Trudno więc lokować się na uboczu, skoro wszystko, co się dzieje w świecie, dotyczy nas wszystkich. Zagrożenia zwykliśmy kojarzyć z czymś gwałtownym i niespodziewanym, ale można zmniejszyć jego skutki, jeśli się człowiek z nim liczy albo bierze je pod uwagę.
Jednak mało kto przypuszczał, że stwarzamy zagrożenie jako gatunek. Wszak to ludzie spowodowali, że nie mamy czym oddychać w miastach dużych i małych, brakuje nam wody, zatruliśmy morza, nie mówiąc o glebie poddanej chemizacji. Jemy mięso zwierząt, w którym jest ogromna ilość antybiotyków; w mięsie ryb spożywamy fragmenty tworzyw sztucznych, którymi one żywią się w oceanach. Kurczy się powierzchnia lodowców na obu biegunach, podnosi poziom mórz, zmieniają się strefy klimatyczne i pory roku…
A w Polsce?
To samo, a może coś, czego jeszcze nie było… W nieodległym Krakowie jest coraz więcej dni w roku, kiedy trzeba chodzić w maskach; centralnej Polsce grozi klimat pustynny; poziom największej rzeki – Wisły gwałtownie spada; już drugi rok trwa susza; nawiedzają nas tajfuny i trąby powietrzne, których nie spotykano w tej części Europy; nie mamy, ani nie budujemy zbiorników retencyjnych, aby zatrzymać wodę z gwałtownych deszczy, która nie wsiąka w glebę, ale spływa do morza; w majestacie prawa wycinamy ogromne obszarów lasów zatrzymujących wilgoć, wytwarzających tlen i pochłaniających dwutlenek węgla…
A w Sanoku?
Życie ucieka z centrum miasta, które stało się kamienną pustynią po tym, jak na oba rynki wylano setki, a może tysiące ton betonu. Skarpa powoli usuwa się na całej długości; od dwu lat masowo wycina się drzewa w obrębie osiedli (co rusz można się potknąć o pozostawione pnie) i na prywatnych parcelach; wycięto kilkanaście świerków nad potokiem płowieckim, tuż przy kościółku, odsłaniając imponujący obiekt do grillowania; remont ulicy Rymanowskiej spowodował wycinkę setki drzew, które rosły w bezpiecznej odległości od chodnika i obu jezdni (wcześniej je skrupulatnie ponumerowano); codziennie przez środek miasta przejeżdża kilkanaście, a może kilkadziesiąt tirów z drewnem ściąganym z Bieszczadów; nawet w naszym górzystym mieście woda zalewa jezdnie, paraliżując ruch samochodowy; punktowe nawałnice powodują wybijanie studzienek ściekowych i wypływ fekaliów…
Przyzwyczailiśmy się myśleć, że zagrożenie przychodzi do nas z zewnątrz. Tymczasem największym zagrożeniem dla siebie jesteśmy my sami, to znaczy ludzie, którzy w imię postępu, wygody, lenistwa, niechlujstwa, braku wyobraźni, nieodpowiedzialności, pychy, arogancji, pogardy dla zdrowego rozsądku, zachłanności, łatwego zysku etc. Listę powodów degradacji środowiska przyrodniczego można rozszerzać wedle wiedzy i kompetencji… Wszak niedawny minister, który chciał ratować Puszczę Białowieską przez jej systematyczne wycinanie, co rusz powoływał się na Pismo św. Wszystko, co robił, uzasadniał słowami: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Polacy, także Sanoczanie w lot pojęli radę ministra religijnego na pokaz, więc skutki są, jakie są.