Reklama

Niecierpliwy jak pacjent

Opublikowano:
Autor:

Niecierpliwy jak pacjent - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Czasami w redakcji otrzymujemy zgłoszenia od rozgoryczonych pacjentów. Że przy okienku rejestracji przychodni zdrowia nie traktuje się ich poważnie, że pielęgniarki są opieszałe, że nie przejmują się pracą. Ogólnie pacjent czuje się pominięty i ignorowany, a przecież potrzebuje on skorzystać z opieki lekarza.

Jednak nigdy nie otrzymaliśmy telefonu od tej drugiej strony. Zza rejestracyjnej "lady". W kilku placówka zdrowia udało się też podpatrzeć z boku, jak wygląda rzeczywistość w przychodniach. Przedstawiała się ona nieco inaczej niż ta, którą przedstawiali pacjenci. Idąc tym tropem, zapytaliśmy pielęgniarki z doświadczeniem i te wstępujące w zawód, jak przedstawia się ich codzienna praca w rejestracji. Dzięki ich relacjom może uda się chociaż na chwilę zażegnać konflikt na linii pacjent-pielęgniarka.

W jednej z największych przychodni zdrowia w Sanoku mieszczącej się na jednym z największych osiedli, gdzie chorych przyjmuje największa liczba lekarzy, pacjentów przy okienku rejestracyjnym obsługują docelowo dwie pielęgniarki, plus dwie na pół etatu, których podstawowym miejscem pracy jest poradnia dziecięca. Do pomocy są rozdysponowane również pielęgniarki środowiskowe oraz te przyjmujące w gabinetach zabiegowych. Każda z nich poza swoimi obowiązkami pomaga koleżankom. Dziennie w sezonie letnim przewija się tutaj ponad 200 pacjentów. Doliczyć do nich należy także tych, którym wypisuje się recepty, uzupełnia druki L4. W sezonie jesienno-zimowym liczba pacjentów wzrasta do ponad 500 dziennie. Rejestracja odbywa się w godzinach 7.30-18.00.- Przykład z dzisiejszego poranka - mówi pani Marta, pielęgniarka z ośmioletnim doświadczeniem [imiona bohaterów zostały zmienione] - kobieta, lat około 60, żąda, nie prosi, żeby zarejestrować ją do konkretnego lekarza. Grzecznie odpowiadam jej, że najbliższa wolna godzina to 9.50. Ale ją to nie obchodzi, ona musi być przyjęta teraz, bo właśnie przyszła do przychodni. Powtarzam jej, że doktorka poranne godziny ma zajęte. Pacjentkę to nie interesuje. Ostatecznie idzie ona czekać pod gabinet lekarski, licząc, że może uda się jej wejść.

Rejestratorki opowiadają podobne historie, których na co dzień jest kilkadziesiąt. Zdradzają, że z roku na roku ludzie stają się coraz bardziej roszczeniowi i niecierpliwi. Brak im wyrozumiałości, a całą swoją frustrację wyładowują na osobach pierwszego kontaktu, czyli w tym przypadku pielęgniarkach rejestratorkach.

- Miałam inne zdarzenie, które utkwiło mi w głowie - relacjonuje dalej pani Marta. - Pod okienko przyszła starsza pani, w rękach trzymała różaniec. Była już popołudniowa pora i lekarz, do którego chciała się zapisać, w tym dniu już więcej chorych nie przyjmował. Ale zasugerowałam pani, żeby grzecznie spytała doktora, czy ją przyjmie. Po czym pacjentka odeszła na bok. Widziałam, że chowa się za filarem. Po kilku minutach wyłoniła się i oznajmiła mi, że lekarz się zgodził. Chwyciłam za telefon. Lekarz był wyraźnie zdziwiony, kiedy zapytałam go, czy rozmawiała z nim starsza pacjentka. Zwróciłam tej pani uwagę, że mnie po prostu okłamała. Widać było, że nie zrobiło to na niej najmniejszego wrażenia.

Pielęgniarki relacjonują, że zdarza się, że pacjenci okłamują personel, żeby wymusić szybsze wejście do lekarza. Udają zły stan zdrowia. Przecież powszechnie wiadomo, że każdy taki przypadek nie może być zbagatelizowany przez pielęgniarki i lekarzy.

- Dwa tygodnie temu byłam sama z młodszą koleżanką w rejestracji - mówi pani Krystyna, pielęgniarka środowiskowa z 35-letnim stażem. - Sezon urlopowy, nikogo nie miałyśmy do pomocy. Akurat rozmawiałam z pacjentem przez telefon, gdy nagle usłyszałam, jak starszy pan zaczął ubliżać mojej koleżance, twierdząc, że rusza się jak mucha w smole. Ktoś inny z kolejki dodał: "komuno wróć", część z pacjentów głośno się roześmiała. Słuchając ubliżeń, moja koleżanka po prostu się rozpłakała, nie wytrzymała, puściły jej nerwy. Jedyne co mogłam zrobić, to zwrócić stanowczo pacjentowi uwagę, że nie ma za grosz wyrozumiałości.

- My jesteśmy dla ludzi, takie jest nasze powołanie, ale ludzie też muszą zrozumieć, że każdy człowiek ma swoją godność - opowiada pani Agata, pielęgniarka z 32-letnim stażem. - Wychodzimy naprzeciw pacjentom, tym, którzy stale zażywają leki, sukcesywnie przypominamy, żeby przychodzili po recepty na swoje lekarstwa przynajmniej z tygodniowym wyprzedzeniem. Udzielamy upoważnień dla ich rodzin, jeżeli nie uda się im przyjść. Jednak często zdarza się, że przychodzą w momencie, kiedy kończą się im lekarstwa i wymuszają na nas, żeby lekarz natychmiast ich przyjął.

Niestety każda z zapytanych pielęgniarek mówi ze smutkiem, że coraz mniej takich pacjentów, którzy są uprzejmi i wyrozumiali. W kolejkach rozgrywają się dantejskie sceny, lekarze zażądali nawet wyciszenia drzwi do gabinetu, bo panujący na korytarzu hałas uniemożliwia im pracę. Rozgoryczenie pacjentów przenosi się z kolejki do rejestracji do kolejki przed gabinetem lekarskim. Jedna z pielęgniarek opowiada o innym smutnym zdarzeniu na korytarzu. W kolejce grzecznie czekała młoda kobieta. Każda z pielęgniarek wiedziała, że ta pacjentka choruje na nowotwór i że jest krótko po chemioterapii. Czekała, a przed nią sznur oczekujących. Najstarsza z pielęgniarek wyszła i zwróciła pacjentom uwagę, że nie potrafią dostrzec osoby cierpiącej (młoda kobieta z trudem utrzymywała się na nogach, na głowie miała chustkę, ponieważ po chemoterapii wypadły jej włosy) i że liczy się  tylko ich interes. Podobno kilka osób z kolejki na chwilę się zreflektowało, ale i tak nikt nie przepuścił młodej kobiety.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE