Fatalne „poniedziałkowe kłamstwo”?
Zaledwie 48 godzin przed ogłoszeniem czarnego scenariusza, w poniedziałek 26 stycznia, odbyło się posiedzenie Komisji Oświaty, Kultury, Sportu i Turystyki. Na zaproszenie radnych stawiła się prezes STS Sanok, Marta Przybysz. Cel był jasny: wybadanie realnej kondycji finansowej klubu i losów drużyny.
Z relacji przewodniczącego komisji, Macieja Drwięgi, wyłania się obraz skrajnie odmienny od dzisiejszej rzeczywistości.
– Rozmawialiśmy w przyjacielskim tonie. Pani prezes przez 40 minut zapewniała nas, że wszystko jest pod kontrolą. Twierdziła, że porozumienie z hokeistami jest podpisane, a jedynym celem jest spokojne dogranie sezonu do 22 lutego
– relacjonuje Drwięga.
„Pacjent zmarł na zawał” – drastyczne porównanie radnego
Atmosfera na spotkaniu była na tyle optymistyczna, że radni żegnali się z prezes klubu, życząc jej znalezienia sponsora tytularnego. Nikt nie spodziewał się, że we wtorek po południu zaczną docierać informacje o buncie w szatni i ostatecznym wycofaniu się z ligi.
– Jeśli miałbym szukać porównania, to wyglądało to tak, jakbym rozmawiał z kimś, o kim wiemy, że ma problemy zdrowotne. Ta osoba nas uspokaja, zapewnia, że leczenie działa, a na drugi dzień dowiadujemy się, że zmarła na zawał serca. Dosłownie tak to odbieram
– mówi zdezorientowany przewodniczący komisji.
Polityczna gra zamiast sportowych faktów?
Podczas komisji, w której uczestniczyli m.in. burmistrz Nazarkiewicz, członkowie komisji oraz zainteresowani radni spoza komisji. Pani prezes miała sugerować, że trudności z pozyskaniem sponsorów wynikają z… napiętych relacji między władzą wykonawczą a uchwałodawczą w Sanoku.
Radni kategorycznie odrzucają te sugestie.
– Próba dodania do tej sytuacji tła politycznego jest nadużyciem. Jesteśmy ludźmi o bardzo różnych poglądach, a łączy nas troska o miasto. Relacje wewnątrz samorządu nie mają tu żadnych podstaw politycznych
– ucina Maciej Drwięga.
Co ukryła prezes STS przed radnymi?
Najbardziej uderzający jest fakt, że prezes Marta Przybysz – według relacji radnego Drwięgi – nie wykazywała cienia rezygnacji. Wręcz przeciwnie, uśmiechnięta z wiarą patrzyła w przyszłość, kreśląc wizję STS-u jako wizytówki nie tylko miasta, ale całego regionu.
Dziś te słowa brzmią jak ponury żart. Skoro w poniedziałek o godzinie 16:00 wszystko „było w porządku”, co wydarzyło się w ciągu kolejnych godzin, że 12-tonowy kolos sanockiego sportu nagle runął? Brak szczerości wobec komisji może mieć poważne konsekwencje dla przyszłych relacji klubu z miastem, o ile STS Sanok w ogóle zdoła się z tego upadku podnieść.
Sanok pyta: dlaczego?
Kibice i mieszkańcy pozostają z pytaniami, na które oświadczenie klubu nie daje odpowiedzi. Czy zawodnicy faktycznie zbuntowali się w nocy z poniedziałku na wtorek? Czy prezes Przybysz w momencie spotkania z radnymi wiedziała już o nadchodzącej katastrofie? Jedno jest pewne: zaufanie do władz klubu zostało zrujnowane szybciej niż sportowa tabela.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.