Nie wyglądało groźnie. Do czasu
Do zdarzenia doszło dzisiaj, 12 stycznia, nad Sanem w Sanoku. Kobieta spacerująca wzdłuż rzeki zauważyła na lodzie przy brzegu czarny obiekt. Początkowo sądziła, że to śmieci pozostawione przez kogoś nad wodą.
Po chwili zobaczyła jednak ruch. Gdy podeszła bliżej, okazało się, że na lodzie znajduje się duży czarny ptak - kormoran. Zwierzę było unieruchomione i nie było w stanie samodzielnie się wydostać.
Mieszkanka Sanoka nie przeszła obojętnie. Zadzwoniła na straż miejską.
Na miejsce przyjechały służby. Liczyła się każda minuta
Funkcjonariusze straży miejskiej pojawili się po krótkim czasie. Po rozpoznaniu sytuacji poinformowali straż pożarną. Na miejsce skierowano zastęp z Państwowej Straży Pożarnej w Sanoku.
Strażacy przystąpili do działań ratunkowych. Jak ustalono, skrzydło ptaka było przymarznięte do lodu. Aby uwolnić zwierzę, wycięli kormorana wraz z kawałkiem lodu, do którego było przytwierdzone skrzydło.
Folia NRC i osłona od świateł. Strażacy ogrzewali ptaka do przyjazdu wolontariuszki
Po uwolnieniu zwierzę wymagało natychmiastowego zabezpieczenia. Strażacy poinformowali o sytuacji panią Anetę Zaleską ze Społecznego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Sanoku.
W czasie oczekiwania na jej przyjazd kormoran został okryty folią NRC, aby ograniczyć wychłodzenie. Strażacy osłonili go również od świateł, by ptak nie stresował się dodatkowo.
Tak zabezpieczone zwierzę pozostawało pod opieką ratowników aż do momentu przyjazdu wolontariuszki.
Kormoran trafił do lecznicy w Sanoku. „Skrzydła nie da się uratować”
Pani Aneta Zaleska zabrała kormorana i przewiozła go do lecznicy Sanwet w Sanoku. Tam skrzydło zostało zaopatrzone, a ptak otrzymał leki przeciwbólowe.
Jak przekazała nam pani Aneta ze stowarzyszenia, obrażenia są bardzo poważne. Skrzydła nie da się uratować - według informacji wisi ono jedynie na fragmencie skóry. Ptak, próbując się uwolnić, miał doprowadzić do całkowitego uszkodzenia skrzydła.
Co dalej z uratowanym ptakiem? „Może potrzebować ptasiego hospicjum”
W rozmowie z nami pani Aneta poinformowała, że jeśli zwierzę przeżyje do rana, podejmowane będą próby kontaktu z lecznicą Ada w Przemyślu.
Niestety wszystko wskazuje na to, że kormoran już nigdy nie odzyska sprawności. Bez jednego skrzydła nie poradzi sobie w naturze - nie będzie w stanie latać i samodzielnie zdobywać pożywienia. W takiej sytuacji konieczne będzie zapewnienie mu bezpiecznego miejsca i opieki, czyli godnego życia w ptasim hospicjum.
Podziękowania dla strażaków z PSP Sanok. „Empatyczni i bardzo mili”
Pani Aneta Zaleska poprosiła, aby za naszym pośrednictwem podziękować strażakom z Państwowej Straży Pożarnej w Sanoku. Jak podkreśliła, druhowie wykazali się dużą empatią, cierpliwością i zaangażowaniem.
Nie tylko uwolnili ptaka z lodu, ale też zadbali o niego do samego końca akcji, czekając na przyjazd wolontariuszki i zabezpieczając zwierzę przed wychłodzeniem oraz stresem.
My również przyłączamy się do tych podziękowań. Trzymamy kciuki, by mimo dzisiejszego dramatu kormoranowi udało się przeżyć i otrzymać dalszą pomoc.
Kormoran czarny - co to za ptak i dlaczego pojawił się nad Sanem?
Kormoran czarny to duży ptak wodny o ciemnym upierzeniu, którego często można spotkać w pobliżu rzek, jezior i zbiorników wodnych. Jest charakterystyczny m.in. ze względu na sylwetkę, długą szyję i sposób poruszania się przy wodzie.
W Sanoku został zauważony przy brzegu Sanu - w miejscu, gdzie zimą pojawia się lód, a warunki potrafią być trudne dla dzikich zwierząt. Dzisiejsza sytuacja pokazuje, że nawet nad rzeką w mieście może dojść do dramatycznych zdarzeń, w których kluczowa jest szybka reakcja świadków oraz współpraca służb i organizacji pomagających zwierzętom.
Reakcja mieszkanki i służb uratowała ptaka przed gorszym scenariuszem
Gdyby kobieta, która zauważyła kormorana, zignorowała sytuację, ptak mógł nie doczekać pomocy. Tym razem zadziałało wszystko: czujność mieszkanki Sanoka, szybka interwencja straży miejskiej, sprawna akcja PSP oraz natychmiastowe wsparcie Społecznego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
To jedna z tych historii, które pokazują, że czasem wystarczy jeden telefon, by realnie uratować życie - nawet jeśli chodzi o dzikiego ptaka przymarzniętego do lodu nad Sanem.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.