Reklama

Reklama

Kamienie zamiast ryb - dlaczego w Sanie nie można nic złowić ? 

Opublikowano: ndz, 8 lip 2018 11:00
Autor:

Kamienie zamiast ryb - dlaczego w Sanie nie można nic złowić ?  - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Rozmowa z Ryszardem Rygliszynem, prezesem Bieszczadzkiego Okręgu Ligi Ochrony Przyrody i komendantem Społecznej Straży Rybackiej w Sanoku.

Reklama

Populacja ryb w naszych rzekach w przeciągu zaledwie 40 lat zmalała o 70%. Zarybienia, które wykonuje Polski Związek Wędkarski są niewystarczające. Jakie są powody takiej sytuacji?

Kiedyś rzeka i jej dopływy: Osława, Hoczewka, Sanoczek, czy Potok Tyrawski miały więcej wody. Brak wody, glony i muł przyczyniają się do zubożenia rybostanu. Nasze rzeki wypłycają się. Nigdy wcześniej na Sanie tak się nie działo. Widać to dobrze na tarliskach świnki i brzany w Osławie, czy na tarliskach pstrąga potokowego, lipienia, głowacicy czy innych gatunków ryb, które mają miejsce w dopływach Sanu. Kiedyś w tych rzekach i potokach tętniło życie. Pomimo licznego kłusownictwa ryb było bardzo dużo, a teraz tarliska występują sporadycznie i ryb jest jak na lekarstwo.

 
To chyba nie jedyne powody takiego stanu rzeczy...
 
To prawda. Mamy oczyszczalnie w Sanoku i Lesku, ale nie wszystkie ścieki, głównie chemiczne, udaje się oczyścić. Każdy z nas używa pralek, zmywarek, różnego rodzaju środków chemicznych, których nie da się zniwelować. Łatwo zauważyć, że poniżej oczyszczalni rzeka pieni się jak płyn do mycia naczyń. Jest to podparte wynikami badań, które przeprowadza Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Dawniej kiedy funkcjonowały zakłady mięsne w Sanoku, kiedy rzeźnia odprowadzała wszystkie ścieki do Sanu, a mleczarnia nadmiar maślanki, ryb nie brakowało. To były ścieki organiczne, które stanowiły żerowisko. Teraz nasza rzeka zaznaczana jest na czerwono. Należymy do czwartej kategorii, jeśli chodzi o chemiczne skażenie rzeki. Świadczą o tym tablice umieszczone na brzegach Sanu w naszym mieście, które zakazują kąpieli, bo może to grozić wieloma chorobami.


Skąd takie zanieczyszczenie?
 

W naszym regionie sporo wiosek nie jest skanalizowanych. Nie mają swoich oczyszczalni. Nie wszystkie ścieki są pompowane ze szamb i odprowadzane do oczyszczalni. Jestem prezesem Okręgu Bieszczadzkiego LOP, więc całe Bieszczady przynależą do nas. Wiąże się z tym problem Jeziora Solińskiego, które bardzo się zmieniło i nadal zmienia. Wystarczy pojechać do Wołkowyi czy Polańczyka, żeby zobaczyć jak akwen zarasta i ile pojawia się glonów. Rozwojowi glonów sprzyjają zanieczyszczenia. Większość domków letniskowych i domów nie ma oczyszczalni. Problem tkwi też w tym, że na Solinie znajdują się przyczepy kempingowe. Zawartość ich toalet nie jest wywożona z powrotem do miasta, do oczyszczalni. Zazwyczaj trafia ona do lasu, a potem spływa z deszczem do rzeki i jeziora. Podobnie jest z jachtami  na jeziorze. W większych jachtach są już toalety, ale ich właściciele nie zabierają ścieków ze sobą. Wszystko trafia do akwenu. To dowód na to, że cywilizacja i turystyka nie wpływają dobrze na nasze środowisko.
 

Ryb w Sanie jest coraz mniej. Jakie gatunki zanikają w naszej rzece?

Są to np. pstrąg potokowy, szczupak, świnka, brzana, kleń, leszcz, płoć, certa a nawet okoń. Kiedyś wędkarze z Polski i świata przyjeżdżali wędkować w naszym regionie. Teraz takich osób jest coraz mniej, bo nie mają, co łowić. Z roku na rok wędkarzy ubywa.

Cała rozmowa z Ryszardem Rygliszynem w Korso Gazeta Sanocka.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 3 lata temu | ocena +1 / -1

    koks

    Kiedys z dzieckiem pojechalem w odludne miejsce na Sanie. W wodzie stalo trzech panow z wedkami , na brzegu ich samochod , obok ktorego dymila sie prowizoryczna wedzarnia. Od miejscowych dowiedzialem sie ze ci panowie sa tam juz prawie tydzien. Jak myslicie , czy wedzili tylko przydzialowe i wymiarowe ryby? Wszystko zgodnie z prawem, karty wedkarskie napewno mieli.