Reklama

Reklama

Niedziela WIELKICH serc i wielkich wzruszeń. Sanok zebrał ponad 50 tys. złotych dla Bartusia! [ZDJĘCIA+WIDEO]

Opublikowano: 26 lipca 2021 19:00
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Ta niedziela była niezwykła pod wieloma względami. Po pierwsze czas, w jakim piknik został zorganizowany to czysty sprint, inicjatywa zupełnie oddolna, spontaniczna łącząca ludzi, którzy na co dzień nie spotykają się na ulicy, w tym wypadku w większości nieznający się wcale w realu. Droga, przez jaką przeszły te przygotowania to prawdziwa lekcja miłości i pokory.

Rodzinny Piknik Charytatywny Ku Pamięci Kubusia - ku pamięci...ku gwiazdom...ku życiu...bo dla Bartusia - tak pięknie napisała Angela Gaber zapraszając wszystkich na piknik. Długo myślałam kogo poprosić o spisanie tej historii. Jednak tak naprawdę jak to się zaczęło, wiem tylko ja. 

Wszystko zaczęło się od jednego telefonu

O akcjach pomocowych i zbiórce dla Kubusia na łamach naszego portalu pisaliśmy wielokrotnie. Jednak nie każdy w Sanoku wiedział, że tatusiem maluszka jest Sanoczanin. Pojawiały się często nazwy wydarzeń "Pomóżmy Kubusiowi z Bliznego", bo to tam się wszystko zaczęło. To tam ludzie jako pierwsi dwoili się i troili, aby ze wszech miar pomóc rodzinie Zwierzchowskich. Jednak żadna rejonizacja nie powinna wchodzić w grę gdy na szali jest życie dziecka. Sanok się również zmobilizował. 
 
Gdy byłam na szkoleniu w Mielcu, zadzwoniła do mnie przyjaciółka z dzieciństwa, Aneta. Powiedziała, że trzeba coś zrobić, by zrzutka ruszyła "z kopyta", bo kwota do zebrania jest ogromna. - Trzeba zrobić coś, co wywoła szum i ożywi zbiórkę. Od razu dodała, że ona nie wie co, ale jest przekonana, że ja coś wymyślę. Jeśli nie ty to kto? - skwitowała krótko. Zmęczona po całym dniu położyłam się spać, a że noc była gorąca, to nie mogłam długo zasnąć. Słowa przyjaciółki kołatały mi w głowie. Dziecko potrzebowało natychmiastowej pomocy, trzeba coś wymyślić i to "na wczoraj".

Rano gdy piłam kawę i szykowałam się do kolejnego dnia szkolenia, bez przerwy w głowie układałam plan, skreślając raz po raz pojawiające się pomysły. Uderzę do ogólnopolskich mediów, dam znać znajomym, namówię jakiegoś celebrytę na nagranie apelu...ściągnę celebrytę do Sanoka...albo gwiazdę, albo kilka gwiazd... Wiem! Zrobię piknik i połączę wszystko w jednym. Taki duży, jakiego jeszcze tutaj nie było! 

 

Pierwsze kroki

Nerwowo patrzyłam na zegarek pod koniec wykładów. Chciałam wracać do domu i natychmiast przystąpić do działania. Długa podróż samochodem, skwar lejący się z nieba nie umilały podróży. Musiałam się czymś zająć, aby szybciej zleciało. Tak! Rozpocznę już teraz tutaj w drodze. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer telefonu do Pana Jerzego Ginalskiego, dyrektora sanockiego Skansenu. Rozmowa była bardzo krótka i rzeczowa. Potrzebuję zorganizować pilnie piknik dla chorego dziecka u Pana w Skansenie.  - Pilnie? To na kiedy?
Na następną niedzielę, bo dzisiaj czwartek do tej już nie zdążę. Super 25 lipca zatem ustalone!

Miejsce mam, co teraz? Koniecznie kontakt z rodzicami maluszka. Aneta wysłała mi po naszej rozmowie numer telefonu do Mariusza, taty Kubusia. Dzwonię i na szybko przedstawiam plan działania, który w głowie z minuty na minutę się rozrasta. Mam zielone światło! Mariusz dał mi namiary do kobiety, która była upoważniona w ich imieniu do działania na naszym terenie, Ewy Miciak. Nie czekając, zadzwoniłam i kompletnie nakręcona zaczęłam opowiadać swój plan. Ewka była chyba trochę w szoku i nie wiem, czy nie wzięła mnie za szaleńca. Taki był początek tego całego "wariactwa" jakim było przygotowanie pikniku. Usiadłam wieczorem na hamaku i pomyślałam, że powinnam to ogłosić wszystkim - Będzie wielki charytatywny piknik rodzinny w Sanoku!


Jedno serce otworzyło lawinę serc

Na drugi dzień zaczęła dziać się magia. Po moim ogłoszeniu o pikniku na Facebooku zaczęli do mnie pisać i dzwonić ludzie, którzy chcieliby się do tego przedsięwzięcia przyłączyć. Jeden polecał drugiego, a tamten polecał następnego. Lawina dobra ruszyła i rozpędzała się coraz szybciej.
Nie zawiedli mnie również przyjaciele, tacy sprawdzeni już od "czynienia dobra": Gabrysia, Beata, Julita, Artur, Grzesiu i Damian. Bardzo szybko ta lista się powiększyła o kilka kolejnych osób, których na stałe już dopisuję do mojego serca: Ewa, Marta, Emil, Michał, Adam, Krzysztof i Przemek. Życie w biegu i łączenie przygotowań z pracą zawodową i obowiązkami domowymi było momentami graniczące z cudem. Gdyby nie Ci ludzie z pewnością nie dałabym rady! To oni przez prawie dwa tygodnie dołączyli do mojej rodziny, to od nich odbierałam codziennie setki telefonów z "meldunkami" mamy to, mamy tamto. Dodawaliśmy sobie nawzajem sił i wspieraliśmy się we wszystkim. Nie mogę tutaj pominąć moich dwóch synów, którzy dzielnie znosili moje nerwowe i zabiegane dni, moje okrzyki radości i psioczenie czasami. Napiszę to tutaj Kocham Was wszystkich moja wielka Rodzino i dziękuję, że jesteście!

Normalne rzeczy robimy od ręki na cuda trzeba poczekać 10 dni 

Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że jakby samoistnie zawiązał się sztab ludzi czyniących dobro. Każdy, kto oferował coś od siebie, po którymś telefonie z rzędu kwitował, że chce zostać z nami w razie potrzeby kolejnej imprezy charytatywnej. Cuda, bo inaczej nie mogę tego nazwać były z nami od początku do samego końca. Atrakcje, jedzenie, nagłośnienie, zespoły, fanty na licytacje odhaczałam i goniliśmy dalej. W pewnym momencie musieliśmy stopować to wszystko, bo inaczej dwa stadiony narodowe byłyby za małe. Przeżyliśmy coś niewyobrażalnego i nie zapomnimy tego do końca życia - myślę, że mogę to powiedzieć za cały nasz sztab pozytywnych szaleńców. Celowo używam tu słów: szaleńcy, wariactwo - tak wielokrotnie nas w żartach nazywano, bo któż inny jak nie szaleńcy przygotowałby to wszystko w 10 dni? Tylko cudownie i pozytywnie szaleni ludzie.


Nasz świat na chwilę się zatrzymał

Jak grom z jasnego nieba spadła na nas wiadomość o śmierci Kubusia. Wszyscy zastygliśmy w miejscu. Tak jak razem cieszyliśmy się z każdej załatwionej rzeczy tak razem płakaliśmy. Nie wiedzieliśmy co dalej, nie umieliśmy się nawet między sobą odezwać...Ciszę przerwał telefon od Mariusza, taty Kubusia, który na następny dzień przekazał nam decyzję swoją i żony: Działajcie dalej, nie można tego zmarnować, bo jest wiele dzieci do uratowania. Obiecaliśmy to naszemu Kubusiowi. Łzy same popłynęły po policzkach. Jednocześnie te słowa dźwignęły nas z otchłani i dały nowe siły, myślę, że jeszcze większe niż na początku, by dokończyć to, co było już na finiszu. Z Arturem na szybko wprowadziłam zmiany na plakacie i odświeżyliśmy wydarzenie, bo już wiedzieliśmy, że "gramy" dla Bartusia, zgodnie z decyzją rodziców Kubusia.

 

Najtrudniejsza życiowa rola

Można by było napisać książkę o pospolitym ruszeniu, o miłości, o podnoszeniu się z upadku, z głębokiej czarnej otchłani, ale powiem krótko: to była dla nas niezwykła lekcja, najtrudniejsza z tych najbardziej trudnych. Społeczeństwo i artyści bardzo dobrze przyjęli decyzję Mariusza i Krysi Zwierzchowskich i zrozumieli jej głębszy przekaz. Nie można zamykać serc w rejonach. To wcale nie jest ważne, w której części Polski dziecko potrzebuje wsparcia. SANok czy SANdomierz - zobczcie gdy się spojrzy inaczej, to nawet da się to połączyć. Najważniejszym spoiwem jednak jest miłość, która nigdy nie powinna mieć granic! 


Gwiazdami tego dnia byli ludzie, którzy napełniali puszki po brzegi

Nie będę opisywać pikniku, bo wydaje mi się, że wszyscy Sanoczanie tam byli w niedzielę, a kto nie był, niech żałuje. Działo się od samego początku do samego końca. Ludzie nie zawiedli! Puszki napełniały się po brzegi w tak szybkim tempie, że nie mogliśmy uwierzyć. Rodzice Bartusia do dzisiaj nie wierzą w to co tam się wydarzyło. Stali koło nas i przecierali oczy ze zdumienia. Chcę podkreślić raz jeszcze, to co powiedziałam ze sceny:



Dziękujemy za to, że tam z nami byliście, że otworzyliście swoje serca i portfele, bo bez Was wszystkich najlepsi magikowie na scenie by tego nie dokonali.

ZEBRALIŚMY PODCZAS PIKNIKU 50 TYS. 200 ZŁOTYCH ! ! !

Dokładnie: 50 200, 00 zł + 10 euro + 20 funtów (wszystkie grosze zostały wrzucone na tzw. górę grosza, która zbierają na pamiątkę rodzice Bartusia. Z tej kwoty z samych licytacji ze sceny udało się zebrać rekordową kwotę: 12330,00 zł ! 

Chapeau bas dla wszystkich Artystów,
którzy okazali OGROMNE serca
i wystąpili charytatywnie na naszym pikniku!

Ogromnie dziękujemy naszym "dobrym duchom" tego przedsięwzięcia:

  • Panu Jerzemu Ginalskiemu, dyrektorowi Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku
  • Zastępcy burmistrza Panu Arturowi Kondratowi
  • Staroście sanockiemu Panu Stanisławowi Chęciowi
  • Komendzie Powiatowej Policji w Sanoku
  • Bieszczadzkiemu Pogotowiu Ratunkowemu w Sanoku
  • OSP Olchowce, OSP Niebieszczany i OSP Pielnia
  • Drukarnia Grupa Plus 
  • Wszystkim Kołom Gospodyń Wiejskich
  • Panu Przemkowi z Pszemkovsky Garage 
  • 21 Brygadzie Strzelców Podhalańskich im. Mieczysława Boruty-Spiechowicza
  • Panu Maciejowi Pietryce i firmie M-ubezpieczenia
  • Panu Andrzejowi Skulichowi z firmy San Glass Sanok
  • Pani Kamili z Domu Turysty
  • Centrum Medycznemu Konsylium w Sanoku
  • Zakręconym Animacjom i Urwis Szamie
  • Hotel Nafta Krosno
  • Panu Andrzejowi Orłowskiemu - Lody u Orłosia
  • Firmie Trans Serwis Robert Pytlowany
  • Pani Gabrieli Zajonc - Karczmy w Skansenie
  • Stowarzyszeniu Cywilnych Zespołów Ratowniczych z psami



Tak jak obiecaliśmy na scenie, to był pierwszy taki piknik z inicjatywy oddolnej, ale nie ostatni! Widzimy się za rok i mamy nadzieję, że pobijemy tegoroczny rekord w zbiórce! 

JESTEŚCIE WSZYSCY WSPANIALI BEZ WYJĄTKU!

Poniżej zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć z tego dnia cudów:

GALERIA 1

GALERIA 2 

GALERIA 3

GALERIA 4

GALERIA 5

GALERIA 6

GALERIA 7 

GALERIA 8

 

 



 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 2 miesiące temu | ocena +0 / -0

    Ania

    Brawo i wielkie DZIĘKUJĘ dla Sanoka ! Wprawdzie nie pomogliśmy Kubusiowi, ale Bartuś ciągle liczy na nasze DOBRO. P.S. Co do "rejonizacji" - to jak wspomniała Mama Kubusia, to tutaj się wszystko zaczęło, w Bliznem - od Nas wypłynęła ta DOBROĆ, która ogarnęła całą gminę, powiat, województwo i świat. OSP Blizne, zbiórka pod Kościołem, angaż w licytacje... i dwa baaardzo duże pikniki... to tylko oficjalne zbiórki, ale wiem, każdy z mieszkańców oddał o wiele więcej by pomóc tylko Synkowi naszej Krysi. Szkoda tylko, że czasu było tak mało...