Reklama

Natalia walczy o życie

Opublikowano:
Autor:

Natalia walczy o życie - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości 32-letnia Natalia Grad z Prusieka od ponad roku choruje na nowotwór - chłoniaka śródpiersia. Dotychczasowa terapia nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Nadzieją na pokonanie raka jest lek ostatniej szansy.

Pani Natalia jest mamą dwójki dzieci: pięcioletniej Emilki i dwuletniej Madzi. O chorobie dowiedziała się 29 listopada 2016 roku. To wtedy usłyszała wyrok: chłoniak śródpiersia i rozpoczęła nierówną walkę z groźnym przeciwnikiem.

- Na początku było nam ciężko - mówi kobieta - mąż musiał zrezygnować z pracy, aby opiekować się dziećmi, a ja przeszłam na zasiłek rehabilitacyjny.

Ciągłe pobyty w szpitalu i długa chemioterapia sprawiły, że rodzina znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. Co gorsze, leczenie nie przynosiło efektów.

- W grudniu okazało się, że guz ma wielkość 6cm x 3cm x 1cm - mówi kobieta - a kolejna chemia może mnie zabić. Wtedy lekarze zaproponowali leczenie nierefundowanym lekiem Nivolumabem.

Kuracja składa się z ośmiu cykli w dwutygodniowych odstępach. Koszt jednej dawki leku to 15 tys. zł, a całej terapii - około 120 tys. złotych.

Na pomoc Natalii Grad jako pierwsza ruszyła sanocka Fundacja Czas Nadziei.

- W piątek założyliśmy subkonto i rozpoczęliśmy zbiórkę - mówi Rafał Jasiński, założyciel Fundacji. - Jestem pozytywnie zaskoczony odpowiedzią mieszkańców Sanoka, ale również Polski, a nawet świata, którzy bardzo szybko zareagowali. Już po godzinie od ukazania się apelu o pomoc w lokalnych mediach na konto wpłynęło 1 500 złotych. Do chwili obecnej mamy już ponad 40 tysięcy a pieniądze wciąż wpływają - dodaje z zadowoleniem.

Liczy się czas, bo przerwa w leczeniu zakłóci pożądany efekt. Pani Natalia jest już po trzech cyklach, na kolejne potrzebne są pieniądze. Oprócz osób prywatnych datki ofiarują lokalne firmy i stowarzyszenia.

- Mam nadzieję, że grono osób, które zechce wesprzeć panią Natalię, będzie się powiększać i wspólnymi siłami uda nam się uzbierać wymaganą kwotę - mówi Rafał Jasiński. - Wydrukowaliśmy kilka tysięcy ulotek, a na Facebooku powstała akcja, gdzie można wystawiać i licytować różne przedmioty (Licytacje dla Natalii Grad). Uruchomiliśmy też płatność za pomocą SMS-ów, jednak wolimy bezpośrednie wpłaty na konto, bo wtedy cała kwota trafia na leczenie i nie są pobierane żadne prowizje.

Pani Natalia jest też zgłoszona do internetowej Fundacji Siepomaga, ale zbiórka tam  rozpocznie się za około dwa tygodnie.

- Jesteśmy o tyle w dobrej sytuacji, że za leczenie pani Natalii nie musimy od razu płacić całej kwoty - zaznacza Jasiński. - Uzgodniliśmy ze szpitalem w Brzozowie, że wpłaty będą robione systematycznie w formie darowizn. To naprawdę duże udogodnienie.

 

 Natalię wspiera rodzina

 

- Jestem szczęśliwa, że ludzie tak bardzo angażują się w akcję - mówi ze łzami w oczach kobieta - Wszystko idzie ku dobremu, aby zebrać pieniądze na moje leczenie. Nie spodziewałam się, że wpłaty będą takie duże. Ludzie pomagają mi, jak mogą. Biorą udział w internetowych aukcjach, dzwonią do mnie, wspierają finansowo i modlitwą. Takie zainteresowanie przerosło moje najśmielsze oczekiwania i chwała ludziom za to. Dziękuję wszystkim bardzo za pomoc. To wszystko jest dla mnie ważne.

Do tej pory wspierała ją tylko rodzina.

- Pierwszy miesiąc kuracji opłaciła mi siostra, a teraz jestem zdana tylko na pomoc innych - mówi - Nie mam żadnych oszczędności, nie stać mnie na leczenie.

Pani Natalia nie poddaje się jednak i wierzy, że pokona raka.

- Będę zadowolona, gdy uzyskam chociaż 50 procent remisji choroby i chłoniak nie będzie rósł. Muszę w to wierzyć, bo nie mam innego wyjścia. Nie położę się przecież w łóżku i nie będę czekała na śmierć. Już swoje wypłakałam, przeszłam ciężkie załamanie nerwowe. Na szczęście podniosłam się  i pomimo tych wszystkich niepowodzeń, kolejnych złych wyników, postanowiłam walczyć i uśmiechać się. Staram się wypierać z myśli fakt, że jestem chora i dlatego cieszę się każdą chwilą spędzoną z dziećmi.

Pani Natalia dopóki nie odczuwa większych dyskomfortów związanych z chorobą, stara się być aktywna.

- Jestem wszędzie tam, gdzie kiedyś mogłoby mnie nie być, uczestniczę we wszystkich akademiach córek, cieszymy się sobą nawzajem.

Dzieci mają świadomość, że ich mama jest chora i w miarę swoich możliwości próbują ją wspierać.

- Gdy zachorowałam, to młodsza córka miała roczek - opowiada pani Natalia. - Wówczas moim największym problemem była nie diagnoza, ale to, że musiałam odstawić dziecko od piersi. Martwiłam się, jak podczas mojego pobytu w szpitalu poradzi sobie mąż z dwójką małych dzieci. Starszej córce wytłumaczyłam, że mam w sobie dużego pająka, którego muszę zniszczyć, a jeśli mi się to nie uda, to mogę umrzeć.

 Córkom trudno pogodzić się z wyrokiem.

- Emilka za każdym razem, gdy jechałam do szpitala, płakała, krzyczała, wpadała w historię, pytała, dlaczego jej to robię. Młodsza też protestowała. Kopała spakowaną do szpitala walizkę. Teraz na szczęście nie muszę przebywać w izolatce i mogę być w domu. Moim marzeniem jest doczekać Pierwszej Komunii  Świętej moich córek. Ale nic nie planuję. Boję się bardzo, że nie doczekam nawet lata, które tak bardzo lubię.

 

Wpłaty na leczenie Natalii Grad:

Fundacja Czas Nadziei
PBS BANK 57 8642 1184 2018 0037 4228 0021

*Jest to specjalne subkonto przeznaczone wyłącznie na pomoc Natalii

Wpłaty PayPal:
Wystarczy wejść na stronę www.czasnadziei.pl - w stopce jest odpowiedni przycisk.

Wpłaty SMS:
treść: ICH.NADZIEJA numer: 7555

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE