reklama

Bieszczady walczą o szpital. Ponad 5,6 tys. podpisów w drewnianej skrzyni trafi do Donalda Tuska

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Bieszczady walczą o szpital. Ponad 5,6 tys. podpisów w drewnianej skrzyni trafi do Donalda Tuska - Zdjęcie główne
Autor: screen z filmu | Opis: Pracownicy i społecznicy jadący do Warszawy przypominają, że w 2023 roku, podczas kampanii wyborczej, Donald Tusk odwiedził Lesko i deklarował, że państwo musi zagwarantować dostęp do opieki medycznej w takich regionach

reklama
Udostępnij na:
Facebook
PodkarpacieSzpital Specjalistyczny w Lesku znalazł się na skraju bankructwa. Zadłużenie placówki sięga już niemal 130 milionów złotych, a personel medyczny od dwóch miesięcy otrzymuje zaledwie 75 procent swoich pensji. Zdesperowani mieszkańcy oraz pracownicy zebrali tysiące podpisów pod dramatycznym apelem do premiera Donalda Tuska. Jutro, w czwartek 28 maja, delegacja z regionu jedzie do Warszawy, by osobiście przypomnieć szefowi rządu złożone w kampanii obietnice.
reklama

Katastrofalna sytuacja finansowa i obcięte pensje

Problemy finansowe Szpitala Specjalistycznego w Lesku nie są nowe – zaczęły narastać w 2022 roku, gdy zmieniono zasady finansowania placówek medycznych. Ryczałtowe przekazywanie środków przez NFZ zamiast dotychczasowego bezpośredniego pokrywania ustawowych podwyżek sprawiło, że szpital musiał wypłacać wyższe pensje bez dodatkowego wsparcia z budżetu. Aby utrzymać płynność, ówczesna dyrekcja zdecydowała się na zaciągnięcie kredytu w parabanku.

Obecnie sytuacja jest krytyczna. Dług urósł do astronomicznej kwoty blisko 130 milionów złotych i powiększa się o kolejny milion każdego miesiąca. Placówka zalega z płatnościami pracownikom, kontrahentom oraz dostawcom. Jeśli wierzyciele zażądają spłaty lub wstrzymają dostawy materiałów, szpital w każdej chwili może przestać działać. Sytuację pogarsza fakt, że od 1 lipca wchodzą w życie kolejne ustawowe podwyżki płac minimalnych w ochronie zdrowia, na które zadłużona lecznica nie ma funduszy.

reklama

„Zrobimy to po bieszczadzku”. Tysiące podpisów w drewnianej skrzyni

W ciągu zaledwie dwóch tygodni pod petycją o ratowanie placówki podpisało się dokładnie 5677 osób, co stanowi blisko jedną piątą wszystkich mieszkańców powiatu leskiego.

— Domagamy się podjęcia specjalnych środków, tak jak w przypadku klęski żywiołowej, które pozwolą na utrzymanie szpitalnego oddziału ratunkowego i które zabezpieczą bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców i odwiedzających Bieszczady, Beskid Niski, Sanocczyznę i Pogórze Przemyskie

reklama

— mówi Duszan Augustyn, lider społecznego ruchu w obronie szpitala i inicjator akcji.

Protestujący jadą do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z jasnym przekazem. Wszystkie zebrane arkusze z podpisami zostały umieszczone w specjalnie przygotowanej drewnianej skrzyni. Lider ruchu zapowiada, że wręczenie dokumentów premierowi odbędzie się „po bieszczadzku”. Liczy na bezpośrednie spotkanie i podjęcie natychmiastowych kroków ratunkowych.

Likwidacja SOR-u zamiast ratunku? Pracownicy ostrzegają

Jednym z rozważanych pomysłów na zmniejszenie strat finansowych jest zamknięcie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR), którego utrzymanie generuje najwyższe koszty ze względu na wymóg stałej obecności co najmniej dwóch lekarzy na dyżurze. Temu rozwiązaniu ostro sprzeciwiają się jednak związki zawodowe. W styczniu bieżącego roku zamknięto już leską porodówkę – ostatni taki oddział w Bieszczadach. Kolejne cięcia mogą doprowadzić do paraliżu całej placówki.

reklama

Zofia Bosak, wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych przy leskim szpitalu, podkreśla, że SOR, chirurgia i oddział wewnętrzny to absolutne minimum dla funkcjonowania szpitala. Jeśli SOR zniknie, z czasem likwidowane będą kolejne oddziały, aż zostaną jedynie poradnie. Dla pacjentów, zwłaszcza starszych, oznacza to konieczność dojeżdżania po pomoc medyczną kilkadziesiąt kilometrów dalej. Jedna z najstarszych pacjentek wspomina nawet, że przed laty sama nosiła kamienie z Sanu pod fundamenty tego szpitala – dziś jego utrata byłaby dla regionu ciosem.

Widmo wykluczenia medycznego w Bieszczadach

Ewentualna likwidacja szpitala wpłynie negatywnie na całą strukturę demograficzną i ekonomiczną regionu. Ograniczony dostęp do podstawowych usług publicznych, w tym ochrony zdrowia, zniechęca młode osoby do powrotu w rodzinne strony. Bez stałej opieki medycznej ucierpią seniorzy oraz osoby przewlekle chore.

reklama

Zagrożona jest także turystyka. Wyjazd w góry czy wypoczynek nad Soliną będą wiązały się z realnym ryzykiem, że w razie wypadku specjalistyczna pomoc nie dotrze do poszkodowanego na czas.

Pracownicy i społecznicy jadący do Warszawy przypominają, że w 2023 roku, podczas kampanii wyborczej, Donald Tusk odwiedził Lesko i deklarował, że państwo musi zagwarantować dostęp do opieki medycznej w takich regionach. Co więcej, jeszcze w tym roku premier publicznie twierdził, że zamknięta w styczniu porodówka wciąż funkcjonuje. Bieszczadzka delegacja jedzie do stolicy z wiarą w dobrą wolę rządu, licząc na to, że obietnice o specjalnych warunkach finansowania dla tego wyjątkowego geograficznie regionu zostaną w końcu zrealizowane.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo