Reklama

Segregujemy śmieci czy udajemy. Jak to jest w Sanoku?

Opublikowano:
Autor:

Segregujemy śmieci czy udajemy. Jak to jest w Sanoku? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Otwarte śmietniki, brak segregacji śmieci mimo deklaracji, przepełnione pojemniki - dostrzegają to mieszkańcy, spółdzielnie mieszkaniowe i miasto. Nikt jednak nie wie, jak ten problem ostatecznie rozwiązać.

Poruszył tę sprawę czytelnik, który zadzwonił do redakcji.

- Jakie to ma znaczenie, czy ja będę się starał i segregował te śmieci - pyta, - jeśli rano idę do pracy i widzę, jak pod śmietnik podjeżdża panienka, rozgląda się w prawo i w lewo, czy nikt nie idzie, a potem wyrzuca worki z samochodu i odjeżdża. Na nic się nie zdadzą deklaracje o segregacji śmieci, jeśli śmietniki będą pootwierane. Czas najwyższy, aby tęgie i dobrze opłacane mózgi z zarządu Sanockiej Spółdzielni Mieszkaniowej spróbowały rozwiązać ten problem. Musi być jakiś sposób, żeby oduczyć ludzi z wiosek, ale też z domów i wspólnot mieszkaniowych notorycznego podrzucania śmieci do pojemników osiedlowych.

Czytelnik przyznał zarazem, że nie będzie to proste i że problem dotyczy całego miasta. Podaje jednak przykład innych ośrodków, np. Krosna, gdzie mieszkańcy nie pozwolą sobie na taką "partyzantkę".

- Nie jest sztuką i filozofią napisać jakieś pismo w magistracie, podrzucić mieszkańcom spółdzielni, ewentualnie postraszyć, że się cenę dźwignie o złotówkę - mówi czytelnik. - Chodzi o to, żeby umożliwić zwykłemu zjadaczowi chleba wywiązywanie się z tego, do czego się zobowiązał, czyli segregacji.

 Trzeba przyznać, że są jednak mieszkańcy, którzy widzą tę sprawę inaczej.

- Gdy śmietnik był zamykany, ludzie zostawiali worki przed kratą zamykającą, bo zapominali zabrać ze sobą klucz - mówi mieszkaniec bloku w Śródmieściu. - A ci, co podrzucają śmieci, i tak je zostawiali. Teraz przynajmniej na zewnątrz jest czysto.

 

Otwarte śmietniki

 

Za niezamykanie śmietników Wojciech Fejkiel, prezes zarządu Sanockiej Spółdzielni Mieszkaniowej, liczącej 4686 lokali, wini samych mieszkańców.

- Problem jest trudny do rozwiązania, ponieważ to właśnie sami mieszkańcy udostępniają klucze innym osobom - mówi. - Wielu ludzi nie przywiązuje wagi do zamykania śmietników albo wysyłają ze śmieciami dzieci, które tego nie pilnują. Zdarzają się więc często sytuacje, że ktoś nam podrzuca różne odpady, że segregowane śmieci nie są w porę odebrane i piętrzą się obok pojemników. Jeżeli do tego dodamy jeszcze tych nierzetelnych, którym nie chce się włożyć odpadów do pojemnika, tworzy się bałagan i niepotrzebna frustracja przede wszystkim u tych rzetelnych mieszkańców.

Podjęte działania polegają przede wszystkim na uświadamianiu mieszkańców.

- Brakuje nam ludzi, aby zabezpieczać śmietniki i koszty tego musiałyby być potem przerzucone na członków spółdzielni - mówi prezes Fejkiel. - Możliwy jest np. monitoring, ale on też kosztuje i tylko połowicznie rozwiązuje problem, bo potem osoby winne trzeba zidentyfikować, pociągnąć do odpowiedzialności itp. Na razie takich drastycznych kroków nie podjęliśmy. Przede wszystkim edukujemy ludzi.

 

Z jakimi problemami dotyczącymi segregacji śmieci boryka się miasto Sanok? Jakie zmiany wprowadzi miasto? O tym w numerze 7 Korso Gazety Sanockiej.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE