RE-PLAST UNIA OŚWIĘCIM – TEXOM STS SANOK 6-3 (2-0, 4-2, 0-1)
1-0 Kamil Sadłocha-Christopher Liljewall-Carl Ackered (8.51, 5/3)
2-0 Andreas Soderberg-Ville Heikkinen-Henry Karjalainen (12.16)
2-1 Karol Biłas-Bartosz Florczak-Mychajło Kowalczuk (21.13, 5/4)
2-2 Lauri Huhdanpaa-Jakub Bukowski-Kacper Niemczyk (22.21)
3-2 Krystian Dziubiński (24.12)
4-2 Ville Heikkinen-Hampus Olsson (26.03)
5-2 Marcin Kolusz-Erik Ahopelto-Henry Karjalainen (33.23, 5/4)
6-2 Marcin Kolusz-Erik Ahopelto-Henry Karjalainen (34.41, 5/4)
6-3 Jakub Bukowski-Lauri Huhdanpaa (55.38, 4/5)
RE-PLAST UNIA: Lundin – Soderberg, Ackered; Kusak, Ahopelto, Sadłocha – Vertanen, Diukow; H. Olsson, Heikkinen, Karjalainen – M. Noworyta, Wajda; Kolusz, Dziubiński, Liljewall – Bezuska, Prusak; Krzemień, Łukawski.
TEXOM STS: Świderski – Hrużek, Biłas; J. Bukowski, Huhdanpaa, K. Bukowski – D. Musioł, Tamminen; Dulęba, Strzyżowski, Kowalczuk – Koczera, Florczak; Ginda, Sienkiewicz, Fus – Niemczyk, Czopor; Stetson, Melnyk, Bryzgałow.
SĘDZIOWIE: Patryk Pyrskała, Paweł Breske (główni), Dawid Kubiszewski, Mateusz Kucharewicz (liniowi).
KARY: 6-12 minut. WIDZÓW: 1.100.
W mocno przetrzebionym składzie, ale bez strachu w oczach, przystąpili sanoczanie do meczu z Unią, a nawet z nadzieją, że uda się im zmazać plamę po blamażu w ostatnim meczu z Zagłębiem (2-11 w Sanoku). Od początku inicjatywę przejęli gospodarze, a formę pierwszego bramkarza STS, po odejściu Salamy, Świderskiego, sprawdzali: Sadłocha (4 min), Kusak i Olsson (5 min). We wszystkich przypadkach „Świder” bronił niczym stary wyjadacz. W 6 min. po raz pierwszy zakotłowało się pod bramką Lundina. Po strzale Tamminena, krążek był bliski przekroczenia linii bramkowej, ostatecznie jednak został wybity. Minutę później mocno strzelił Florczak, ale trafił prosto w bramkarza Unii. W 8 min. zapachniało bramką dla gospodarzy. Świetnie najechał z boku Ahopelto, uderzył, lecz fantastycznie interweniował Świderski. Zaraz po tym popisał się on kolejną bardzo dobrą obroną, nie dając się zaskoczyć Karjalainenowi.
W kolejnym ataku gospodarzy (7.42 min) Świderski podciął Karalainena, za co zespół gości otrzymał 2-min. karę. Niespełna minutę później (8.26 min) na ławkę kar dał się posadzić Tamminen, bezmyślnie faulując rywala. Efekt był łatwy do przewidzenia. W 8.51 min, gospodarze grając w podwójnej przewadze otworzyli wynik meczu. Stało się tak za sprawą idealnego rozegrania krążka, zakończonego podaniem Liljewalla wzdłuż bramki, prosto na kij Sadłochy, który dopełnił formalności. W 12.16 min. Unia podwyższyła prowadzenie na 2-0. Gol był popisem dużych umiejętności strzeleckich obrońcy Soderberga, który mocnym strzałem z nadgarstka, oddanym z okolic lewego bulika, trafił idealnie przy bliższym słupku bramki gości.
Poderwali się sanoczanie, ale nawet gdy grali w przewadze (13.14 min - Łukowski) nie potrafili przebić się przez grających wysokim pressingiem gospodarzy. W 16 min. Unia powinna była prowadzić 3-0, ale będąc w idealnej sytuacji Sadłocha strzelił nad poprzeczką. W 18.57 min. 4-minutową karę otrzymał jeden z hokeistów Unii, co zachęciło gości do śmielszych ataków. W 20 min. byli bliscy zdobycia honorowego gola. Krążek uderzony przez Florczaka, po rykoszecie, odbił się od poprzeczki, ale minął bramkę.
Postraszyli Unię, ale ta szybko pokazała kto tu rządzi!
II tercję sanoczanie zaczęli mając blisko 3 minuty gry w przewadze. Już w 21.13 min. spod niebieskiej mocno przymierzył Florczak, a krążek sprytnie przekierował do bramki Unii Biłas. Gol na 2-1 jakby zszokował nieco pewnych swego gospodarzy. Ich zdziwienie było jeszcze większe, gdy 1 min i 8 sek. później sanoczanie wyrównali wynik spotkania. Świetne podanie wykonał Kuba Bukowski, prosto na kij Huhdanpy, który mocnym uderzeniem po lodzie w sam róg bramki pokonał Lundina. Gospodarze błyskawicznie chcieli odrobić stratę i sztuka ta udała się im już po 1,5 minuty. Zawdzięczają to Dziubińskiemu, który objechał sanocką bramkę i udało mu się wcisnąć krążek tuż przy samym słupku bramki Świderskiego.
Takie bramki bardzo bolą drużyny, które je tracą, uskrzydlają te, które je zdobywają. W 26.03 min. gospodarze rozegrali świetną dwójkową akcję, w której do krążka posłanego przez Olssona na szybkości dojechał Heikkinen, nie dając szans Świderskiemu na obronę. Gol sprawił, że gospodarze wyraźnie się rozluźnili, konstruując coraz groźniejsze akcje. Niestety, pomogli im w tym rywale. W 32.05 min. za atak kijem trzymanym oburącz ukarany został Strzyżowski, który swój gniew nałożeniem kary uzewnętrznił uderzając rywala. Natychmiast interweniował u sędziów kapitan Unii Dziubiński, którzy dołożyli krewkiemu hokeiście z Sanoka drugie 2 minuty za ostrość w grze. Skończyło się dla drużyny gości fatalnie.
W 33.23 min. Kolusz, z podania Ahopelto, podwyższył wynik na 5-2, a minutę później ten sam zawodnik strzelił kolejną bramkę, dobijając krążek z najbliższej odległości, po odbiciu się go od rękawicy Świderskiego. Oczywiście, obydwa gole można by zapisać na konto Strzyżowskiego. Kontynuując dobrą passę unici w 39 min. powinni prowadzić już 7-2, jednak tak się nie stało dzięki znakomitej interwencji bramkarza STS-u po strzale Heikkinena z nadgarstka. Tercja 4-2 dla gospodarzy w zasadzie przesądziła o losach meczu. A gdyby nie pechowa bramka „od zakrystii”, gdyby nie dwa gole stracone podczas gry w osłabieniu, różnie to mogłoby być. A tak tercja zdecydowanie dla Unii.
Do końca walczyli, wygrywając nawet tercję!
Można było spodziewać się scenariusza, iż Unia, zakosztowawszy smaku zdobywanych bramek, zepchnie rywala do desperackiej obrony, chcąc „zrobić” wynik. Tak się jednak nie stało. Sanoczanie bowiem zaczęli dobrze się bronić, czyniąc to już w środkowej części lodowiska. Częściej też kontrowali przeciwnika. W 46 min. uciekł obrońcom Unii Krzysztof Bukowski, jednak w ostatnim ułamku sekundy udało się Vertanenowi zablokować jego uderzenie. W 51 min. na ławce kar wylądował Bryzgałow i grę w przewadze chcieli zwieńczyć golem biało-niebiescy.
Nie dopuścił do tego Świderski, który znakomicie schwycił krążek do raka po strzale Vertanena, aby po chwili udaremnić Dziubińskiemu strzelenie drugiego gola „od zakrystii”. W 55 min. na ławkę kar powędrował kolejny zawodnik STS-u, tym razem Krzysztof Bukowski. Gdy gospodarze przystąpili do budowania kolejnej akcji ofensywnej, przechwycił krążek w środkowej strefie lodowiska Kuba Bukowski i pojechał sam na sam z Lundinem. Pojedynek ten zakończył „po profesorsku”, pokonując bramkarza Unii. W 57 min. bliski zdobycia kolejnego gola dla gości był Stetson, ale w ostatnim momencie uratował sytuację Lundin. I wreszcie 60 minuta. W świetnej sytuacji znalazł się Olssen, ale nie popisał się, oddając z bliska niecelny strzał.
6-3 dla Unii w meczu z STS-em na jej lodowisku. Można by powiedzieć „całkiem nieźle”. Bo było całkiem nieźle. Sanoczanie ambitnie walczyli, bardzo dobry występ zanotował Świderski. Mimo przepuszczenia 6 bramek, był najlepszym zawodnikiem drużyny gości. Gdyby nie te cholerne, niepotrzebne kary, byłoby jeszcze lepiej. A gdyby tak w pierwszej i drugiej tercji goście zagrali tak mądrze w defensywie jak w trzeciej, to naprawdę mogłoby być ciekawie. No cóż, gramy dalej. W niedzielę kolejny bardzo ciężki mecz w Katowicach, z GKS-em. Trzymajmy kciuki!
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.