napięć między osobami zarządzającymi klubem a środowiskiem hokejowym, które domaga się odpowiedzialności za upadek drużyny w trakcie sezonu. O tym, czy "gest ze zniczem" zostanie uznany za usiłowanie sprowadzenia pożaru, czy jedynie za niewinny, choć złośliwy happening, zdecyduje teraz policja.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.