reklama

„Władza to służba, nie przywilej”. Radny mocno o lokalnych samorządowcach i „straszeniu” mieszkańców

Opublikowano:
Autor:

„Władza to służba, nie przywilej”. Radny mocno o lokalnych samorządowcach i „straszeniu” mieszkańców - Zdjęcie główne
Autor: pixabay | Opis: W sanockiej przestrzeni publicznej rozgorzała dyskusja na temat mechanizmów wykorzystywanych przez lokalnych samorządowców w komunikacji z mieszkańcami i mediami

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościW sanockiej przestrzeni publicznej rozgorzała dyskusja na temat mechanizmów wykorzystywanych przez lokalnych samorządowców w komunikacji z mieszkańcami i mediami. Radny Robert Płaziak opublikował wpis dotyczący tzw. „prewencyjnej wiktymizacji”. Redakcja zapytała samorządowca o kulisy tej analizy oraz o to, czy opisane przez niego zjawisko odnosi się bezpośrednio do sytuacji w Sanoku.
reklama

Pytania redakcji i mocny komentarz radnego. „Straszenie zamiast merytorycznej rozmowy”

Zwróciliśmy się do radnego Roberta Płaziaka z dwoma konkretnymi pytaniami dotyczącymi jego wpisu i bieżących wydarzeń w mieście:

Co było bezpośrednim impulsem do opublikowania tej analizy i czy opisany przez Pana mechanizm kreowania się na „ofiarę hejtu” przy jednoczesnym grożeniu procesami nawiązuje do konkretnych wypowiedzi i oświadczeń lokalnych samorządowców z ostatnich dni?

Robert Płaziak: Tak, dotyczy to również rynku lokalnych samorządowców. Czy nie zwróciła Pani uwagi, jak się zachowują? Symptomatyczne jest to, że kiedy bezpośrednio dotyczy ich problem i jeszcze ten problem ich przerasta, to winni są wszyscy, tylko nie oni. Władza to służba, nie przywilej! Proszę podpiąć ostatnie rolki burmistrza czy wicestarosty.

reklama

Pisze Pan o celowym obniżaniu progu tego, co uznaje się za „hejt”, by wywołać efekt mrożący wśród mieszkańców i krytyków. Czy Pana zdaniem ta strategia w Sanoku faktycznie działa i zamyka usta osobom patrzącym władzy na ręce?

Robert Płaziak: Tak, ta strategia działa i jest cały czas stosowana! Klasykę przerabiamy dzisiaj w Sanockim Szpitalu – zamiast merytorycznej rozmowy straszenie pracowników (nie bezpośrednio) zwolnieniami dyscyplinarnymi za mówienie prawdy. W mieście mamy „mrożące uderzenie wyprzedzające”: jak będziesz mówił i pisał to, co mi się nie podoba, „to znajdę na ciebie sposób”. Nie wiem, czy apel o skończenie z małomiasteczkową dulszczyzną i dyzmami w tym miejscu będzie właściwy – nie możemy dać się dalej zakłamywać wszechobecnej głupocie.

reklama

Czym jest „prewencyjna wiktymizacja”? Pełna treść wpisu radnego

Poniżej publikujemy pełny wpis radnego Roberta Płaziaka, w którym szczegółowo analizuje on mechanizmy budowania wizerunku ofiary i zacierania granic między rzeczową krytyką a pojęciem hejtu:

KTO JEST HEJTEREM w „prewencyjnej wiktymizacji”?

Fenomen „prewencyjnej wiktymizacji” w mediach społecznościowych. Próba opisania nowego wzorca komunikacji

W sanockich mediach społecznościowych można zauważyć specyficzny sposób komunikacji. Polega on na jednoczesnym przedstawianiu siebie jako ofiary zorganizowanego hejtu i grożeniu krokami prawnymi osobom, które krytykują lub komentują publiczną działalność danej osoby.

Zjawisko to nie mieści się w klasycznych definicjach cyberprzemocy, hejtu ani tradycyjnie rozumianej wiktymizacji. Sądzę, że określenie tego wzorca mianem „prewencyjnej wiktymizacji” i rozpatrywanie go w kontekście funkcji społecznych oraz psychologicznych nie będzie błędem — choć nie jestem psychologiem.

Internet zdemokratyzował debatę publiczną, ale jednocześnie przyczynił się do rozwoju szkodliwych zjawisk, takich jak hejt, trolling czy mowa nienawiści. Obok tych dobrze opisanych zjawisk pojawiają się jednak nowe strategie komunikacyjne, które trudno przypisać do istniejących kategorii.

Obecnie następuje wysyp tego rodzaju zachowań w przestrzeni medialnej. Osoba publiczna lub aktywny uczestnik debaty internetowej regularnie twierdzi, że jest atakowana, wyśmiewana lub prześladowana przez anonimowych i nieanonimowych przeciwników. Jednocześnie zapowiada podjęcie kroków prawnych wobec autorów krytycznych komentarzy.

Istotne jest przy tym obniżanie progu, od którego wypowiedź uznaje się za „hejt”, oraz traktowanie niemal każdej nieprzychylnej opinii jako potencjalnego naruszenia dóbr osobistych. Jak łatwo zauważyć — lubię ten zwrot matematyków — mechanizm ten przebiega w trzech etapach:

Po pierwsze, osoba publicznie przedstawia się jako ofiara. Takie komunikaty mają zwykle emocjonalny charakter i podkreślają niesprawiedliwość, prześladowanie lub „nagonkę”.

Po drugie, rozszerza się definicja hejtu. Granica między zniewagą, satyrą, polemiką, krytyką a zwykłą różnicą poglądów zaczyna się zacierać. Coraz więcej wypowiedzi zostaje uznanych za agresję.

Po trzecie, pojawia się element odstraszający: zapowiedź działań prawnych. Nie zawsze chodzi o rzeczywiste postępowanie sądowe. Często wystarcza sama atmosfera zagrożenia, która może wywołać tzw. efekt mrożący (chilling effect) i zniechęcić uczestników debaty do wyrażania opinii.

Opisane zjawisko pełni kilka funkcji. Po pierwsze, wzmacnia kapitał moralny osoby występującej w roli „pokrzywdzonej”. W świecie cyfrowym status ofiary przyciąga uwagę, budzi współczucie i mobilizuje zwolenników. Po drugie, pozwala podważać wiarygodność krytyków. Zamiast odpowiadać na ich argumenty, można nazwać ich „hejterami” i uniknąć rzeczowej polemiki. Po trzecie, strategia ta może służyć kontroli otoczenia. Publiczne groźby prawne nie muszą kończyć się wygranymi procesami, aby były skuteczne. Już sama perspektywa kosztów, czasu i stresu związanego z postępowaniem sądowym może ograniczać aktywność krytyków.

Paradoks wiktymizacji, szczególnie interesujący jest paradoksalny charakter tego zjawiska. Osoba deklarująca bezradność wobec rzekomych prześladowców jednocześnie pokazuje znaczną sprawczość. Może być burmistrzem, starostą albo inną ważną i poważaną osobą w lokalnym środowisku. Ma możliwość inicjowania postępowań prawnych, publikowania oświadczeń czy mobilizowania pracowników lub społeczności internetowej. Występuje więc równocześnie w dwóch rolach: przedstawia się jako ofiara, a zarazem dysponuje narzędziami nacisku. To właśnie odróżnia analizowane zjawisko od klasycznie rozumianego hejtu.

Ten wzorzec komunikacji można uznać za nową formę zarządzania wizerunkiem w środowisku cyfrowym. Nie służy on wyłącznie obronie przed rzeczywistą agresją. Może też kształtować warunki debaty, łącząc narrację o własnym pokrzywdzeniu ze stosowaniem środków odstraszających wobec krytyków.

Nie oznacza to oczywiście, że każda osoba mówiąca o hejcie działa w sposób wyrachowany. W wielu przypadkach cyberprzemoc jest realna i szkodliwa.

Warto jednak odróżniać rzeczywistą ochronę dóbr osobistych od strategii komunikacyjnych, których celem może być ograniczenie dopuszczalnej krytyki przez tworzenie atmosfery prawnego zagrożenia.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo