reklama

Sanok: Sklep z duszą rodziny Hydzików. Poznaj historię słynnej Droguerji przy 3 Maja [ZDJĘCIA]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Sanok: Sklep z duszą rodziny Hydzików. Poznaj historię słynnej Droguerji przy 3 Maja [ZDJĘCIA] - Zdjęcie główne
Autor: Miranda Korzeniowska | Opis: Wszystko zaczęło się od Jana Hydzika, absolwenta farmacji na Uniwersytecie Lwowskim
Zobacz
galerię
39
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościW samym sercu Sanoka, pod numerem 7, znajduje się miejsce, które jest żywym pomostem między współczesnością a dawną Galicją. Historia kamienicy rodziny Hydzików to opowieść o pasji, kupieckiej rzetelności i niezwykłej architekturze, która przetrwała zaborców, dwie wojny światowe i czasy PRL-u. Dziś to jeden z najcenniejszych zabytków sanockiego handlu.
reklama

Od lwowskiego dyplomu do sanockiej kamienicy

Wszystko zaczęło się od Jana Hydzika, absolwenta farmacji na Uniwersytecie Lwowskim. Choć posiadał fachową wiedzę, w 1897 roku nie mógł otworzyć w Sanoku kolejnej apteki – dwie już istniejące wyczerpywały ówczesne limity. Jan otrzymał więc koncesję na prowadzenie drogerii.

Początkowo sklep mieścił się na końcu ulicy 3 Maja, jednak przełom lat 1909 i 1910 przyniósł wielką zmianę. Hydzik odkupił drewniany dom od niejakiego Zilbermana i przebudował go w murowaną kamienicę. Na parterze powstał kultowy sklep, a na piętrze mieszkania. Nad wejściem zawisł dumny szyld: „Mgr. Jan Hydzik. Droguerya i perfumerya – wina i wody mineralne”.

reklama

Benzyna, wina i pocztówki: Przedwojenny „multistore”

W czasach autonomii galicyjskiej i w dwudziestoleciu międzywojennym sklep Hydzików był lokalnym centrum zaopatrzenia. Można tu było kupić nie tylko medykamenty, ale także:

  • luksusowe wina i wody mineralne,
  • autorskie cukierki ślazowe i grylażowe,
  • chemię gospodarczą i naftę.

Co ciekawe, Jan Hydzik był człowiekiem wielu talentów – zajmował się również wydawaniem pocztówek. Po jego śmierci w 1931 roku stery przejęły żona Maria oraz córka Helena Czyż. W latach 30. budynek tętnił życiem – oprócz drogerii działało tu także biuro ogłoszeń. To właśnie z tego okresu pochodzi legenda o tankowaniu nielicznych wówczas samochodów benzyną z beczek wystawionych na podwórzu.

reklama

Skarb ukryty za drewnianą witryną

To, co najbardziej zachwyca turystów i mieszkańców, to fakt, że sklep Hydzików jest „rezerwatem” dawnego handlu. Fasada parteru oraz całe wyposażenie wnętrza – wykonane z ciemnego drewna – zachowały się w niemal nienaruszonym stanie do dziś.

W środku wciąż można podziwiać:

Dębowe lady i przeszklone witryny, które pamiętają czasy zaboru austriackiego.

Szafki z setkami szufladek, opatrzone oryginalnymi polskimi i łacińskimi napisami.

Zabytkową kasę „National”, która dumnie prezentuje się na kontuarze.

reklama

W 1972 roku budynek (wówczas pod adresem 22 Lipca 7) został wpisany do rejestru zabytków, a kilka lat później na jego fasadzie umieszczono tablicę informującą o wyjątkowej wartości obiektu.

Tradycja kontynuowana przez pokolenia

Dziś tradycję rodzinną w zabytkowych murach kontynuuje wnuk Jana, Romuald Czyż (syn Heleny). Sklep, działający pod nazwą „1001 Drobiazgów”, łączy w sobie historyczny klimat z nowoczesnym asortymentem, oferując m.in. ozdoby, zaproszenia ślubne i drożdże winiarskie.

Wizyta u Hydzików to coś więcej niż zakupy. To spotkanie z historią Sanoka, którą rodzina pielęgnuje od ponad 120 lat, dbając, by ten niezwykły „sklep z duszą” nigdy nie stracił swojego autentycznego blasku.

reklama

Słowo od autorki: Dlaczego warto tu „wdepnąć”?

Na koniec pozwolimy sobie na odrobinę prywaty. Pan Romuald Czyż, który dziś z uśmiechem wita gości w progach kamienicy, to człowiek niezwykle skromny i oddany rodzinnej tradycji. Sam żartuje, że w jego przypadku prowadzenie tego miejsca przeczy prawom ekonomii: zamiast wynosić utarg ze sklepu do domu, bywa dokładnie odwrotnie – to on dokłada do interesu, byle tylko zachować ten kawałek historii Sanoka dla nas wszystkich.




Dlatego mamy do Was małą prośbę. Gdy następnym razem będziecie spacerować ulicą 3 Maja, nie ograniczajcie się tylko do podziwiania elewacji. Wdepnijcie do środka. Kupcie fajną spinkę do włosów, drożdże winiarskie albo pamiątkową widokówkę.

Dla nas to drobny wydatek rzędu kilku złotych, a dla Pana Romualda i tego „sklepu z duszą” to realne wsparcie, dzięki któremu te dębowe lady i zabytkowe szufladki będą cieszyć oko kolejnych pokoleń sanoczan. Warto pomagać miejscom, które tworzą tożsamość naszego miasta.

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo