Reklama

Batalia o słupek. Czyli "Sami swoi" po sanocku

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości We wtorek (4 stycznia) około godz. 13:00 internet obiegł filmik z relacji na żywo jaką prowadził sanoczanin, pan Piotr Marcinik. Na tej relacji pokazał świeżo wstawiony słupek, na drodze wewnętrznej, dojazdowej do dwóch posesji, twierdząc, że ma zablokowany dojazd do domu. Czy tak faktycznie jest? Na czyją prośbę postawiono słupek i czy to pomogło rozwiązać sąsiedzki spór?

Pan Marcinik ma utrudniony wjazd na swoją posesję z racji ustawienia słupka na środku drogi dojazdowej do dwóch posesji przy ul. Witosa. Pozostawiono mu jedynie wjazd prawoskrętny na podjazd, który jest pod dużym skosem.

Wcześniej podjeżdżał od drugiej strony i lewoskrętem wjeżdżał na teren swojej posesji. Stało się tak za sprawą interwencji jego 82-letniej sąsiadki u burmistrza Sanoka, Tomasza Matuszewskiego. 

Oprócz poniższej relacji tego dnia na profilu pana Piotra pojawiło się 12 wiadomości w sprawie słupka. Tak jak na początku, wszyscy żałowali pana Piotra i oburzali się na decyzję magistratu o postawieniu słupka, tak w miarę "zarzucenia" Facebooka kolejnymi zdjęciami słupka i oznaczaniem lokalnych działaczy, radnych, posłów z Sanoka i z całej Polski, ludzie zaczęli mieć najzwyczajniej dość.

Pojawiać zaczęły się w komentarzach szczegółowe pytania. Czy aby na pewno nie ma wcale dojazdu, tak jak to wynikało z jego przekazu, proszono o pokazanie całej drogi, bo zdjęcia prezentowały tylko fragment ze słupkiem. Znajomi dyskutowali na ten temat i dochodzili coraz częściej do wniosku, że pan Piotr pokazuje jedynie pół prawdy. 

Za parę godzin pojawiła się kolejna relacja na żywo, tym razem z gabinetu zastępcy burmistrza Artura Kondrata. Ta relacja pokazała tylko i wyłącznie milczenie burmistrza i powtarzaną odpowiedź, że już odpowiedział na pana Piotra pytanie i nie zamierza kolejny raz powtarzać.  

Zapytaliśmy Artura Kondrata, jak wyglądało to spotkanie w rzeczywistości. 

Pan Marcinik przyszedł do mnie i został przyjęty jak każdy, kto chce ze mną porozmawiać. Moje drzwi są otwarte dla wszystkich. Wstałem od biurka, przywitaliśmy się i usiedliśmy przy stole do rozmowy. Odpowiedziałem panu Marcinikowi spokojnie na jego wszystkie pytania. Nie spodobała mu się moja odpowiedź, wstał i powiedział, że nie wyjdzie z mojego gabinetu, dopóki nie każę usunąć tego słupka. To podziękowałem i poszedłem do biurka dalej pracować. Wtedy pan Piotr wyciągnął telefon i nagrywając mnie, zadawał pytania.

Na publikacji "rozmowy" z burmistrzem nie zakończyła się tego dnia "sprawa słupka". Około godz. 16:30 na profilu pana Piotra pojawiły się zdjęcia sprzed jego domu, na których był widoczny radiowóz i karetka pogotowia. Opis, też nie wyjaśniał sytuacji przedstawionej na zdjęciach, a raczej był tendencyjny, nakierowany na atak na burmistrza. 


O to co wydarzyło się na ul. Witosa, zapytaliśmy rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Sanoku:

4 stycznia około godz. 15:30 sanocka policja otrzymała zgłoszenie dotyczące zastawionego wjazdu na prywatną posesję przez dwa pojazdy osobowe marki Fiat i Ford. W trakcie interwencji doszło do zdarzenia drogowego z udziałem pieszego. Z ustaleń policjantów pracujących na miejscu, wynika, że pieszy wtargnął pod pojazd marki Jeep, który wykonywał manewr cofania. Całe zdarzenie zostało zarejestrowane przez wideo rejestrator znajdujący się w radiowozie. Z podejmowanych czynności funkcjonariusze sporządzili dokumentację oraz zabezpieczyli nagranie. W sprawie będą prowadzone dalsze czynności wyjaśniające. Pojazdy, które blokowały wjazd na posesję zgłaszającego, zostały przeparkowane. 

W akcie desperacji czy złości pan Piotr, zamiast sobie pomóc, to sobie zaszkodził. Jak sam przyznał, na ukojenie nerwów spożył alkohol i to może, pchnęło go do tak desperackiego czynu. 

Do końca dnia zamieszczał kilkakrotnie jedno zdjęcie z napisem "Tak wyglądają rządy burmistrza Sanoka" i oznaczał w pojedynczych postach radnych, posłów i działaczy społecznych z prośbą o pomoc w sprawie słupka. Tym oto sposobem poza granicami Polski usłyszano o słupku na Witosa.



 W międzyczasie na oficjalnym profilu burmistrza Sanoka, Tomasza Matuszewskiego pojawił się wpis:


Druga strona medalu

Skoro jest spór, to muszą być jego dwie strony. Rozmawialiśmy z 82-letnią panią Stanisławą, sąsiadką pana Piotra. Na pytanie, czy jest zadowolona ze sposobu zażegnania sporu, stwierdziła, że tak, bo teraz każdy ma swój kawałek drogi i nie musi jeden drugiemu wchodzić w paradę. 

Pan Marcinik powinien być zadowolony, bo ma 3/4 drogi ja mam mniejszy kawałek. To, że zrobił sobie wjazd pod ukosem to już nie moja wina. Ma miejsce jeszcze przed słupkiem i może sobie cofać i wjeżdżać tyłem. 

Jak się okazuje spór sąsiedzki, wygląda bardzo podobnie jak w kultowym filmie "Sami swoi", gdzie Kargul i Pawlak o miedzę się spierali, ale tak naprawdę to tylko czekali, aby sobie dopiec czymkolwiek.

Gdy pan Piotr nabył nieruchomość, na początku było wszystko dobrze, nic nie wskazywało, że spór urośnie do tych rozmiarów. 

Ja nigdy w życiu nie chodziłam po sądach czy posterunkach policji. Dopiero pan Marcinik mnie tam wysłał, swoimi donosami. Dostałam pewnego dnia wezwanie na komendę policji. Pojechałam i dowiedziałam się, że sprawa dotyczy spalenia 3 gałązek suchego kopru na mojej posesji. Policjant powiedział ze mi współczuje, ale musi nałożyć choćby minimalną karę w wysokości 20 zł, bo pan Marcinik nie odpuści. Zapłaciłam te 20 zł i myślałam, że sprawa się zakończy. Nic bardziej mylnego. Kolejne wezwanie do mnie służb dotyczyło rzekomego kopania rowów na drodze. Przyjechali jacyś ludzie i chodzili wokoło mojego domu. Zapytałam, o co chodzi. Dowiedziałam się, że zostali wezwani, bo pan Marcinik powiedział ze kopię rowy. Kazałam im więc szukać tych rowów. Nie znaleźli. I tak bez przerwy coś nie pasuje temu sąsiadowi. Ja mam 82 lata i chciałabym żyć spokojnie, ale tu z nim się po prostu nie da. Wszędzie widzi podstęp i celowe działanie, oczywiscie na jego niekorzyść. Nie wiadomo co mu kiedy strzeli do głowy. Ja się go boję. 

Pani Stanisława opowiadała nam długo o różnego rodzaju trudnościach i "przebojach" jakie rzekomo fundował jej pan Piotr, jednak czy wszystkiemu można dać wiarę? Temu, aby cokolwiek robił na złość starszej kobiecie stanowczo zaprzecza pan Marcinik i mówi, że to zwykłe pomówienia. I tak koło się zamyka. Wiemy tak naprawdę tylko to, co obie strony nam powiedzą.

Na co należy zwrócić uwagę? Ano na to, że gdy zapytaliśmy, czy jedno do drugiego byłoby w stanie wyciągnąć rękę na zgodę to pan Piotr powiedział ze tak, a pani Stanisława, że nie potrzebuje jego "ręki" na zgodę tylko świętego spokoju. 

Po kilku dniach od wtorkowych wydarzeń pana Piotra opuściły nerwy i zupełnie na spokojnie przyznał, że były one niepotrzebne. Wskazuje na silne emocje, jakie nim targały tamtego dnia. 


W sporach sąsiedzkich, zwłaszcza takich, które ciągną się latami bardzo ciężko jednoznacznie opowiedzieć się po którejś ze stron. Nikt tu nie jest bez winy. Jak dojść początku, skoro sami nie wiedzą, od czego tak naprawdę się zaczęło? 

Słupek miał pogodzić a rozpętał burzę

Pani Stanisława przyznaje, że dwa lata chodziła bez przerwy do burmistrza i przynosiła mu wszelkie dowody na nękanie przez sąsiada. Burmistrz został postawiony pod ścianą. Starsza pani siedziała godzinami pod jego biurem i czekała na przyjęcie. Tym razem jak weszła, to z desperacji się rozpłakała, prosząc o interwencję. 

Zapomniała jednak, że sama przerobiła wjazd "od dołu" przed sprzedażą domu.

- zauważa Pan Marcinik. 

Mężczyzna pokazuje nam zawiadomienie o planowanej kontroli, którą jak twierdzi "zesłała" na niego we wrześniu 2021 roku sąsiadka. 

W ten sposób można by bez końca wet za wet przedkładać i wymieniać co, która strona drugiej zrobiła i kto tu jest bardziej poszkodowany, ale nie nam to rozsądzać. Burmistrz myślał, że konflikt zażegna słupkiem, ale też się pomylił, chociaż nie miał złych intencji. 

Wystarczyłoby teraz, aby staruszka przyjęła przeprosiny od Pana Marcinika, na które jak twierdzi, od dłuższego czasu jest gotowy i zacząć żyć na nowo bez wracania do tego co było.
Może idąc tym tropem, słupek niezgody wykopaliby wspólnie? 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy