Reklama

Reklama

Zawieszam na kołku czerwone trampki

Opublikowano: pt, 25 maj 2018 14:30
Autor:

Zawieszam na kołku czerwone trampki - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Jakub Osika to pierwszy oficjalny kandydat na fotel burmistrza Sanoka wystawiony z ramienia porozumienia Demokraci Ziemi Sanockiej. W rozmowie pytamy go o wizje kierowania miastem, bieżące problemy i światopogląd.

Reklama

Opozycja żonglowała nazwiskami Sebastiana Niżnika, Sławomira Miklicza, nawet Wojciecha Blecharczyka, aż tu nagle padła twoja kandydatura. Jak to się stało?

 

Klub Demokratów Ziemi Sanockiej sformalizował się w styczniu tego roku, i nie ma co ukrywać powstał on na kanwie pewnej inicjatywy politycznej. Początki były niepozorne ale potem na zasadzie śnieżnej kuli przeobraziło się to w bardzo szeroki, i co mnie cieszy, ponadpartyjny ruch społeczny. Faktycznie z tego, co wiem, podczas posiedzeń przewinęło się kilka nazwisk kandydatów. W końcu dość niespodziewanie i ja znalazłem się w tej inicjatywie i to w samym centrum.

Osobiście od polityki, tej w pojęciu warszawskim, odżegnałem się już w 2014 roku, choć nie wypieram się niczego, co do tej pory robiłem. Zdaje sobie jednak sprawę, że samorząd zawsze stanowił "twór polityczny", ale mimo wszystko staram się oddzielać dużą politykę od działalności samorządowej.

Wracając do pytania. Kilka tygodni temu Demokraci zwrócili się do mnie z propozycją współpracy. Zaproponowali szersze spojrzenie na sprawy lokalne, nie tylko z perspektywy radnego. Od początku jednak zaznaczyłem, że wezmę udział w przypadku pełnego poparcia środowiska oraz zachowania apolityczności. Tak też się stało.

Wypracowaliśmy wspólną koncepcję łączącą ugrupowania polityczne z apolitycznymi. Korzystając z możliwości wybrania sobie ewentualnych współpracowników, zaproponowałem wspólny strat Sebastianowi Niżnikowi jako wiceburmistrzowi ds. inwestycyjnych. Sebastian jest człowiekiem, którego znam od dziecka, o ogromnym potencjale i doświadczeniu w pracy samorządowej. Jest sprawdzonym ekspertem w pozyskiwaniu środków, osobiście nazywam go człowiekiem od zadań specjalnych, dla którego słowo "niemożliwe" nie istnieje.

Do startu zaprosiłem też osobę, może mniej wprawioną w pracy w samorządzie, ale z otwartym i świeżym umysłem, ponadto kobietę i matkę, mam na myśli Marzenę Dziurawiec. Jest ona nauczycielką informatyki, więc dokładnie w tej dziedzinie widzę dla niej sporo wyzwań pod kątem nowoczesnego rozwoju miasta. Oczywiście oboje mają swoje poglądy i światopogląd, ale w tej koncepcji nie ma to znaczenia.

Bardzo się też cieszę, że możemy korzystać z doświadczenia Wojciecha Blecharczyka. Myślę, że będzie to bardzo pomocne przy tworzeniu programu, pozwoli skupić się na szansach oraz ominąć rafy podczas zarządzania Sanokiem, o ile oczywiście wyborcy tak zdecydują. Zaznaczyłem także, że nie mam zamiaru obiecywać złotych gór, wypracowujemy za to pomysł na kadencję. Taka koncepcja przypadła do gustu Demokratom, z czego bardzo się cieszę.

 

 Sanok, Podkarpacie to przecież zagłębie elektoratu PiS, nie obawiacie się, że z góry wystawiacie się na przegraną. W kraju przecież już od jakiegoś czasu widać wyraźnie podziały na obóz Jarosława Kaczyńskiego i całą resztę.

 

 Jestem przekonany o tym, że sanoczanie są dużo mądrzejszym społeczeństwem niż to, co się narzuca w tzw. narracji ogólnopolskiej. Powtarzam, ja nie uciekam od swoich poglądów, ale jeżeli mamy do zrealizowania coś większego, to podziały polityczne schodzą na dalszy plan. Skupmy się na wspólnej idei, Sanok i jego mieszkańcy są najważniejsi, wówczas ciasne ramy polityki nie będą nam przeszkadzać.

Załóżmy, że już jako burmistrz będę miał do załatwienia ważne sprawy dla Sanoka w Warszawie, a nadal będzie rządził PiS, nie wierzę, że gdy zadzwonię do mojego kolegi z dzieciństwa Piotrka Uruskiego, to on celowo nie odbierze mojego telefonu, bo jestem z innej stronie barykady. Sprawy Sanoka są i powinny być ponad podziałami. Podobnie radny Damian Biskup czy senator Tadeusz Pióro, z pewnością nie odmówią pomocy w załatwieniu czegoś ważnego dla miasta. Po prostu nie wyobrażam sobie innej możliwości. Mocno wierzę i ufam w dialog ponad podziałami.

 

 Jesteś trochę utopistą, bo podział polityczny to jedno, sanockie to także mocny elektorat katolicki. Nie obawiasz się na przykład tego, że w trakcie kampanii przeciwnicy uderzą w ciebie tym, że nie chodzisz do kościoła?

 

 To są stereotypy i etykiety bez większego znaczenia. Nie będę udawał kogoś, kim nie jestem na potrzebę wyborów. Popatrz, uczciwie stawiam sprawy i wystawiam moje karty na stół, na przykład mówiąc otwarcie, że jestem agnostykiem. Owszem jestem osobą wierzącą, jednak jakaś konkretna forma czy przynależność religijna nie ma dla mnie większego znaczenia.

Generalnie ludzie dzielą się na dobrych i złych, innych podziałów nie uznaję. Takie stawianie sprawy powinno budzić zaufanie, nawet wśród konserwatywnego elektoratu. Staram się być jak najdalej od hipokryzji.

Zauważ Sanok, Zagórz, Gdańsk, Gdynia miasta lokowane na szlakach komunikacyjnych są miastami bardzo otwartymi na świat. Moi przodkowie zawsze wpajali mi świadomość tolerancji i szacunku do innych. Nauczyłem się nigdy nie stawiać sztucznych podziałów w rozmowach z kimkolwiek. Szanuje każde wyznanie, formę duchowości i jestem przekonany, że podobnie czyni wiele osób, także sanoczan.

 

 Ale wszelkie uroczystości państwowe nie mogą obyć się bez oprawy religijnej, także w Sanoku.

 

 To jest przecież nasza tradycja kształtująca rzeczywistość. Pełniąc funkcję publiczną, w tym stanowisko burmistrza, nie przenosi się swojego światopoglądu czy preferencji na publiczny grunt, szanuje się standardy tradycji i wolę społeczeństwa. Wymaga tego funkcja urzędnika jako reprezentanta pewnego środowiska. Prywatne odczucia schodzą na drugi plan, nie mogą one absolutnie zasłonić realizacji pełnionej służby. W kościele ściąga się nakrycie głowy, wchodząc na kirkut odwrotnie. Do meczetu należy wejść boso. Nie ma potrzeby tego podważać.

 

 Prezydent Gabriel Narutowicz też szanował wolę większości.

 

 Trochę radykalizujesz. Mam nadzieję, że po dwóch tygodniach pełnienia urzędu nie pojawi się w tłumie Niewiadomski z pistoletem [śmiech]. Poważnie jednak, Narutowicz w 1922 roku wszedł w młodą, rodzącą się demokrację i między bardzo mocno podzielone społeczeństwo, my na szczęście odrobiliśmy lekcję i dawno mamy to za sobą.

 

 Wspomniałeś miasto Zagórz, w kampanii może się pojawić zarzut, że osiem lat temu starałeś się o fotel burmistrza miasta nad Osławą, jak to ma się do dzisiejszego twojego wyboru?

 

 Zagórz to rodzinne miasto mojego ojca, podobnie nierozerwalnie związany ze mną i moją rodziną jest Sanok. Na przykład burmistrz Roman Baczyński, był dziadkiem mojej żony. Tu są więc nasze korzenie.

Po wielkiej przygodzie, jaką było Radio Bieszczady, rozbudowałem rodzinny dom w Zagórzu i tam się faktycznie przeniosłem. Dla mnie jednak cały czas Zagórz i Sanok to jeden, nierozerwalny organizm. Śpię w Zagórzu, działam w Sanoku, cała moja aktywność zawodowa związana jest z grodem Grzegorza. Tutaj skończyłem podstawówkę, muzyczną i liceum, tu do szkoły chodzą moje dzieci, mieszkają moi rodzicie, teściowie, dziadkowie, ciocie i wujostwo.

Sanok to z krwi i kości moje miasto. Natomiast Zagórz traktuję jako jeden harmonijnie współdziałający organizm z Sanokiem. Dlatego wtedy nie robiłem różnicy i nie robię jej dzisiaj. Wówczas mi się nie udało przekonać głównie mieszkańców gminy Zagórz. Dzisiaj jestem mądrzejszy o pewne doświadczenia.

Czym byłoby Trójmiasto, gdyby któreś miasto zaczęło rywalizować z pozostałymi, podobnie z aglomeracją Śląska. Lesko, Zagórz i wreszcie Sanok wraz z gminą wiejską jako jeden duży organizm mogą powalczyć o większe pieniądze i korzyści dla mieszkańców. Koncepcja Wojciecha Blecharczyka o wykorzystaniu mocnych stron sanockiego "obwarzanka" jest koniecznością.

Rywalizacja rodzi problemy, a współpraca tylko daje owoce. Sanok ma m.in. lodowisko, baseny i tor, a Zagórz skocznie i teren pod wyciąg narciarski. Sanok ma zamek, Zagórz klasztor. Wystarczy przejechać się MKS lub odwiedzić w upalny dzień plażę nad Osławą, żeby się przekonać, jak wiele osób dostrzega i korzysta z tego potencjału. Nie mówiąc już o uczniach i pracownikach.


Jeśli chcecie dowiedzieć się jakie plany ma kandydat na burmistrza Sanoka Jakub Osika zapraszamy do dalszej części rozmowy w aktualnym nr Korso Gazeta Sanocka.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.