Reklama

WASZYM ZDANIEM. Wybory partyjne

Opublikowano:
Autor:

WASZYM ZDANIEM. Wybory partyjne - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Trwa kampania do wyborów samorządowych, ale z samorządami ma ona niewiele wspólnego. Jest kampanią partyjną, ogólnokrajową – w niewielkim stopniu lokalną.

Dzieje się tak za sprawą polityków z premierem na czele, który rzecz ujął bez ogródek i niedomówień, za to wprost: "Mamy rząd, chcemy mieć samorządy!". To samo głoszą wysocy urzędnicy państwowi, obiecując: a to kilka linii metra w stolicy, a to remont stadionu klubu sportowego, nowe dworce kolejowe i autobusowe, zniesienie podatków... dziesiątki, a może setki obietnic wraz z magiczną "piątką Morawieckiego". Również najważniejszy człowiek w kraju uznał, że łatwiej jest dogadać się ze swoimi niż z obcymi, zwłaszcza kiedy ci obcy to jest drugi sort...

  A że przykład idzie z góry – podobnie z zachowują się "struktury partyjne i rządowe" na poziomie lokalnym. Tu też burmistrz robi kampanię w towarzystwie posła, prezydent miasta podpiera się senatorem czy ministrem, który też coś obiecuje, gwarantuje, zapowiada – ale tylko jeśli wybory przebiegną po myśli władzy, która jest nienasycona – ma rząd i chce mieć samorządy.

  Przeciętnemu obywatelowi trudno się w tym pozbierać, bo przecież mają to być wybory do władz lokalnych, a nie do Sejmu czy do europarlamentu, o prezydenckich nie mówiąc... Zareagował więc przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, zwracając uwagę, że taki zmasowany udział wysokich urzędników państwowych w kampanii samorządowej "ma wszelkie znamiona korupcji i szantażu". Atutem władzy centralnej są przecież pieniądze, rozdawane pod rozmaitymi postaciami: 500+, "piórnikowe", zapowiedź 500+ dla emerytów, ulgi dla małych i średnich przedsiębiorców, darmowe lekarstwa dla emerytów itp. Nikt jednak – ani opozycja, ani zwykli obywatele nie zadają prostego pytania, skąd biorą się pieniądze na te wszystkie programy i zapowiedzi? 

  Odpowiedź jest banalnie prosta: pieniądze biorą się z naszych podatków, co znaczy, że to my je dajemy, a nie władza, ona tylko pośredniczy w ich rozdzielaniu. Mówiąc jeszcze prościej – my dajemy rządzącym, a oni je tylko rozdają, niekoniecznie według rzeczywistych potrzeb społecznych, natomiast zawsze zgodnie ze swym politycznym interesem. Jak widać, trudno wykorzenić przekonanie, które zostało po latach PRL-u, że władza daje. Nikt jednak nie pomyśli, że aby mogła dać, najpierw musi zabrać; z pustego i Salomon nie naleje...

Rządy poprzedniej, liberalnej ekipy, zaniedbały ekonomiczną edukację społeczeństwa, któremu nagle zaczął się podobać dawny system nakazowo-rozdzielczy. Oto premier jedzie starym autosanem na Ziemię Lubuską, gdzie – jak podało Polskie Radio – na lokalnych konwencjach partyjnych przekaże zebranym własne "pomysły samorządowe". Skoro są to pomysły premiera czy szefa partii, po co ludziom samorząd, po co w ogóle jakieś wybory? Wystarczy te pomysły przyjąć za swoje, a w kraju zapanuje powszechny dobrobyt, wsparty "moralno-polityczną jednością narodu".

Nie ma w tym przesady, lecz tylko logiczna konsekwencja zdarzeń, które moje pokolenie ma już za sobą. Przed taką wizją kraju stoją teraz pokolenia naszych dzieci i wnuków, czyli 40- i 20-latków, które wychowywane w ustroju ohydnej demokracji liberalnej, pchane są w stronę demokracji, która jeszcze nie ma przymiotnika, choć do złudzenia przypomina socjalistyczną.

Tak więc najbliższe wybory samorządowe będą miały przełomowy charakter: albo pokażą, że jesteśmy społeczeństwem obywatelskim, albo będą krokiem do społeczeństwa partyjnego, to znaczy takiego, w którym mniejszość będzie kontrolować większość – nie tylko ze szczebla centralnego, ale i lokalnego.

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE