Reklama

Ponad dobę lis czekał na pomoc. Niestety zdechł

Opublikowano:
Autor:

Ponad dobę lis czekał na pomoc. Niestety zdechł - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Cisna - miejscowość turystyczna. Środek dnia roboczego, w pobliżu dorośli, dzieci, spacerowicze. W dodatku czas przedświąteczny. W centralnym miejscu przez kilkanaście godzin konał, na oczach wszystkich, lis.

Do redakcji zadzwonił rozgoryczony mieszkaniec Cisnej i opowiedział o bulwersującym zdarzeniu. W środę, 28 marca, o godzinie 11.30 zauważył na swojej posesji zbiegowisko. Akurat pan Kazimierz [imię zostało zmienione] wybierał się z żoną do Leska na umówioną wizytę lekarską. Przed jego działką tłum ludzi zebrał się, by przyglądnąć się leżącemu na trawie... lisowi. Z relacji czytelnika wynika, że zwierz wyraźnie cierpiał, miał zaropiałe oczy, z pyska ciekła mu ciecz, a ciałem wstrząsały drgawki. Żadna osoba z obecnych nie kwapiła się interweniować w tej sprawie.

- Przecież tam były małe dzieci, a psy biegały luzem - mówi wstrząśnięty - Nikt przecież nie wiedział, czy lis nie jest chory na wściekliznę. Poza tym nie mogłem patrzeć na cierpienie zwierzęcia.

 

Od Annasza do Kajfasza

 

Jadąc do lekarza, pan Kazimierz postanowił jednak wstąpić do gminy. Przyjmujący zgłoszenie urzędnik niechętnie zajął się sprawą na wpół żywego lisa. Obiecał jedynie zadzwonić do Nadleśnictwa Cisna.

- Faktycznie nasz pracownik przyjął zgłoszenie - mówi Małgorzata Gucwa, sekretarz gminy Cisna - ale my, jako gmina zajmujemy się tylko zwierzętami padłymi. Zgłoszony lis podlegał pod jurysdykcję nadleśnictwa albo koła łowieckiego.

Pan Kazimierz wrócił do domu o godzinie 15.30. Ku jego zaskoczeniu, tym razem na sąsiedniej działce, tuż przy rowie, nadal leżał zwinięty lis. Wciąż dygotał, z pyska sączyły się płyny.

- Widok przedstawiał się okropnie. Pomyśleliśmy z żoną, że może jest głodny - relacjonuje mężczyzna - dlatego przygotowaliśmy coś do jedzenia. Ale on nie był zainteresowany, bezwiednie tylko unosił łeb do góry.

Zrozpaczony pan Kazimierz nie otrzymawszy pomocy ani ze strony gminy, ani Nadleśnictwa Cisna, postanowił zadzwonić na policję.

- Zarówno na terenie lasów, jak i poza jurysdykcją leśnictwa, decyzje w takich sprawach podejmuje lekarz weterynarii, na pewno nie leśnik - wyjaśnia Edward Marszałek, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie.- Najprostszą drogą dla kogoś, kto znajdzie takie zwierzę na swojej posesji, jest zadzwonić na policję. Funkcjonariusze znają procedury i odpowiednio poinstruują, jak należy się w takiej sytuacji zachować.

Dyżurny policji w Lesku, zdaniem naszego czytelnika, stanął na wysokości zadania. Uspokoił pana Kazimierza i obiecał pomóc, to znaczy poinformować właściwe służby. Okazało się, że w takich sprawach gmina Cisna ma podpisaną umowę z kliniką weterynaryjną Karola Kusala z Leska.

 

Dlaczego lis zdechł, czemu na miejscu nie pojawił się weterynarz - o tym w aktualnym wydaniu Korso Gazety Sanockiej.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE