Gdyby w 55 min. Marek Strzyżowski trafił do siatki, a nie w poprzeczkę, jeszcze wszystko było możliwe. W końcówce goście wycofali bramkarza, ale nie skończyło się to powodzeniem, lecz utratą siódmej bramki. Ogromna dramaturgia i odważna gra sanoczan, którzy podjęli walkę o zwycięstwo, mimo braku w składzie: Karnasa, K. Bukowskiego, Filipka, Rockiego i J. Musioła.
COMARCH CRACOVIA – TEXOM STS 7-4 (2-1, 4-1, 1-2)
1-0 Tim Wahlgren (2.43, z rzutu karnego)
1-1 Lauri Huhdanpaa-Filip Sienkiewicz (13.46, 4/5)
2-1 Anton Brandhammar-Johan Lundgren-Tim Wahlgren (15.14, 5/3)
3-1 Szymon Bieniek-Damian Kapica (25.19)
3-2 Jakub Bukowski-Lauri Huhdanpaa-Karol Biłas (29.40, 5/3)
4-2 Szymon Marzec-Oliver Olsson- Jauhienij Kamienieu (33.22)
5-2 Sebastian Brynkus-Mateusz Bezwiński (33.38)
6-2 Fabian Kapica-Karol Sterbenz (34.16)
6-3 Karol Biłas-Marek Strzyżowski-Bartosz Florczak (42.58)
6-4 Lauri Huhdanpaa (45.44)
7-4 Dominik Jarosz-Oliver Olsson (57.48, do pustej)
COMARCH CRACOVIA: Salama – Brandhammar, Kruczek; Lundgren, Wahlgren, D. Kapica – Bieniek, Wanacki; Brynkus, Bezwiński, Mocarski – Jaśkiewicz, Kamienieu; Jarosz, Olsson, Marzec – Tynka, Kapa; Sterbenz, F. Kapica, Ślusarski.
TEXOM STS: Świderski – Hrużek, Biłas; J. Bukowski, Huhdanpaa – D. Musioł, Tamminen; Sienkiewicz, Strzyżowski, Kowalczuk – Niemczyk, Florczak; Czopor, Bryzgałow, Dobosz – Stetson, Koczera; Dulęba, Ginda, Fus.
SĘDZIOWIE: Krzysztof Kozłowski-Wojciech Wrycza (główni), Micha Kret, Grzegorz Cytawa (liniowi). KARY: 14-12 minut. WIDZÓW: 1.300.
Pojechali z nadzieją, że spróbują sprawić niespodziankę, a mimo to mecz rozpoczął się dla nich fatalnie. Mimo, że od 2.24 min. grali w przewadze (ukarany Bieniek), uciekł z kontrą Wahlgren, stając oko w oko z Świderskim. Próbował ratować sytuację Sienkiewicz, ale zrobił to faulując, co skończyło się rzutem karnym, wykorzystanym przez poszkodowanego. Zaczęła się walka. Na pięści powalczyli Fus z Jaśkiewiczem, za co obydwaj zostali odesłani na ławkę kar. Ruszyli do boju krakowianie. W 7 min. mocno przymierzył F. Kapica, wyłapał krążek Świderski.
Chwilę po nim z niebieskiej huknął Kruczek, ale bramkarz STS-u parkanem zdołał wybić gumę. W 9 min, po fatalnej stracie krążka przez J. Bukowskiego, pojechał sam na sam Lundgren, ale przegrał pojedynek ze „Świdrem”. W 13.13 min. do boksu kar zjechał Niemczyk (spowodowanie upadku, niepotrzebne) i były obawy, że może być ciężko. Tymczasem to sanoczanie wyskoczyli z kontrą. W 14 min. Sienkiewicz idealnie obsłużył Huhdanpę, a ten, stając oko w oko z Salamą, cudownie znalazł dziurę między parkanami bramkarza „Pasów” i tam właśnie posłał krążek. Jeszcze Niemczyk przebywał na karze, gdy w 15 min. dołączył do niego Huhdanpaa (uderzanie kijem, bezsensowne). W ostatniej sekundzie kary Niemczyka gospodarze, grając 5 na 3, zdobyli bramkę, która dała im prowadzenie. Atomowe uderzenie z koła bulikowego obrońcy Brandhammara było nie do obrony.
Szalone 54 sekundy, w których goście stracili trzy bramki
Druga odsłona zaczęła się od kary D. Kapicy (20.08), ale w okresie gry w przewadze sanoczan groźniejsze akcje konstruowali gospodarze. W 25 min. mieli oni szansę na odskoczenie na 3-1, jednak będący w idealnej sytuacji Wahlgren przegrał pojedynek z Świderskim. W odpowiedzi bardzo ładnie uderzył Strzyżowski, krążek zdołał odbić przed siebie Salama, ale z dobitką nikt nie zdążył. W 25.19 min. „Kraksa” uciekła rywalom na 3-1. Po strzale D. Kapicy krążek trafił do pozostawionego blisko bramki Bieńka, który nie pozwolił Świderskiemu zdążyć z obroną. W 27 min. Kamienieu, za niebezpieczną grę wysokim kijem otrzymał karę większą 4 minut i sanoczanie przystąpili do ataku.
Już w pierwszej minucie gry w przewadze krążek wylądował w bramce Salamy, jednak okazało się, że Biłas pomógł sobie w tym ręką, w sposób niedozwolony. Chwilę po tym groźny strzał oddał Strzyżowski, ale nikt nie pospieszył z dobitką. Po nim uderzył Kowalczuk, lecz trafił w słupek. Gdy w 30 min. na karę odesłany został Brandhammar (za zahaczanie), przez 1.32 min. goście grali w podwójnej przewadze. Zaatakowali mocno. Dwukrotnie z dystansu, z pierwszego krążka uderzał J. Bukowski. Przy pierwszej petardzie Salama zdołał odbić krążek, przy następnej był już bez szans. (Spełniło się moje marzenie, żeby Kuba strzelił bramkę w Krakowie – przyp. mój).
Kontaktowy gol (na 3-2) miał prawo uskrzydlić sanoczan. I chyba nagle wszyscy hokeiści STS-u zaczęli myśleć o wyrównującej bramce, gdyż w 34 min. przepuścili akcję 2 na 1, w której niepilnowany przez nikogo Marzec strzałem w okienko z lewego skrzydła pokonał Świderskiego. 16 sekund po tej bramce padła następna, bliźniaczo podobno do poprzedniej. Zdobyta z tego samego miejsca, w ten sam sposób, z tym, że strzelcem jej był Brynkus. Jakby tego było mało, 38 sekund po tej bramce „Pasy” strzeliły następną! Też z lewego skrzydła, a trafił przy samym słupku F. Kapica. To był niespotykany nokaut. W ciągu 54 sekundy 3 gole! W końcowych minutach pozostawiony sam pod bramką Świderskiego Jarosz stoczył pojedynek sam na sam z bramkarzem STS-u, na szczęście nie on został jego zwycięzcą.
Po nokaucie potrafili się podnieść
Jak podczas przerwy sanoczanie potrafili zresetować wszystko to, co stało się w II tercji, tego nie wie nikt. Wyszli na trzecią odsłonę i rozpoczęli ją od zdobycia bramki na 6-3, którą w 42.58 min. strzelił Biłas, pięknym strzałem w długi róg. Niespełna 3 minuty później sanoczanie po raz kolejny zmusili Salamę do wyciągnięcia krążka z siatki. Tym razem urwał się obrońcom „Pasów” Huhdanpaa i po raz drugi w tym meczu pokonał bramkarza Cracovii. Mając wynik 6-4 i rozgrzane serca, goście kontynuowali atak. W 47 min. w dobrej sytuacji znalazł się J. Bukowski, ale posłał krążek minimalnie obok słupka.
Chwilę po tym, Kuba poszedł odpocząć na ławkę kar, za atak kijem trzymanym oburącz. Bardzo chcieli wykorzystać ten moment gospodarze. W 49 min. byli blisko tego, ale Olsson trafił w słupek. W 52 min. krążek po strzale Jarosza zdołał odbić Świderski. W tej samej minucie Krakusy uciekli rywalom 2 na 1. Egzekutorem tej akcji był bramkostrzelny Lundgren, jednak to Świderski wygrał z nim pojedynek. Była 55 min. meczu, kiedy krążek trafił do świetnie ustawionego na środku tercji obronnej gospodarzy Strzyżowskiego. Napastnik STS-u przymierzył i huknął niczym z petardy.
Miał jednak pecha, trafiając w poprzeczkę. I gdyby tak trochę niżej, gdyby padła kontaktowa bramka na 6-5, kto wie, co by się jeszcze mogło dziać na lodzie. Na 3.18 min. przed końcem trener Marcin Ćwikła zagrał va banque, wycofując bramkarza. Sanoczanie zaatakowali szóstką. Po jednej z akcji z prawej flanki krążek z największym trudem na raty mroził Salama. Po chwili uderzył mocno Florczak, nie udało się jednak strącić krążka Biłasowi. W 58 min. udało się natomiast przejąć krążek krakowianom. Olsson skierował go do Jarosza, a ten nie miał problemów, aby umieścić go w sanockiej bramce. W 59 min. bliski podwyższenia wyniku był Brynkus, ale trafił w słupek.
Szalony mecz. Dramaturgia niesamowita. Upadki i powroty. Mecz, w którym można było powalczyć o punkty. Ale pod jednym warunkiem: mądrej, odpowiedzialnej gry w defensywie. Tego, niestety, zabrakło, zwłaszcza w drugiej tercji. Zresztą nie tylko w drugiej. Ale pochwalić też należy drużynę sanocką za walkę i za otwartą grę. To już był inny styl, to się chciało oglądać! Gramy dalej. Oby w coraz pełniejszym składzie, oby z Huhdanpą, na którego polowanie rozpoczęła Unia. Tak jakby mało dobrych hokeistów wyrwała wcześniej z Sanoka…
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.