Reklama

W Wetlinie na drzewie ktoś powiesił lisa

Opublikowano:
Autor:

W Wetlinie na drzewie ktoś powiesił lisa  - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Zdjęcia i wpis o martwym lisie zawieszonym na drzewie w pobliżu Wetliny obiegł cały internet. Post, który pojawił się na portalu społecznościowym Fundacji Dziedzictwa Przyrodniczego, wywołał lawinę komentarzy i spekulacji na temat tego, kto odpowiada za bestialskie potraktowanie zwierzęcia.

W podpisie do zdjęcia czytamy, że autorka fotografii, spacerując po lesie natrafiła na drastyczny widok.

- Oto co spotkałam, trafiając na polanę z amboną - pisze. - Martwy lis zawieszony na drzewie. Po przybliżeniu zdjęć widać, że lis ma szyję oplecioną drutem, który z kolei zawieszony jest na gałęzi. Było to jakieś 400 m od zabudowań, w tym rekreacyjnych, gdzie przebywają turyści również z małymi dziećmi, więc ten widok mógł zastać każdy, kto wybrał się choćby na krótką przechadzkę do lasu. Widok bardzo smutny. Nie wiem, czemu ma to służyć, z jakiego powodu ktoś tego lisa tam powiesił, ale dodam, że wisiał dość wysoko.

Pikanterii sprawie dodaje to, że na jednym ze zdjęć w tle widać ambonę. Niektórzy internauci wydali już swoje wyroki skazujące głównie na myśliwych. Pojawiają się też głosy, że sprawcami mogą być "łowcy" zdjęć.

 

 
Nikt nie zgłosił, a lis wisiał

 

 

Autorka fotografii, która jest również pracownikiem FDP, wykonała zdjęcie 12 stycznia, a na portalu wpis pojawił się 25 stycznia. Jak informuje Edward Marszałek, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, o zajściu nikt nie poinformował Nadleśnictwa Cisna, które jest zarządcą tego terenu. O powieszonym lisie leśnicy dowiedzieli się z... portalu.

 - Nie zgłoszono tego faktu ani na policji, ani w nadleśnictwie - mówi rzecznik. - Nie podano żadnej lokalizacji, a od zrobienia zdjęcia do opublikowania go czekano dwa tygodnie! Ów pracownik fundacji, który znalazł lisa na drzewie, przez dwa tygodnie trzymał to w tajemnicy i to jest, według mnie, największa tajemnica tej sprawy.

Gdy nadleśnictwo dowiedziało się o lisie, nadleśniczy z Cisnej natychmiast wysłał Straż Leśną na miejsce. Okazało się, że zwłoki zwierzęcia ciągle wisiały.

- Pracownik fundacji nie zadbał o to, by martwe zwierzę ściągnąć i choćby zostawić w lesie do naturalnego rozkładu - dodaje Marszałek.

 

O tym, czy lis stał się ofiarą kłusownika i stanowisko Fundacji Dziedzictwa Przyrodniczego przeczytacie w numerze 5 Korso Gazety Sanockiej.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE