Chęć niesienia pomocy innym i dopominania się o równe prawa dla wszystkich Miranda Korzeniowska zawsze miała w swoich genach. Znana była w Sanoku jako „babka od protestów”, twardo stająca w obronie praw kobiet czy niezależności sądów. W październiku 2016 roku była jedną z pierwszych, które wyszły na sanocki Rynek, aby wziąć udział w Strajku Kobiet. Wkrótce potem zorganizowała taneczny protest przeciwko przemocy wobec dziewcząt i kobiet pn. „One Bilion Rising”. Kilkakrotnie też stawała pod sanockim sądem, broniąc niezależności sądów w Polsce. Rok w rok aktywnie włączała się do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, przekonana, że nie można stać z boku. Przez ostatnie cztery lata organizowała „Mikołaja” dla podopiecznych sanockiego Domu Pomocy Społecznej.
W styczniu 2019 roku podjęła się trudnego zadania kierowania portalem internetowym „Korso Sanockie”, zawsze jednak znajdując czas na uczestniczenie w akcjach organizowanych przez Stowarzyszenie Onkologiczne SANITAS. To wtedy po raz pierwszy zetknęła się z Podkarpackim Ośrodkiem Onkologicznym w Brzozowie, rozdając mikołajkowe prezenty pacjentom i pacjentkom dotkniętych nowotworem. W grudniu 2023 roku też wzięła udział w akcji „Mikołajkowa Niezapominajka”, ale po raz pierwszy pod sztandarem Fundacji Różowe Skrzydła. Oczywiście wespół z Sanitasem.
Mam raka!
Końcem lipca br. odkryła coś niepokojącego w lewej piersi, zwierzając się swym odkryciem swej koleżance Ani. To za jej pomocą doszło do spotkania z dr. Józefem Gancarzem w Breast Cancer Unit (BCU) – Centrum Diagnozowania i Leczenia Chorób Piersi, a na dzień 2 sierpnia wyznaczono jej termin wizyty u dr. Mariusza Weseckiego. Diagnoza potwierdziła złośliwego raka piersi. Niezbędna okazała się operacja w postaci radykalnej mastektomii.
Komentarz pana doktora:
Komentarz pana doktora:
Tak, jest złośliwy, ale najmniej ze wszystkich i nie daje przerzutów. To dobrze rokuje!
– wyciszył niepokoje.
15 września dr Mariusz Wesecki przeprowadził operację, usuwając pierś pacjentce, jednocześnie wszczepiając ekspander, który na wiosnę zostanie wymieniony na silikonowy implant.
Do dzieła. Tu każdy dzień się liczy!
Przebywając w brzozowskim BCU, zetknęła się z innymi pacjentkami, zobaczyła ich ból i cierpienie spowodowane chorobą, wiele ludzkich dramatów. Rozmawiała o tym z lekarzami i personelem medycznym. Do dziś dźwięczą jej w uszach słowa dr. Józefa Gancarza: „Najlepszą terapią dla wielu z nich jest grupa wsparcia”. Potraktowała je jako wyzwanie. Już w pierwszy dzień po powrocie z Brzozowa założyła takową na Facebooku. Równocześnie zaprojektowała i wykonała ulotki informacyjne, umieszczając je w poczekalni BCU. Z satysfakcją odbierała informacje, że z jej ulotkami w ręku, zgłaszają się w Centrum pierwsze pacjentki.
Ciągłe rozmyślania: „co by tu jeszcze?” podrzuciły nowy pomysł: wydanie kalendarza na rok 2024 z podkarpackimi Amazonkami i wrzucenie go na aukcję na „Allegro charytatywnie”.
Po pomoc zapukałam do Leszka Lichoty, którego miałam przyjemność poznać na planie serialu „Wataha”. Natychmiast się zaangażował, nie tylko w formie pozowania z nami do kalendarza ale również proponując sesję zdjęciową do niego u siebie w "Solina Glamp" w Polańczyku. Uruchomił też kanały pomocowe, które błyskawicznie przyniosły efekt. Wśród liczących się darczyńców znalazł się m. in. Paweł Domogała. Gdy udało mi się rozkręcić całą machinę, zaczęłam mieć obawy czy moje dziewczyny nie stchórzą. Niepotrzebnie, gdyż moje „onkosiostry” okazały się odważne, promienne, niczym rasowe modelki
– relacjonuje Mira.
Kalendarz powstał z porywu mojego serca, które pociągnęło za sobą wiele innych wspaniałych serc. Dla mnie jest on dowodem na to, jak silnymi i pięknymi są Amazonki
– dodaje.
Opinię tę potwierdził Leszek Lichota, o czym najlepiej mówi wpis zamieszczony przezeń na kalendarzu; „Wspaniałe, silne kobiety. Chylę przed Wami czoła”.
Dojrzeliśmy do FUNDACJI
Kalendarz okazał się pierwszym większym sukcesem Miry i jej ekipy, dodał powera do dalszej działalności. Snując plany, miała jednak świadomość, że rozmiary i tempo ich realizacji będą w dużej mierze uzależnione od środków finansowych, że samo serce tu nie wystarczy. I wtedy właśnie pojawiła się myśl, jak do nich dotrzeć. Odpowiedzią było jedno słowo: FUNDACJA. Nie stowarzyszenie, a właśnie fundacja, stwarzająca większe możliwości pozyskiwania pieniędzy. Zastanawiała się jak ją nazwać, żeby była to nazwa nośna, krótka, miła dla uszu, a zarazem coś mówiąca i w jakimś sensie lokalizująca obszar działalności.
Pierwszy jej człon wybrała dość szybko. Niech to będą „SKRZYDŁA”.
Zawsze były dla mnie czymś ważnym, od dawna lubiłam się pomiędzy nimi fotografować. Poza tym kojarzyły mi się z aniołami, a więc z jakimś wielkim dobrem, z sercem, miłością. Takimi skrzydłami mogą być też przyjaciele, osoby, na które zawsze można liczyć. Wspomnę jeszcze popularne określenie: „rozwinąć skrzydła”, co dla fundacji byłoby celem, a zarazem wyzwaniem
– wyjaśniała swój wybór.
I drugi człon nazwy; „RÓŻOWE”. To kolor miłości, przyjaźni i ciepła, symbol uniwersalnego szczęścia. Pochodzi od płci żeńskiej. I najważniejsze: różowa wstążka jest symbolem walki z rakiem piersi. I taki jest rodowód nazwy: Fundacja Różowe Skrzydła!
„Mikołajkowa Niezapominajka” z udziałem Różowych Skrzydeł
Od wielu lat w dniu świętego Mikołaja członkowie stowarzyszenia Sanitas, tworząc orszak: Mikołajów, Aniołków, odwiedzają pacjentki i pacjentów na oddziałach onkologicznych brzozowskiego Ośrodka Onkologicznego, w tym też Breast Cancer Unit. W tym roku po raz pierwszy towarzyszyła im prezeska Fundacji Różowych Skrzydeł. Były słowa otuchy kierowane do chorych i zachęty do dalszej walki z rakiem: „Dziękujemy Wam za wytrwałość, za to, że się nie poddajecie. Jesteśmy z Wami.” Były uśmiechy, upominki i podziękowania. Były też łzy wzruszenia. – Pomimo tego, że byłam w stroju Mikołaja, zostałam rozpoznana przez jedną z pacjentek, z którą poznałyśmy się w trakcie mojego pobytu w szpitalu. Mira, jesteś Aniołem – usłyszałam. – Nigdy tego nie zapomnę!
Spotkanie inaugurujące działalność Fundacji
Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, iż akt założycielski Fundacji Różowe Skrzydła ujrzał światło dzienne 24 października 2023 roku, natomiast 14 listopada br. została ona zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym. Wszystko to okazało się możliwe dzięki ogromnej pomocy prawnika Grzegorza Wilusza, któremu w dowód podzięki można byłoby przyznać tytuł ojca chrzestnego Fundacji.
Z kolei dzień 17 grudnia był tym, w którym uroczyście zainaugurowana została działalność Fundacji. Na hasło: „spotkanie”, w zaprzyjaźnionym lokalu NO BO CAFE w Sanoku stawili się niemal wszyscy członkowie władz Fundacji, reprezentujący zarząd i radę nadzorczą. Przedstawmy ich z imienia i nazwiska, bo już za samą decyzję uczestnictwa w tych organach, w pełni na to zasługują.
Zarządem Fundacji kierować będzie Miranda Korzeniowska, mając zastępczynie w osobach: Anny Szurlej-Mroczki i Aleksandry Kurowskiej. Natomiast w radzie nadzorczej znaleźli się: Barbara Czeluśniak, Magdalena Biednik, Renata Kim, Łukasz Zych i Łukasz Kołodziej.
Jedną z pierwszych decyzji zarządu FRS było przyznanie tytułów Honorowych Członków Fundacji lekarzom brzozowskiego ośrodka onkologicznego: Józefowi Gancarzowi oraz Mariuszowi Weseckiemu. Wraz z nimi przybyła na spotkanie również Justyna Ziemiańska z Breast Cancer Unit, pełniąca w nim nie do przecenienia funkcję koordynatorki.
Czeka nas dużo pracy
- Dziękuję Wam wszystkim, że jesteście! Dziękuję za dobro, jakie spotkało mnie ze strony każdego z Was. Myślę, że mogę Was określić mianem mojej „dobrej zmiany”. Doświadczając go, pomyślałam sobie, że dobro powinno wracać. I to podsunęło mi pomysł utworzenia fundacji. Myślałam o niej już wcześniej, ale w tym momencie zdecydowałam, że muszę to zrobić. Mogę zatem powiedzieć, że to Wy jesteście sprawcami jej powstania i dzisiejszej inauguracji
– powiedziała otwierając spotkanie Miranda Korzeniowska.
Atmosfera spotkania była wyjątkowa. Czuć było, że wszyscy przybyli tworzą jedną, świetnie rozumiejącą się rodzinę. Dyskusja toczyła się wokół zadań, jakie czekają Fundację, choć nie brakowało prywatnych odniesień związanych z jej powstaniem.
– Mam szczery podziw dla Miry, która przeżywając ogromnie trudne chwile, jakie towarzyszą tej nieobliczalnej i groźnej chorobie, potrafiła jeszcze mieć tyle energii, żeby ją rozdawać innym. Dla mnie jesteś prawdziwym brylantem
– mówiła Magdalena Biednik, zwracając się do założycielki Fundacji. Wypowiedziała się też na temat samej Fundacji, nie kryjąc emocji:
- Siłą jest jej prawdziwość. Pani prezes doskonale wie, co trzeba robić, co chce osiągnąć. Jest głosem tych, którzy zdecydowali się ją wspierać. Przyznam, że ja bym tego nie potrafiła zrobić w tak trudnym momencie swojego życia, ale pójdę za Tobą i jestem Ci za to ogromnie wdzięczna. Pragnę wyrazić przekonanie, że dobro, które czuć tu w powietrzu, będzie płynąć szerokim strumieniem, a skumulowana energia zapewni Fundacji sukces.
Ciepło i serdeczność tych słów stworzyło doskonały klimat do wzniesienia toastu „za pomyślność i przyszłość Fundacji!” Uśmiechy i radość, jakie temu towarzyszyły, były najlepszą zapowiedzią pomyślności.
Z dyskusji, jaka się potem wywiązała, widać było, że przedstawiciele władz Fundacji, mając za sobą, bądź będąc w trakcie leczenia, doskonale znają problemy, jakimi będą chcieli się zająć. Jednym z nich jest psychiczne wspieranie pacjentek.
– Na poszczególne sale trafiają osoby o różnej psychice, różnie reagujące na stan swego zdrowia. jednej z nich znalazła się pacjentka, która przekonywała inną, że ta musiała w życiu coś naprawdę złego zrobić, skoro Bóg ją ukarał rakiem. Co gorsze, ona w to uwierzyła, wpadając w stan depresji. Uważam, że przy kierowaniu na sale, powinno się brać pod uwagę zarówno stan zdrowia pacjentek, jak i ich psychikę
– dzieliła się swymi spostrzeżeniami Ania Szurlej-Mroczka, wiceprezes zarządu.
- Zgadzam się z tym – włączył się do dyskusji dr Mariusz Wesecki.
– W naszej codziennej pracy, koncentrujemy się na sprawach medycznych, mniej zwracając uwagę na stronę psychiczną pacjentek. Poza tym, my nie mamy na to czasu i siły, na tyle ile byśmy chcieli aby zajmować się doborem pacjentek na poszczególne sale. I w tym właśnie dostrzegam ważną rolę Fundacji, jako grupy wsparcia
– mówił.
Poruszono także temat warunków, w jakich funkcjonuje brzozowska onkologia, nie ukrywając, że ośrodki działające w innych województwach mają je znacznie lepsze. I w tym też dostrzeżono szanse działania dla Fundacji.
– Jak wynika ze wstępnych planów resortu zdrowia, dużo środków finansowych przeznaczonych będzie na leczenie raka piersi. Trzeba tylko zadbać, aby nie ominęły one Brzozowa, w tym naszego Breast Cancer Unit
– mówił dr Józef Gancarz, szef Centrum Diagnozowania i Leczenia Chorób Piersi.
– I tu też liczymy na wsparcie nie tylko parlamentarzystów z tego regionu i władz samorządowych, ale także Fundacji. Jej głos może okazać się naprawdę ważny
– dodał.
Czas rozwinąć skrzydła
Spotkanie inaugurujące działalność Fundacji Różowe Skrzydła tchnęło energią i optymizmem. Można było odnieść wrażenie, że Fundacja ma już za sobą długi okres działania. A przecież to dopiero jej początek.
– Dziś jeszcze świętujemy, ale jutro już zabieramy się do roboty. Uruchamiamy niebawem na „Allegro charytatywnie” aukcyjną sprzedaż kalendarza na rok 2024 „Podkarpackie Amazonki”. Na dniach ruszy nasza strona internetowa, będziemy również na Facebooku. Trzy kalendarze przekażę sztabowi WOŚP, z przeznaczeniem na licytację. To będą nasze pierwsze zarobione pieniądze. Aha, na finale WOŚP w sanockim skansenie Fundacja Różowe Skrzydła będzie miała swoje stoisko. Zaopatrzymy je w kalendarze, ulotki informacyjne, będziemy też dysponować fantomem, na którym rozpoczniemy naukę, w jaki sposób same powinnyśmy badać swoje piersi i na co zwracać uwagę. W więc: startujemy! Trzy, dwa, jeden, start!
– poinformowała zebranych pani prezes.
reklama