Reklama

KONRAD SZOŁAJSKI: Wirus z nieba

Opublikowano:
Autor:

KONRAD SZOŁAJSKI: Wirus z nieba - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Gdyby koronawirus sam się nie pojawił, spin doktorzy doradzający Andrzejowi Dudzie musieliby plagę wymyślić. Nadejście się śmiertelnej zarazy ożywiło ich kandydata.

Wraz z rozwojem pandemii jego kampania nabiera rumieńców. Można nawet zaryzykować tezę, że nadaje jej sens. Prezydent staje się bohaterem narodowym, wydaje się, że zamierza – śladem księcia Józefa – popełnić efektywne samobójstwo.

Bowiem nie bacząc na swoje bezpieczeństwo pierwszy obywatel jeździ po kraju dokonując niezapowiedzianych gospodarskich wizyt w każdym powiecie. Jak Edward Gierek wizytuje rozmaite obiekty i dodaje otuchy. Łza się w oku kręci. Ludność w bankach, remizach i szpitalach ze wzruszeniem wita prezydenta - bohatera, który mimo wszelkich środków ostrożności (oraz poświęcenia funkcjonariuszy SOP-u) prędzej czy później złapie wirusa. Pytanie nie czy, tylko kiedy. Czy zdoła to zrobić przed 10 maja? Chyba musi, bo inaczej nie miałoby to politycznego sensu. Co się wówczas stanie?

Otóż kandydat wróci do pałacu, gdzie zasiądzie a może nawet spocznie pod respiratorem (darem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy). Kamery TVP, starannie omijając znaczek WOŚP będą pokazywać prezydenta cierpiącego, który – choć zafrasowany - będzie jednak przez łzy uśmiechał się do narodu. I mimo, a właściwie dzięki dręczącej go chorobie, wygra wybory. A potem cudowanie ozdrowieje, co nie udało się Poniatowskiemu. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE