Reklama

Reklama

Zdanie Odrębne: Kościół i polityka

Opublikowano: ndz, 23 sie 2020 14:59
Autor:

Zdanie Odrębne: Kościół i polityka - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Zapraszamy do lektury naszego cyklicznego felietonu Pana Henryka Brzozowskiego.

Reklama

Kiedy na świecie szaleje pandemia, w Kraju nowy układ walczy ze starym, a za wschodnią granicą ważą się losy niewielkiego narodu (który kiedyś stanowił z nami wspólnotę państwową), Kościół polski, a więc i sanocki prowadzi wojnę z ideologią. Jakiś czas temu był to liberalizm, potem totalizm w nowej odsłonie, współczesny marksizm a ostatnio LGBT, którą jeden z biskupów nazwał „tęczową zarazą”. Ponieważ „ideologia” to pojęcie abstrakcyjne, niemające odpowiednika w rzeczywistości, jest to walka z ludźmi – na razie propagandowa...

W ostatnią niedzielę (16 maja, br.) w kościele farnym na wszystkich mszach można było usłyszeć półgodzinną prelekcję – trudno to bowiem nazwać kazaniem – o tym, że w świecie ma miejsce rewolucja neomarksistowska. Ma ona zniszczyć wartości uosabiane przez Kościół i tradycję katolicką, a więc: polską rodzinę, normalną kobietę i normalnego mężczyznę, niewinne dzieci i młodzież, a nawet starców, którym przed śmiercią nie będzie miał kto „zmienić pampersa”… Siłą rzeczy Sanoczanie znaleźli się w stanie wojny, której celem jest zniszczenie cywilizacji chrześcijańskiej. Pójdą na nią po przewodem Maryi!

Kaznodzieja zmieszał: wydarzenia dziejowe, religię, politykę aktualną i historyczną oraz propagandę polityczną uprawianą przez Wiadomości, TVP Info tudzież polskie radio. Wyszła z tego mikstura przypominająca wykłady WUML (patrz: Wikipedia), co zauważyli wierni, którzy mogliby być rodzicami kaznodziei… Sprawny język, pseudonaukowa frazeologia, częste mijanie się z prawdą oraz manipulacja tą wartością, stosowanie reguły pars pro toto (część podawana jako całość), granie na emocjach, operowanie strachem i poczuciem zagrożenia – oto niektóre środki wyrazu artystycznego „kazania”, któremu nie sposób odmówić retorycznej zręczności, wszak mówca to człowiek z tytułem naukowym… Włosi w takich wypadkach biją brawo; Polacy zgodnym chórem mówią: Bóg zapłać! – tym mocniej, im mniej zrozumieli… Na marginesie: dziesięć lat temu ksiądz na Posadzie agitował od ołtarza, by głosować na nieżyjącego już prezydenta. Jedna z kobiet wyszła wtedy z kościoła, a niektórzy wierni do dziś pamiętają stukot jej obcasów w nawie głównej…

Osobnym wątkiem kazania w farze była kwestia homoseksualna, od paru miesięcy znajdująca się na szczycie politycznej agendy. „Przecież nikt ich nie prześladuje…” – mówił kaznodzieja, choć telewizje pokazywały, jak policja unieruchamia młodego człowieka sposobem amerykańskim (kolanem do ziemi). „Jeden z nich został nawet europosłem…” – dodawał, choć wszyscy wiedzą, że może zostać również księdzem, biskupem, a nawet kardynałem... Wystarczy sięgnąć po stosowną książkę (np. Sodoma Frederica Martela), a nie karmić się oficjalnym przekazem propagandy albo hejtem, czyli mową nienawiści z Internetu… „Jeśli ktoś jest homoseksualistą, poszukuje Pana Boga, ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby go osądzać?”– pytał nie tak dawno papież Franciszek.

Jak widać, polski Kościół zamiast z narodem idzie z partią; stał się przybudówką władzy świeckiej – nie tylko w działaniach bieżących, ale również w kreowaniu prawa, przygotowywaniu ustaw, indoktrynacji dzieci i młodzieży (także studiującej) czy klerykalizacji życia codziennego, którą krytykuje sam papież! A przede wszystkim w umacnianiu swojej pozycji materialnej poprzez wszelkiego rodzaju dotacje państwowe i unijne, czego wyrazem jest imperium biznesowo-religijne nieformalnej głowy polskiego Kościoła – duchownego z Torunia.

To, co się dzieje w Polsce, jest zaprzeczeniem słów Chrystusa: „królestwo moje nie jest z tego świata”, albo innych: „pójdźcie do mnie wszyscy (…), którzy utrudzeni jesteście…”. Podważa też autorytet moralny instytucji, która zamiast być „tajemnicą wiary” (jak mówi Credo)powoli upodabnia się do wielkich korporacji, jakie organizują nam życie. Zdejmując z ludzi odpowiedzialność za indywidualny los, przekształcają ich w masę, stado owiec, za które myśli pasterz, polityk, lobbysta, menadżer, oligarcha – świecki czy duchowny – to bez znaczenia…. Kościół polski, który lepiej lub gorzej odpowiadał na pytanie: jak żyć?, teraz podpowiada, jak się urządzić? Kiedyś był znakiem sprzeciwu wspólnoty wobec zła; teraz uczy zachowań akceptowanych przez władzę oraz własnego, dobrego samopoczucia.

W czasie, kiedy jedni Sanoczanie słuchali tej homilii, inni – w sporej liczbie (zapewne ponad 100 osób) – uczestniczyli w „pikniku rodzinnym”, który odbywał się na placu przy kościółku św. Maksymiliana, nie dawno ogołoconym z drzew na potokiem. Starsi siedzieli przy zastawionych stołach, młodzi snuli się z kiełbaskami na tackach, śpiewali, tańczyli, grali na instrumentach dętych; impreza przypominała wesele… Dzieje się to w czasie, kiedy statystyki zachorowań na COVID-19 oscylują między 600 a 800 osób dziennie, a zgonów – między 10 a 20. Współorganizatorem zabawy był Urząd Miasta!

I pomyśleć, że polityka, którą w Polsce zawłaszczyły władza świecka i duchowna – według najstarszych definicji oznacza sztukę przetrwania

 

Ps. Wrażliwy higienicznie Czytelnik o ksywie NIK powinien być zadowolony, bo znak podpaska, zapowiadający ruch okrężny przed wjazdem do Sanoka, został zastąpiony znakiem ronda. Zamiana znaków drogowych ma charakter symboliczny, ponieważ rondo nadal jest podpaską…

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • rok temu | ocena +9 / -9

    Stan

    Nie jestem słuchaczem niedzielnych wywodów rodem z WUML. Przez lata byłem i w pełni potwierdzam upadek ars predicandi, czyli właśnie sztuki wygłaszania kazań. Moja niechęć do nawiedziania kościołów w trakcie gdy księża 9bo tylko oni są uprawnieni do głoszenia kazań) bezkarnie dokonują gwałtu nie tylko na logice, wiedzy ale i polszczyznie znajduje tylko potwierdzenie w tym, co Autor pisze. Zastanawiam się kiedy wreszcie świątynie opustoszeją by ludzie mogli zająć się kształtowaniam swoich umysłów i serc w zaciszu własnych mieszkań, jak to zalecał Jezus z Nazaretu. W mieście, w którym mieszkam to już się dzieje. Mam nadzieję, że tak się stanie również w Sanoku.