Do naszej redakcji wpłynęło wiele wiadomości, maili oraz zgłoszeń na komunikatorze Messenger od zaniepokojonych rodziców. Z relacji dzieci wynika, że reakcje poszczególnych szkół różniły się od siebie w sposób rażący.
Od piwnic po wyższe piętra. Dzieci nie wiedziały, co się dzieje
Z przekazanych nam sygnałów wynika, że w sanockich szkołach brakowało jednolitego schematu działania. W części placówek zdecydowano o ewakuacji dzieci do piwnic, gdzie uczniowie spędzili około dwóch godzin w ciasnocie i niepewności, bez wyjaśnienia przyczyn alarmu.
W innych szkołach podejmowano decyzje całkowicie odmienne – uczniów zaprowadzano na wyższe kondygnacje budynków, co przy zagrożeniu z powietrza stoi w sprzeczności z podstawowymi zasadami bezpieczeństwa. Pojawiły się również przypadki, w których nie podjęto żadnych kroków ochronnych, tłumacząc to brakiem bezpośrednich zaleceń od władz miejskich.
Sytuacja wywołała silny stres i strach wśród najmłodszych. Rodzice podkreślają, że brak jasnych komunikatów ze strony dorosłych tylko potęgował panikę.
Niemy alarm? Mieszkańcy zgłaszają problem ze słyszalnością syren
Problem dotyczy jednak nie tylko samej reakcji w budynkach, ale również samego systemu ostrzegania. Na naszych profilach w mediach społecznościowych zapytaliśmy mieszkańców Sanoka, czy czwartkowy sygnał alarmowy był dobrze słyszalny w ich rejonie.
Odpowiedzi czytelników są niepokojące. Z relacji mieszkańców wynika, że w wielu dzielnicach i osiedlach miasta dźwięk syren był bardzo słaby, a w niektórych miejscach nie było go słychać w ogóle. Gdyby nie komunikaty przesyłane na telefony komórkowe, część osób mogłaby w ogóle nie dowiedzieć się o ogłoszonym stanie zagrożenia.
Kontrast z Rzeszowem i pytania o procedury
Mieszkańcy zwracają uwagę na znaczące różnice w podejściu do zagrożenia w innych częściach województwa. W Rzeszowie alert traktowano w pełni poważnie – sprawnie przeprowadzono ewakuacje szkół oraz instytucji publicznych, w tym Urzędu Marszałkowskiego, bez wywoływania paniki wśród najmłodszych.
W Sanoku chaos decyzyjny oraz problemy techniczne z powiadamianiem zmuszają do postawienia kluczowych pytań:
- Czy sanockie placówki oświatowe dysponują jednoznacznymi i spójnymi instrukcjami na wypadek Alertu RCB?
- Jak przebiegała komunikacja pomiędzy miejskimi służbami, urzędem miasta a dyrektorami szkół?
- Dlaczego w poszczególnych budynkach stosowano skrajnie odmienne metody działania – od ewakuacji do piwnic, przez brak reakcji, aż po wyprowadzanie dzieci na wyższe piętra?
- Jaki jest stan techniczny miejskiego systemu syren alarmowych i dlaczego sygnał nie dotarł do wszystkich mieszkańców Sanoka?
Dzieci potrzebują edukacji, a miasto jasnych informacji
Problem braku przygotowania dostrzegają nie tylko rodzice, ale i lokalni samorządowcy. Wiceprzewodnicząca Rady Miasta Sanoka Ewa Sieradzka przypomniała w mediach społecznościowych, że już dwa lata temu wnosiła o weryfikację stanu schronów, miejsc ukrycia oraz oznakowania dróg ewakuacyjnych w mieście.
Wskazuje, że obawy dzieci wynikają z niewiedzy, a regularne ćwiczenia oraz praktyczna edukacja w szkołach pozwoliłyby zastąpić strach opanowaniem i znajomością zasad. Dzieci powinny wiedzieć, jak reagować na sygnał alarmowy, dlaczego należy odsunąć się od okien i jak słuchać poleceń opiekunów.
Potrzebujemy również jasnej informacji dla mieszkańców Sanoka: gdzie znajdują się miejsca schronienia, jaki jest ich rzeczywisty stan i pojemność oraz dokąd mamy się udać, jeśli w pobliżu takiego miejsca nie ma. Potrzebujemy czytelnych procedur dla szkół, instytucji i mieszkańców. Bezpieczeństwo nie zaczyna się w chwili, gdy wyją syreny. Bezpieczeństwo zaczyna się dużo wcześniej ; od przygotowania, informacji i edukacji. Dwa lata temu o to pytałam. Dzisiaj pytają o to mieszkańcy
- podkresla Ewa Sieradzka.
Redakcja interweniuje. Zapytania trafiły do Urzędu Miasta i Kuratorium Oświaty
Mając na uwadze bezpieczeństwo dzieci oraz niepokój mieszkańców, nasza redakcja podjęła oficjalne działania. Skierowaliśmy oficjalne zapytania prasowe zarówno do Urzędu Miasta w Sanoku (oraz podległego mu Wydziału Edukacji), jak i do Kuratorium Oświaty.
Pytamy władze miejskie oraz organ nadzoru pedagogicznego m.in. o to:
- Jakie instrukcje przekazano dyrektorom szkół w trakcie trwania alarmu,
- Dlaczego procedury w poszczególnych budynkach tak rażąco się od siebie różniły,
- Czy Kuratorium Oświaty przeprowadzi kontrolę w sanockich placówkach w celu wyjaśnienia zaistniałego chaosu,
- Czy system syren alarmowych w mieście przejdzie weryfikację i modernizację,
- Czy w szkołach zostaną wprowadzone cykliczne, praktyczne ćwiczenia przygotowujące dzieci i nauczycieli do reagowania w sytuacjach kryzysowych.
Do sprawy powrócimy natychmiast po otrzymaniu oficjalnych stanowisk od Urzędu Miasta i Kuratorium.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.